You are here

CZY POMARAŃCZOWA REWOLUCJA PONIOSŁA KLĘSKĘ?

W ocenie sukcesów i szans „Pomarańczowej rewolucji” ścierają się dwie skrajne interpretacje; jedni twierdzą, że oto lud zwyciężył i dzięki mądrej mediacji uniknięto rozlewu krwi a umiarkowanie i rozsądek, tj. ukorzenie się przed Rosją, zapewni jeszcze większe powodzenie,  drudzy zaś głoszą, iż większych oligarchów zastąpili mniejsi a ludzie na Majdanie po zrobieniu swego odesłani zostali do domów. 

Spróbujmy zatem przeanalizować sytuację zaistniałą w okresie inauguracji prezydenta Wiktora Juszczenki, wolni od nacisku rosyjskiej agentury wpływu niepodzielnie panującej w polskich mediach z racji głupoty i strachu tzw. specjalistów i dziennikarzy oraz potęgi opcji prorosyjskiej na polskiej scenie politycznej.

Rewolucja nie polega na tym, iż lud dochodzi do władzy. Zazwyczaj jest jednak tak, iż stanowi ona dzieło części dotychczasowej elity władzy, ludzi trzeciego lub czwartego szeregu, którzy chcą sięgnąć po pierwsze miejsca i aby zdobyć władzę muszą odwołać się do społeczeństwa, rzucić hasał i obiecać zmiany, które będą także w jego interesie. Innym zyskiem dla szczególnie aktywnych jednostek z ludu jest możliwość awansu i dołączenia do elity, w tym elity władzy. Im konflikt w łonie elity władzy jest silniejszy, tym bardziej pretendenci muszą odwoływać się do społeczeństwa, wciągać go w swoją rozgrywkę i tym większe szanse na awans ludzi nowych, a w komunizmie i postkomunizmie na autonomizację społeczeństwa i wykształcenie się własnej elity, niezależnej od dawnej komunistycznej elity kolonialnej. Z tego punktu widzenia Pomarańczowa Rewolucja przegrała, bowiem zawarty kompromis spowodował, iż ludzi na Majdanie do końca nie użyto, a polityka stała się rozgrywką między dwu elitami oligarchicznymi.

Słabość społeczeństwa na Ukrainie po samolikwidacji komunizmu przez tajne służby była tej skali, iż opozycja rozumiana jako przeciwnicy systemu, po wstępnej fazie zakończyła samodzielny żywot polityczny. Z pierestrojki wyszły dwie grupy opozycji; stara, o korzeniach antysowieckich, uosabiana przez Ukraińską Partię Republikańską – URP wyeliminowaną z Ruchu i nowa, wyhodowana w okresie przebudowy przez KGB i składająca się z posłusznej inteligencji komunistycznej, która teraz otrzymała polecenie stania się niezależną siłą polityczną i opanowała Ruch oraz utworzyła Partię Demokratyczną. Oba nurty w połowie lat 1990-tych zostały całkowicie zmarginalizowane. URP wprawdzie przetrwała ale przestała się liczyć na scenie politycznej nawet Ukrainy Zachodniej, kierownictwo Partii Demokratycznej przejęła Hanna Antoniewa, królowa wódki „Artemida”, a oba odłamy Ruchu zostały opanowane przez byłych funkcjonariuszy komunistycznych: NRU objął były przedstawiciel Ukrainy przy ONZ (1985-1991), Hennadij Udowenko, a następnie sowiecki dyplomata (od 1975 roku) i były szef MSZ Ukrainy, Borys Tarasiuk, natomiast UNR – Jurij Kostenko, minister ochrony środowiska u Krawczuka i Kuczmy (1992-1998). Kilka grup starej Partii Demokratycznej ostatnio połączyło się wprawdzie z UNR w Ukraińską Partię Ludową ale nie ma to żadnego wpływu na jej polityczną wegetację. Symbolicznie likwidację tej opozycji mogą ilustrować kariery Romana Bezsmertnego, który z posła URP w 1996 roku stał się człowiekiem prezydent Kuczmy w radzie Najwyższej, a następnie przeszedł do Juszczenki oraz Stepana Chmary, również posła URP, który dokonał rozłamu zarzucając swej partii zbyt kompromisowe stanowisko wobec komunistów by zakończyć karierę jako doradca Julij Tymoszenko do spraw patriotyzmu, niepodległości i historii Ukrainy. Na arenie politycznej Ukrainy pozostały tylko klany oligarchiczne i ich narzędzie uczestniczenia w postkomunistycznym teatrze demokracji parlamentarnej - partie zbudowane na zasadzie piramidy feudalnej. Najczęściej osoba kierująca jakimś resortem tworzyła partię (np. minister rolnictwa – agrarną itp.), w skład której wchodzili przedsiębiorcy zależni od danego ministerstwa lub instytucji państwowej ze swymi pracownikami. Nic dziwnego zatem, że najliczniejszą była Partia Regionów powołana przez klan doniecki i kontrolowany przez niego urząd podatkowy – wszak podatki muszą płacić wszyscy, stąd 600 tys. członków tego ugrupowania. Z tego punktu widzenia analizowanie sceny politycznej było bezsensowne, należało raczej oglądowi poddać strukturę własności i rywalizację o prywatyzację poszczególnych gałęzi gospodarki; kto został wyeliminowany przechodził do opozycji. Gdy w Dniepropietrowsku zięć Kuczmy, Wiktor Pinczuk przejął „Kriworożstal”. Przegrana konkurencja czyli grupa „Privat” (Henandij Boholubow i Ihor Kołomyjśkyj), wchodząca dotychczas w skład jego klanu dniepropietrowskiego (partia Trudowa Ukrajina), przeszła do opozycji i Juszczenko w trzeciej turze uzyskał w obwodzie 32 proc. głosów (w mieście o wiele więcej). Cała polityka sprowadzała się do walki oligarchicznych klanów i tylko konflikt między nimi mógł coś zmienić. Jeśli ktoś sobie wyobrażał rewolucję jako bunt ludu, to po prostu nie rozumiał sytuacji; do zmian i likwidacji tego systemu mógł doprowadzić tylko śmiertelny konflikt w łonie elity władzy. Dlatego analizować należy różnice interesów poszczególnych klanów a nie programy polityczne, które dotychczas nie miały żadnego zaczernia.

Gdyby obóz Kuczmy, czyli klan dniepropietrowski (drugi zięć prezydenta Wiktor Pinczuk kontrolujący Kongres Żydów Ukraińskich, Serhij Tihipko, gebiści Leonid Derkacz i jego syn Andrij, bracia Dmytro i Mychajło Tabacznyk oraz z Krymu Franczukowie Anatolij i jego syn Ihor, pierwszy zięć Kuczmy) i wspierające go klany doniecki (Rinat Achmetow i jego lokai Janukowycz, Mykoła Azarow, Wołodymyr Rybak, b. mer Doniecka) oraz  kijowski (Wiktor Medwedczuk, jego brat Ihor, Hryhorij Surkis, Walentyn Zhurskyj, Bohdan Hubskyj, Jurij Karpenko i Jurij Lach) poniosły kompletną klęskę, a stać tak się mogło tylko dzięki użyciu Majdanu, doszłoby do nowego rozdania z jego udziałem. Wówczas Juszczenko miałby więcej władzy ale także pojawiliby się ludzie nowi, z Majdanu, niezależni od dotychczasowych układów. Zwolenniczą takiej strategii była Julija Tymoszenko; oczywiście nie z miłości do demokracji tylko dlatego, że chciała ostatecznie i całkowicie pognębić klan Kuczmy, który wsadził ją i jej męża do więzienia oraz pozbawił własnego biznesu. Ale właśnie jej opcja leżała także w interesie społeczeństwa, choć z zupełnie innych powodów.

Początkiem ustępstw było zaakceptowanie propozycji przewodniczącego Rady Najwyższej Wołodymyra Lytwyna by kompromis polegał na zmianach w ordynacji wyborczej w zamian za zaakceptowanie przez Juszczenkę reformy politycznej, ograniczającej jego władzę na rzecz rządu i parlamentu, w którym do czasu rewolucji Kuczma miał większość. a jego obóz ma nadzieję na wygranie wyborów parlamentarnych wiosną 2006 roku. Swoją rolę odegrali też mediatorzy: Xavier Solana forsujący linię prorosyjską w interesie prorosyjskiego jądra Unii i „prezio” działający w tym samy kierunku, jak można sądzić, bezpośrednio dla Putina. Ten kompromis drugiego okrągłego stołu został później nazwany „przełomową pomyłką”. Uratował on Kuczmę, który odtąd za zaakceptowanie dymisji premiera Janukowycza przegłosowanej przez Radę Najwyższą w wyniku starań Lytwyna, żądał najpierw uchwalenia wspomnianych zmian do Konstytucji Ukrainy. Tak to dyskusja o reformie politycznej wyhamowała rewolucję, a dla Lytwyna stworzyła życiową szansę.

Wołodymyr Lytwyn nie jest oligarchą lecz intelektualistą wynajętym przez Kuczmę przed wyborami prezydenckimi w 1994 roku. Zadaniem Lytwyna było wówczas napisanie książki w ukraińskiej i rosyjskiej wersji językowej, w której musiał udowodnić, iż Leonid Krawczuk zawsze zwalczał Ruch, kierował represjami przeciwko niemu i był przeciwnikiem niepodległości Ukrainy. Ze swego zadania Lytwyn wywiązał się znakomicie, tym bardziej, że Krawczuk wprawdzie realizował politykę przebudowy Gorbaczowa i chronił Ruch ale jednocześnie pilnował go by nie przekroczył wyznaczonych ram i nie mógł dać się wyrzucić Szczerbyckiemu, któremu podlegał poprzez jego człowieka Elczenkę i dlatego musiał kluczyć.

Po wyborach 1999 roku Lytwyn za wierną służbę został przewodniczącym parlamentu, a by wyposażyć go w jakąś bazę, Kuczma powierzył mu w 2004 roku szefostwo Agrarnej Partii Ukrainy, obejmującej apk czyli kompleks agrarno-przemysłowy. Partia ta została powołana w 1996 roku przez Ołeksandra Wołkowa, który kontrolował dla Kuczmy ten sektor; pierwszą przewodniczącą Wołkow mianował Katerynę Waszczuk (1996-1999), a drugim Mychajło Hładija (1999-2003). Po 1999 roku, kiedy jeszcze z nadania Wołkowa Juszezcenko został premierem, potężny drugi człowiek po Kucznie całkowicie utracił swą pozycję na rzecz drugiego zięcia Kuczmy – Pinczuka i odszedł w niebyt.  W apk Lytwyn dostał się do konkurencji z ludźmi Juszczenki: Petro Poroszenką i Jewhenem Czerwownenką.

Pomarańczowa rewolucja stała się dla Lytwyna wymarzoną okazją by z wykonawcy stać się samodzielnym politykiem dzięki szefowaniu Radzie Najwyższej i wzięciu na siebie roli mediatora stworzyć nowy ośrodek władzy. Pakiet reformy politycznej przeniósł bowiem centrum władzy do parlamentu, dając Lytwynowi znaczne możliwości tak długo jak Rada Najwyższa nie zostanie rozwiązana.

Zgodnie z oświadczeniem Lytwyna, złożonym przed przyjazdem „prezia”, Kuczma zgodził się na podpisanie we wtorek 7 listopada o godzinie 12-tej w parlamencie „dużego pakietu”, obejmującego dymisję rządu Janukowycza, zmiany w CKW i w ordynacji wyborczej w zamian za uchwalenie reformy politycznej, która weszłaby w życie 1 września 2005 roku pod warunkiem, iż wcześniej przyjęta zostanie ustawa o samorządzie, która wprowadziłaby wybór gubernatorów przez mieszkańców. Takie rozwiązanie dałoby prezydentowi Juszczence pół roku na oczyszczenie administracji państwowej, powołanie rządu, a nawet pewien margines manewru, gdyby bowiem ustawa o samorządzie nie została uchwalona, data wprowadzenia w życie reformy przesunęłaby się na styczeń 2006 roku. Wtedy jednak Kuczma znów wezwał Solanę i „prezia”. Co pozwoliło mu na wycofanie się z ustępstw, a przede wszystkim ze zgody na podpisanie dymisji Janukowycza. Trzeci stół zakończony wpół do drugiej we wtorek brakiem porozumienia w sprawie reformy politycznej i dymisji Janukowycza, a więc przegraną Juszczenki.

Misję Kwaśniewskiego i Solany najlepiej podsumowała Julija Tymoszenko. Sytuacja przypominała jej tę z kwietnia 1945 roku: „Hitler przegrał wojnę, przygotowują już strzykawki z cyjankiem, nabijają pistolety dla dokonania samobójstwa – a tu przychodzą Stalin i Churchill i mówią do Hitlera: pozostań szefem państwa, jedno tylko – jedynie poprawcie swoje nazistowskie ustawodawstwo.” Pozostaje ustalić kto według Tymoszenko odegrał rolę Churchilla a kto Stalina?

Między wtorkiem a środą Juszczenko ustąpił i zgodził się na głosowanie reformy politycznej bez dymisji Janukowycza, a w zamian za zmiany w CKW i ordynacji, rozpuszczając ludzi na Majdanie wyrzekł się głównego instrumentu nacisku i stał się zależny od Kuczmy, który najpierw zwlekał ile chciał z podpisaniem dymisji Janukowycza a następnie wyznaczył Azarowa pełniącym obowiązki premiera. W sumie do inauguracji Jusczenko stracił około miesiąca. Trzeba jednak przyznać, że od 23 stycznia działa w zawrotnym tempie i w niczym nie przypomina premiera Mazowieckiego.

Ostatecznie 8 grudnia w środę za przyjęciem pakietu ustaw głosowało 402 spośród 442 obecnych deputowanych. Wstrzymali się od głosu deputowani z bloku Julij Tymoszenko (16 głosów). Z bloku Juszczenki "Nasza Ukraina" "za" głosowało 78, wstrzymało się 2 posłów, w tym namówiony przez Tymoszenko, sam Wiktor Juszczenko, czemu on początkowo zaprzeczał. Później kompromisowo stwierdził, iż głosował „przeciw” ale maszyna nie zadziałała. Według Tymoszenko Juszczenko był przeciwny przyjęciu pakietu dopóki Kuczma nie podpisze dymisji premiera Janukowycza. Musiało więc dojść do jakichś zakulisowych porozumień, w których główną rolę odegrali Petro Poroszenko i Wiktor Pynzenyk, dwu ideologów pakietu i decydującej siły w „Naszej Ukrainie” na rzecz jego przyjęcia..

Wołodymyr Połochało określił przyjęcie pakietu „parlamentarną kontrrewolucją”, której głównym wygranym jest Lytwyn. Serhij Hołowatyj, poseł Bloku Julij Tymoszenko, ocenił głosowanie w parlamencie jako zwycięstwo Kuczmy, Medwedczuka, szefa komunistów Petra Symonenki i socjalistów Moroza. Sama Tymoszenko zapowiedziała, iż spróbuje odrzucić reformę polityczną poprzez Sąd Konstytucyjny.

Ustawy weszły w życie po ich bezpośrednim podpisaniu przez prez. Kuczmę w gmachu parlamentu, 8 grudnia, z tym, że ustawa o zmianach w Konstytucji obowiązywać będzie od dnia 1 IX 2005 r. Od strony formalnej jest to daleko idący kompromis. Rzecz w tym, że do końca nie wiadomo jakie decyzje zostały objęte pakietem i co rusz dowiadujemy się o nowych.
Jak stwierdziła Julija Tymoszenko „zobaczymy jeszcze wiele rzeczy, które weszły w pakiet. Nie wykluczam, że mianowanie Piskana prokuratorem generalnym także doń należało.”Tymoszenko ujawniła wprawdzie, iż pakiet zawierał więcej niż oficjalnie wiadomo, ale szczegółów nie chciała zdradzić. Wiemy tylko, że administrację prezydenta podporządkowano parlamentowi, a władzę sądowniczą uzależniono od Prokuratiora Generalnego.

Program modernizacyjny Juszczenki jest bardzo ambitny. Prezydent obiecał, że będzie prowadził politykę równej odległości od wszystkich oligarchów, zainicjuje przegląd reformy politycznej, przejście od prezydenckiej do republiki parlamentarno-prezydenckiej, wprowadzi wybór szefów lokalnych administracji już w roku 2007-2008, w budżecie już na rok 2005 zwiększy środki dla budżetów samorządu terytorialnego i wprowadzi nowy podział środków na korzyść regionów, utworzy Komitet Ludowej Kontroli nadzorujący przestrzeganie praw obywatelskich przez administrację państwową, dokona atestacji pracowników organów ochrony prawa i wreszcie utrzyma lub wprowadzi szereg podwyżek, w tym zwiększy dopłaty związane z narodzinami dziecka.
.
W sferze ekonomicznej obniży podatki, zlikwiduje policję podatkową, która była najdotkliwszym instrumentem wymuszania łapówek i posłuszeństwa od biznesmenów, a jej funkcje przejmie MSW, kontrole podatkowe będą mogły trwać w firmie maksimum 30 dni, wprowadzone zostaną kary finansowe dla urzędników podatkowych za nielegalne działania przeciw biznesmenom, od 1 kwietnia Prokuratura Generalna rozpocznie kontrolę Państwowej Administracji Podatkowej (Azarow) by zbadać zgodność jej dotychczasowej działalności z prawem, wprowadzona zostanie możliwość rejestracji nowych przedsiębiorstw drogą pocztową, zlikwidowane zostaną pozabudżetowe fundacje, który ciągnęły pieniądze z biznesu dla partii politycznych obozu Kuczmy, do 1 kwietnia przedstawiony zostanie projekt nowego kodeksu podatkowego, zmniejszającego fiskalne funkcje państwa i jego wtrącanie się do biznesu. Zapowiedział także rewaloryzację wkładów, na którą ma pójść połowa sum, które powinni dopłacić przedsiębiorcy, którzy zbyt tanio prywatyzowali niektóre zakłady (np. Pinczuk i Achmetow – 300-400 mln dolarów). Wszystkie utracone wkłady mają zostać uznane przez państwo jako jego dług wewnętrzny. Juszczenko zapowiedział też likwidację wolnych stref ekonomicznych (tj. bez podatków), których 20 działa na Doniecczyźnie i stanowi źródło dochodów klanu donieckiego. Przewiduje się ściągnięcie dopłat za nielegalne prywatyzacje ocenianych na 12 mld hrywen (ponad 2 mld dolarów), a więc ofiary wśród oligarchów wzrosną. Dzięki tym środkom Juszcenko chcce ograniczyć szarą strefę. Które zasięg ocenia na 55 proc. gospodarki. Zdobyciu środków będą służyły prywatyzacje posiadanych jeszcze przez państwo udziałów w takich gigantach jak „Naftohaz Ukrajiny”, „Ukrzaliznici”, „Ukrtelekom”, monopole naturalne, licencje itp. Ocenia się, iż może to daś do budżetu dodatkow 10 mld dolarów.

Juszczenko obiecał wzrost wydatków na armię, jej zmniejszenie i wprowadzenie jednorocznej służby poborowych, zanim w 2010 roku armia nie przejdzie na zawodowstwo. W sprawie przystąpienia do NATO oficjalnienic nie mówił, zapowiedział natomiast wycofanie się z Iraku.
Szefowi socjalistów, Ołeksandrowi Morozoewi obiecał status pozablokowy Ukrainy, choć absolutnym priorytetem ma być przystąpienie do Unii Europejskiej. Obiecał też wyjazd do Rosji i na Białoruś z dowodem osobistym oraz nadanie w drodze ukazu faktycznie oficjalnego statusu językowi rosyjskiemu. Tak też można interpretować wypowiedź Juszczenko na uroczystości inauguracji, iż każdy będzie mógł swobodnie korzystać z języka ojczystego.

Gdy analizujemy program reform modernizujących system gospodarczy i polityczny Ukrainy, widzimy, że jeśli udałoby się go zrealizować, znacznie wzmocniono by drobny i średni biznes oraz polepszono by standard życia przeciętnego obywatela. Na tym więc polu rewolucja wygrałaby.

Z punktu widzenia układu geopolitycznego istotna jest możliwość zwrotu jakiego może dokonać obóz Juszczenki w kierunku Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, co wiąże się z wyzwoleniem od wpływów rosyjskich. Stosunki ukraińsko-rosyjskie należy rozważać na trzech poziomach: polityki wobec rosyjskiego biznesu na Ukrainie, związków z ośrodkiem(ami) wrogim(i) wobec grupy gebistów Putina i wreszcie postawy wobec samego Putina.

Pierwszą grupę może symbolizować Kostiatin Grigoriszin (po ukr. Hryhoryszyn), Rosjanin i obywatel Rosji, właściciel Funduszu „Sozidanije” i połowy przemysłu na Ukrainie. Grigoriszin poparł Juszczenkę po pierwszym tygodniu rewolucji, co wynikało ze stanu jego interesów. Grigoriszin związany był ściśle z klanem kijowskim Wiktora Medwedczuka (wspomniana już tzw. siódemka kijowska składająca się wyłącznie z ukraińskich Żydów, która jednak zmniejszyła się do szóstki gdy 3 grudnia Jurij Lach, szef Ukrkredytbanku, popełnił samobójstwo podrzynając sobie gardło nożem do rozcinania papieru – sic!) do 2002 roku, kiedy doszło konfliktu z Medweczukiem w sprawie kontroli nad firmami dostarczającymi energii elektrycznej i ciepłej wody wszystkim odbiorcom w danym obwodzie (tzw. obłenerho) oraz z Surkisem w kwestii kontroli nad klubem piłki nożnej „Dynamo”. Grigoriszin proponuje teraz sojusz Juszczence polegający na likwidacji klanu kijowskiego i zawarciu kompromisu z przedstawicielami klanu donieckiego. Taki scenariusz jest w praktyce pewny, ponieważ doniecczanie są zbyt silni by można ich było całkowicie zniszczyć. Ma to też swoje polityczne konsekwencje, gdyż Medwedczuk związany był bezpośrednio z Putinem poprzez Gleba Pawłowskiego i uważany za przedstawiciela interesów Rosji i sojuszu z nią. Do jego klanu należy też Nestor Szufrycz, zacięty obrońca interesów rosyjskich i działacz antyukraiński.

Klan dniepropietrowski również związany jest z Rosją poprzez dwie osoby: Ołeksandra Derkacza syna Leonida, szefa KGB w Dniepropietrowsku za czasów pracy Kuczmy w tamtejszych zakładach rakietowych i jego przyjaciela. Leopnid Derkacz był szefem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy przez długi czas za rządów Kuczmy. Derkacze bronią rosyjskojęzyczny mediów na Ukrainie i są głównymi propagatorami strategii „Razem z Rosją do Europy”. Powiązania rosyjskie musi mieć również Wiktor Pinczuk, skoro sponsoruje moskiewski Teatr im. Leninowskiego Komsomołu. Pinczuk w czasie rewolucji dość szybko pojawił się na Majdanie i usiłował nawiązać kontakt z obozem Juszczenki. Pinczuk ma za dużo do stracenia po upadku teścia by iść na konflikt ze zwycięzcami i już zadeklarował, iż dopłaci budżetowi państwa za Kriworożstal.

W sztabie „Naszej Ukrainy” odpowiedzialny za kontakty z rosyjskim establishmentem jest Oleh Rybaczek, w czasach sowieckich pracował w handlowym przedstawicielstwie w Indiach a więc był najpewniej funkcjonariuszem I ZG KGB funkcjonującym pod przykryciem. Rybaczek jest finansistą należącym do grupy nieżyjącego już Wadyma Hetmana; w Banku Narodowym był dyrektorem departamentu międzynarodowego, następnie szefem aparatu premiera Juszczenki, wiceprezesem Czarnomorskiego Banku Handlu i Rozwoju (Ateny), a jako przyjaciel Pinczuka i jego żony Ołeny Franczuk organizował podczas rewolucji nieudane rozmowy z Kuczmą.

Ołeksandr Zinczenko, sekretarz komsomołu d/s agitacji i propagandy (1988-1989), drugi sekretarz związkowego Komsomołu, który poparł Jelcyna (1991) i po rozpadzie ZSRS mieszkał w Moskwie, związany był z Aleksandrem Jakowlewem; dzięki jego pomocy finansowej mógł założyć kanał TV „Intern”.

Wreszcie Dawid Żwania, poprzez swego przyjaciela z młodości Badri Patarkaciszwili, jednego z najbliższych współpracowników Borisa Bieriezowskiego, może służyć Juszczence jako pośrednik w kontaktach z ośrodkiem opozycyjnym wobec Putina.

Kluczową rolę w polityce wobec grupy Putina będzie odgrywała Julija Tymoszenko mianowana 24 stycznia p-o. premiera Ukrainy zgodnie z umową zawartą w lipcu 2004 roku.  Tymoszenko popadła w konflikt z Rosją gdy przegrała rywalizację w sektorze paliwowym z oligarchami stawiającymi na Moskwę i starała się uniezależnić Ukrainę od rosyjskich dostaw gazu zawierając kontrakt z Turmenistanem. Interesy Julij Tymoszenko czynią z niej największego przeciwnika podporządkowania Ukrainy Rosji. Nieprzypadkowo Kreml stara się ścigać ją z oskarżeń kryminalnych.

18 stycznia 2005 roku Tymoszenko udzieliła wywiadu  rosyjskiej gazecie „Wiedomosti”, w którym nagle zadeklarowała poparcie dla bliskiej współpracy z Rosją: „Chcemy, by kapitał rosyjski nie tylko aktywnie działał na Ukrainie, ale także był gwarantem stabilności sojuszu ekonomicznego obu państw, ... które należą do jednej przestrzeni geoekonomicznej pozostałej po rozpadzie ZSRS.” Tymoszenko zaproponował także zjednoczenia kompleksów: obronno-przemysłowego i wojskowo-technicznego.” W kwestii NATO Tymoszenko powtórzyła koncepcję Derkaczy: „Ukraina i Rosja nie mogą znaleźć się w jakościowo innych, tym bardziej wrogich sobie przestrzeniach obronnych”. "Z czasem Federacja Rosyjska i Ukraina wejdą do wspólnego domu europejskiego. Dzisiaj Ukraina kieruje się w stronę jednej Europy trochę szybciej, a to oznacza, że może pomóc Rosji utrzymać tempo i nie zbaczać ze strategicznie uzasadnionej drogi" – uspokajała Kreml Julija Tymoszenko. Obiecała też poszanowanie praw mniejszości rosyjskiej.

25 stycznia stało się jasne, iż było to pociągnięcie rytualne by umożliwić jej mianowanie na stanowisko premiera. Z drugiej strony jest to niedobra wskazówka, że na Ukrainie trzeba klękać przed Rosją by nie wypaść z gry, podobnie jak jeszcze rok temu w Polsce by nie zostać oplutym, nie stracić pracy i nie znaleźć się na śmietniku ale pozostać na scenie politycznej i medialnej należało oddawać hołd komunistycznej bezpiece (to to samo co CIA, pracowali dla dobra Polski, żadnych związków z Sowietami nie mieli itp.) oraz bronić agentury przed ujawnieniem jak własnej kasy (zwolennicy lustracji to bolszewicy, zbrodniarze, siewcy nienawiści i troglodyci).

Ale wypowiedź Tymoszenko można też interpretować jako wyciągnięcie ręki do ośrodka antyputinowskiego w Rosji. Cały czas nie jest jasne czy przypadkiem Pomarańczowa Rewolucja nie cieszyła się poparciem alternatywnego centrum władzy w Rosji, które widziało w jej zwycięstwie początek klęski Putina, jak niegdyś Jelcyn w rozwiązaniu ZSRS widział warunek konieczny pozbycia się Gorbaczowa i dlatego Sowiety przestały istnieć rozwiązane przez narodowych komunistów – sojuszników Jelcyna, co z kolei osłabiło gorbaczowoską agenturę w Europie Środkowej, a w Polsce umożliwiło na krótko powołanie rządu Olszewskiego.

Jako alternatywę dla Julij Tymoszenko rozważano Petra Poroszenkę, ojca chrzestnego córek Juszczebki i z tego powodu niezbyt nadającego się na stanowisko premiera, gdyż rodziłoby to zarzuty nepotyzmu. Innymi kandydatami byli: Zinczenko, który „zbuntował się” przeciwko Medwedczukowi i po nieudanej próbie przejęcia SDPU(z) w marcu 2003 roku, przeszedł do Juszczenki (dyrektor korporacji TB nadającej na III kanale ukraińskiej tv.), Oleh Rybaczuk, Anatolij Kinach, były premier Kuczmy i człowiek mogący odegrać rolę pośrednika do klanu donieckiego jako przewodniczący Związku Przemysłowców i Przedsiębiorców, ale właśnie dlatego zbyt oddalony od prezydenta, i wreszcie Wiktor Pynzenyk, którego powiązania z Rosją nie stanowią dla specjalistów żadnej tajemnicy. Rzecz ciekawa, iż już w okresie rewolucji rosyjska agentura lansowała Pynzenyka nawet na prezydenta. Kiedy jeszcze negocjowano powtórzenie wyborów z nowymi kandydaturami, padały dwie: Tihipko z klanu dniepropietrowskiego i właśnie Pynzenyk z „Naszej Ukrainy”. Mówiła o tym wysłana na Ukrainę „specjalistka” Ośrodka Studiów wschodnich, pani Anna Górska. Zaznaczyła ona także, iż żadnych poważnych fałszerstw wyborczych nie było, a Juszczenko oczywiście jest złym kandydatem na prezydenta. Można więc wnosić, że Górska po prostu trafiła na rosyjską agenturę i posłużyła jej za pudło rezonansowe. Do akcji przeciwko Julij Tymoszenko w Polsce przyłączyła się Bogumiła Betdychowska, która odkryła, iż dla swego własnego dobra szefowa „Batkiwszczyny” nie powinna zostawać premierem. Koncepcja, iż politycy dla własnego dobra nie powinni zajmować stanowisk politycznych będzie stanowiła oryginalny wkład p. Berdychowskiej do politologii. Zapewne stanowiska te powinni obejmować rosyjscy agenci, a politycy zadowalać się funkcją cieciów w parlamencie. Berdychowska posłużyła więc tym razem jako tuba rosyjskiej propagandy.

Nie dziwi to, ponieważ prawie wszyscy specjaliści i dziennikarze wysyłani z Polski na Ukrainę w czasie rewolucji stali się tubami rosyjskiej propagandy. Jedynym pozytywnym wyjątkiem był korespondent TV3 Romanowski, ale też był on jedyną osobą władającą językiem ukraińskim i znającą ukraińską scenę polityczną. Plus całkowitej zależności polskich specjalistów od rosyjskiej agentury wpływu jest natomiast taki, że można było łatwo zanalizować strategię rosyjską.

W samej Polsce mieliśmy tego przykład, gdy były ambasador komunistyczny i postkomunistyczny w Moskwie, a obecnie doradca oczywiście prezydenta Kwaśniewskiego, tow. Ciosek oprócz zalecania ostrożności w popieraniu Juszczenki, ostrzegał przed jego nacjonalizmem i antypolskością. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki po dwu dniach już wszyscy dziennikarze telewizyjni martwili się nacjonalizmem Juszczenki. Hasło jednak nie chwyciło i znów po dwu dniach jak nożem uciął, przestano lansować tę tezę. Widocznie oficerzy prowadzący zorientowali się, że dynamika wydarzeń wyprzedziły ich zamierzenia. Agenci umilkli a wraz z nimi bezmyślne pudła rezonansowe.

23 stycznia tuż przed inauguracją Colin Powell przekazał Juszczence zaproszenie do USA od George’a Busha, a publicznie stwierdził, iż USA dołożą wszelkich starań aby pomóc wcieleniu w życie nadziei jakie dziś naród ukraiński pokłada w nowej władzy. Już 14 grudnia 2004 roku na łamach „The Washington Post” Richard Holbrooke przewidywał, że Ukraina będzie mogła przystąpić do Unii Europejskiej za 10 lat, zaś kwestię przyjęcia do NATO Juszczenko powinien postawić na grudniowym szczycie ministrów obrony Paktu i wówczas Ukraina będzie miała szansę przystąpienia do niego w perspektywie 2 lat. Holbrooke jest specjalista od polityki w strefie Pacyfiku i Chin, był ambasadorem USA w RFN (1993-1994), następnie zastępcą sekretarza stanu ds. Europy i Kanady (1994-1998), kiedy wynegocjował porozumienie w Dayton, potem został posłem USA przy ONZ (1999-2002) i prezesem banku Credit Suisse First Boston w New Yorku, a obecnie wybiera się do Kijowa by pełnić tam funkcję przewodniczącego ośrodka europejskiego amerykańskiego stowarzyszenia walki z AIDS. Stanowisko to można traktować więc jako fikcyjne, a prawdziwe funkcje Holbrooke’a będą miały charakter polityczny. Jego przewidywania to po prostu znak, iż w USA w kręgach elity politycznej już rozważa się przyciągnięcie Ukrainy do NATO. Oznacza to, iż USA powracają na Ukrainę i widzą w niej istotnego sojusznika. Już nie tylko ukraińskie lobby w Ameryce (Adrian Karatnycky, były prezes Freudom House czy Nadia Djuk, dyrektor oddziału Eurazji i Europy środkowej National Endowment for Democracy.) ale struktury państwowe postanowiły zaangażować się na Ukrainie. Holbrooke radził Juszczence by w pierwszą wizytę po inauguracji wybrał się do USA; prezydent Ukrainy 25 stycznia pojechał do Moskwy ale jednocześnie premierem mianował Juliję Tymoszenko, po tym jak wygłosiła prorosyjską lojalkę. Następnym przystankiem będzie Bruksela. Ale Waszyngton sam zadbał by Juszczenko jak najszybciej pojawił się w USA, bez konieczności starań z jego strony, co wskazuje na wagę jaką Amerykanie przywiązują do tych kontaktów.

Juszczenko nie może w zsowietyzowanej Ukrainie otwarcie mówić o perspektywie przystąpienia do NATO, postrzeganego zwłaszcza na wschodzie jako zagrożenie, który to status odziedziczyło po czasach komunistycznych. Juszczenko zadeklarował, iż jego głównym celem jest jak najszybsze przystąpienie do Unii. Nie odpowiada to jeszcze na pytanie jaką politykę w Brukseli będzie prowadziła Ukraina. Są dwie możliwości: Ukraina może w przyszłości wspierać w Unii opcją sojuszu z USA lub, podobnie jak obecnie Polska reprezentowana przez prezydenta Kwaśniewskiego, antyamerykański sojusz z Rosją lansowany przez Francję i socjaldemokratyczne Niemcy. O wyborze zdecyduje czy większy wpływ w obozie Jusczenki będzie miała Julija Tymoszenko czy tacy ludzie jak Wiktor Pynzenyk lub sojusznicy z konieczności z klanu donieckiego i dniepropietrowskiego. Dla Rosji wstępowanie wasali do EU i NATO może być ryzykowne ale wcale nie katastrofalne. Starczy przypomnieć kto nadał kontroluje służby specjalne i w dużej mierze scenę polityczną, a tam gdzie Rosja nie sprawuje nadzoru bezpośrednio, może go wykonywać przy współpracy Brukseli nadal rządzonej przez tandem francusko-niemiecki.

Ciekawe wnioski wynikają z porównania wyników drugiej i trzeciej tury wyborów prezydenckich. W III. turze do urn poszło 29 mln wyborców, podczas gdy w pierwszej, kiedy dosypywano głosy – 30,5 mln. Biorąc pod uwagę większą mobilizację elektoratu i efekt wywołany przez rewolucję, należy przyjąć, że prawdziwa frekwencja w trzeciej turze była większa niż w poprzedniej, w drugiej turze musiała zatem wynieść poniżej 29 mln, a więc można przyjąć, iż prawdziwa frekwencja w drugiej turze wyniosła maksimum 28-28.5 mln wyborców co daje minimum 2 mln głosów dosypanych dla Janukowycza. W trzeciej turze Janukowycz otrzymał 12.848 tys. głosów, jeśli dodamy do tego owe około 2 mln dosypanych, otrzymamy prawie 15.093 tys. uzyskane oficjalnie. Oznaczałoby to, iż między drugą a trzecią turą nie było żadnych przesunięć na niekorzyść Janukowycza, że rewolucja nie miała żadnego wpływu na decyzje wyborców, co jest nielogiczne. Juszczenko w trzeciej turze uzyskał 15.112 tys. głosów, podczas gdy w drugiej oficjalnie – 14.222 tys., co oznacza wzrost jedynie o około 900 tys. wyborców. Suma głosów oddanych w trzeciej turze na obu kandydatów jest o 1.110 tys, mniejsza od liczby głosujących, ponieważ 682 tys. wyborców głosowało przeciwko obu kandydatom a ponad 400 tys. było głosów nieważnych.

Jeżeli dane dla Juszczenki w drugiej turze byłyby prawdziwe, tzn. nie zawyżone, co trudno podejrzewać, a Janukowycz otrzymałby tyle samo co w trzeciej turze, wówczas prawdziwa frekwencja wyniosłaby 27.160 tys., a więc głosów dosypanych byłoby 3.340 tys., co też zgadzałoby się z ówczesnymi szacunkami. Jeśli jednak dosypano 3,34 mln głosów na Janukowycza w drugiej turze, tzn. że Janukowycz otrzymał w rzeczywistości w drugiej turze 15.093 minus 3.340 tys czyli 11.750 tys., a zatem w trzeciej turze liczba głosów oddanych na Janukowycza wzrosłaby o 1,1 mln czyli o 200 tys. więcej niż ilość głosów oddanych dodatkowo na Juszczenkę. Te wyniki są po prostu nielogiczne. Dodajmy jeszcze, że po przeliczeniu 67 proc. głosów, Juszczenko notował 65 proc. wynik, a więc spośród pozostałych 33 proc. czyli 9,5 mln głosów, 9 mln musiałoby zostać oddane na Janukowycza, co z kolei nie jest możliwe, nawet gdyby wyniki z obwodu ługańskiego, donieckiego i Krymu liczono na samym końcu, ponieważ ich ludność w całości wynosi niecałe 9,4 mln osób łącznie z dziećmi poniżej 18 roku życia, których na pewno jest ponad 400 tys., a frekwencja wynosiła tam poniżej 100 proc. Rodzą się zatem pytania odnośnie prawdziwych wyników trzeciej tury i podejrzenia, iż były one po prostu wynikiem umowy. Wysoka przegrana Janukowycza służy po prostu jako straszak – patrzecie jakie wielkie jest zagrożenie, ale sam Janukowycz już się nie liczy, opuścił go nawet jego promotor Achmetow oraz rosyjscy agenci.  Do wyborczego spadku po Janukowyczu stoi już kilku pretendentów, w tym socjalista Moroz. Największymi przegranymi okażą się zapewne komuniści, którzy zostali sprowadzeni do roli sojuszników klanu donieckiego i właściwie wyeliminowani ze sceny politycznej.

Niezależnie od prawdziwości wyników struktura głosów oddanych na obu kandydatów w obwodach jest taka sama. Za Juszczenką opowiedziało się ponad 90 proc. głosujących w obwodach Galicji:  tarnopolskim (96 proc.), stanisławowskim (95,7 proc.) i lwowskim (93,7 proc.), co mniej więcej odpowiada liczbie ludności ukraińskiej w tym regionie; między 80 a 90 proc. na Wołyniu (wołyński – 85 proc. i rówieński - 84,5 proc.) i Podolu (winnicki – 84 proc. i chmielnicki – 80,4 proc.) oraz Kijowszczyźnie (rusyfikowany Kijów – 78,3 i cały obwód – 82 proc.), zaś blisko 80 proc. na południowym przedłużeniu Kijowszczyzny (obwód czerkaski – 79,1 proc.) i na północnej Słobożanszczynie (sumski – 79,4 proc.), na północnej Bukowinie (czerniowiecki - 79,7); między 60 a 70 proc.: na Zakarpaciu – 67,4 proc., żytomierszczyźnie – 66,8 proc., na Hetmanszczynie (czernihowski – 71 proc. i połtawski – 66 proc.) i w obwodzie kirowohradskim – 67,4 proc. stanowiącym południowe przedłużenie ziemi kijowsko-czerkaskiej. Z punktu widzenia historycznego obóz Juszczenki ma zatem przytłaczającą przewagę na historycznych terenach dawnej Ukrainy wraz z Bukowiną i Zakarpaciem oraz na Sumszcznie, która zawsze należała do Rosji (rodzinny obwód Juszcenki). Gorzej jest w południowych regionach zasiedlonych przez Ukraińców dopiero w XIX wieku: w obwodzie odeskim (27,4 proc.), mikołaiwskim (27,7 proc.) i zaporoskim (24,5 proc.). Obszar przejściowy stanowi obwód chersoński (43,4 proc.), dniepropietrowski (32 proc.) i południowa Hetmanszczyna (charkowski – 26 proc.). Charków, Dniepropietrowsk i Chersoń oddzielają wspomniane już Zaporoże i obwody: doniecki (4,21 proc.), łuhańskiego (6,21 proc.) oraz Krym (12,79 proc.), gdzie na Juszczenkę głosowali przede wszystkim Tatarzy. Stosunkowo niski wynik - 59,5 proc. w obwodzie zagranicznym wynika z głosów oddanych na Janukowycza w Rosji.

Z punktu widzenia geografii poparcia dla Juszczenki, a więc obozu niepodległościowego, jedynie dwa obwody: doniecki i łuhański oraz Autonomiczna Republika Krymu drastycznie odbiegają od normy, co wymaga od Juszczenki znacznego osłabienia klanu donieckiego, a jego podział będzie możliwy o ile z częścią tutejszych oligarchów prezydent zawrze kompromis.  Skłonny do niego jest Wołodymyr Rybak, choć Partia Regionów zapowiedziała przejście do opozycji razem ze stronnictwem klanu kijowskiego – Socjaldemokratyczną Partią Ukrainy (zjednoczoną) – SDPU(o).

Na Charkowszczyźnie stosunkowo słaby rezultat jest wynikiem pozycji klanu charkowskiego, w skład którego wchodzi między innymi gubernator Charkowa Jewhen Kusznariów z Partii Ludowo-Demokratycznej - NDP, która do 1999 roku była partią władzy ale została u boku Kuczmy wyeliminowana przez klan doniecki i jego Partię Regionów (Rinat Achmetow, Wołodymyr Rybak b. mer Doniecka, Anatolij i Serhij Kljujewi, Związek Donbasu, Mykoła Azarow). Kuszanariow już zapowiedział, iż nie będzie w opozycji do Juszczenki, co oznacza że boi się utraty swego małego imperium i pójdzie na kompromis. W Charkowie obóz Juszczenki ma oparcie w ludziach Anatolia Matwijenki, obecnie należącego ze swym stronnictwem „Sobor” do Bloku Julij Tymoszenko. Anatolij Matwijenko był ostatnim szefem Komsomołu na Ukrainie, razem z Kusznariowem tworzył NDP i należał do ludzi Kuczmy, z którym zerwał w 1999 roku. Zapleczem dla Juszcenki w Charkowie jest także jego brat Piotr, udziałowiec Pierwszego Banku Inwestycyjnego, prezes „Swoboda” zoo, oskarżony o wydrenowanie Banku „Ukrajina”, którym swego czasu kierował Wiktor Juszczenki.

Dobry wynik w obwodzie winnickim wynika z tutejszej pozycji Petra Poroszenki (Ukrprominvest), który karierę polityczną zaczyna z klanem kijowskim w SDP(u), następnie stworzyą własną partię „Solidarność” i przyłączy się do Partii Regionów Azarowa,by  ostatecznie w 2001 roku przejść do „Naszej Ukrainy” Juszczenki.

Zastanawia natomiast stosunkowo słabszy rezultat na żytomierszczyźnie położonej między twierdzami Juszczenki na Wołyniu i Kijowszyźnie. Przebicie się obozu Juszczenki na południu (około 25 proc) wynika z działalności  w Zaporożu grupy małych oligarchów z jego obozu: Dawida Żwanii, Mykoły Martynenki i Oleha Mrozowa. Dawid Żwania, obywatel Ukrainy i Cypru zajmujący się wydobyciem nafty i gazu, jest szefem Brinkford S.A. z Cypru i właścicielem stoczni w Kerczu „Zaliw”, cementowani w Bachczysaraju i kombinatu w Zaporożu oraz zakładów amunicyjnych w Ługańsku. Mykoła Martynenko w 1991 był sekretarzem kijowskiego Komsomołu ds. młodzieży pracującej; wówczas też założył firmę „Torhowyj Dim” w Kijowie. W 1997 roku był już właścicielme zamkniętej spółki akcyjnej Interport Kowel i zajmował się energetyką atomową. Obaj ze Żwanią szukali ochrony u premiera Juszczenki przed Jewhenem Marczukiem, wówczas jeszcze sojusznikiem Medwedczuka w SDPU(o). Oleh Mrozow posiada duże towarzystwo ubezpieczeniowe.

Na terenie Lwowskiego działa Jewhen Czerwonenko (koncern napojów Orłan), za czasów sowieckich był rajdowcem, jest obywatelem Ukrainy i Izraela i utrzymuje stosunki z organizacjami żydowskimi w USA, w tym z Rolandem Lauderem. Czerwonenko był kierownikiem Rezerwy Państwowej. Z potentatów lwowskich należy wymienić też tandem Wiktor Pynzenyk - Ihor Hryniw. Pierwszy jest profesorem ekonomii, który uczył kapitalizmu członków ukraińskiej nomenklatury. Pynzenyka na ministra finansów zapraszał jeszcze premier Foki w roku 1990, następnie obją funkcję wicepremiera w rządzie Kuczmy w 1992 roku. W okresie październik 1994 – kwiecień 1997 Pynzenyk był znów wicepremierem, następnie doradca Kuczmy, by wreszcie przejść ze swoją partią „Reformy i Porządek” do „Naszej Ukrainy”, gdzie reprezentuje skrzydło umiarkowane, a w czasie  rewolucji brał udział w negocjacjach z Kuczmą. Ihor Hryniw był pierwszym sekretarz miejskiego Komsomołu we Lwowie, a u Juszczenki zajmował się piarem i organizacją kampanii wyborczej do parlamentu. Natomiast specjalistą od walki o wolność słowa jest u Juszczenki Mykoła Tomenko były szef Komsomołu na Uniwersytecie kijowskim, a później dyrektor Instytutu Polityki.

Obwód dniepropietrowski był miejscem zaciętego starcia, gdzie klan dniepropietrowski i jego partia „Trudowa Ukraina” (Wiktor Pinczuk - Interpipe, Serhij Tihipko – koncern TAS, Dmytro Tabacznyk – Dnipro, Andrij Derkacz – handel bronią, Hryhoryj Kyrpa, dyrektor Ukrzaliznici i minister transportu, który „popełnił już samobójstwo” i na Krymie Ihor Franczuk i jego ojciec Anatolij) starł się z dotychczas wchodzącą w jego skład grupą Privat, skonfliktowaną również z Donbasem oraz Juliją Tymoszenko. Najbliższym współpracownikiem Pinczuka (ale i konkurent) w „Trudowej Ukrajinie” jest Serhij Tihipko, który od roku 1986 był kierownikiem wydziału agitacji i propagandy, a następnie pierwszym sekretarzem komsomołu w Dniepropietrowsku (1989-1991), w październiku 1991 roku został już wiceprezesem zarządu banku komercyjnego „Dnipro”, a następnie prezesem „Prywatbanku” (1992-1997). W latach 1995-1996 „Prywatbank” zajmował się transferami dewiz.

Konflikt na linii prezydent Kuczma - premier Pawło Łazarenko (kradł a się nie dzielił z Kuczmą) spowodował podział klanu dniepropietrowskiego na część prezydencką i sieroty po premierze, który musiał uciekać przed wymiarem sprawiedliwości. W 1998 Tymoszenko i Turczynow utworzyli partię „Batkiwszczyna” z resztek Hromady Łazarenki i po pewnym wahaniu przeszli do opozycji wobec Kuczmy. Obecnie koalicja Blok Julij Tymoszenko jest najpoważniejszym sojusznikiem „Naszej Ukrajiny”

Julię Tymoszenko „odkrył” i był promotorem tej działalności przyjaciel rodziny i szef wydziału propagandy i agitacji komsomołu Dniepropietrowsku, Ołeksandr Turczynow, późniejszy organizator „Hromady” (1994) dla Łazarenki i „Batkiwszczyny” dla Julij. Julija Grinian, późniejsza “Gazowa księżna”, urodziła się w rodzinie ormiańsko-rosyjskiej w tej samej wsi co Breżniew. Do nomenklatury dostała się wychodząc za Henadija Tymoszenkę i weszła do grupy najwcześniej uwłaszczających się komsomolców; w 1988 roku założyła z mężem kooperatywę świadczącą usługi dla ludności, a w rok później została szefową centrum młodzieżowego „Terminal” powstałego z pomocą lokalnego Komsomołu. Można więc domniemywać się, iż przez ręce Tymoszenków przechodziły fundusze Komsomołu przeznaczone dla samouwłaszczającej się nomenklatury. Drugim opiekunem Tymoszenków był Pawło Łazarenko, który w 1991 roku został sekretarzem komitetu obwodowego partii w Dniepropietrowsku d/s apk. W maju tego roku rodzina Tymoszenków (mózgiem operacji był teść) utworzyła korporację „Ukraińska benzyna”, ukraińsko-cypryjskie j.v., którego 10 proc. akcji należało do młodych Tymoszenków, a 85 proc. do Oleha Hrawcia, właściciela „Chimnaftu”, obywatela Izraela. W 1992 roku „Ukraińska benzyna” stała się monopolistą zaopatrującym w produkty naftowe firmy sektora apk obwodu Dniepropietrowskiego, a więc podlegające Łazarence. Henadij Tymoszenko został wkrótce szefem koncernu „Sial” zajmującego się wydobyciem marmurów i granitów, dzięki czemu rodzina sprywatyzowała kilka kamieniołomów. W roku 1995 „Ukraińska benzyna” stała się podstawą utworzonego z 20 firm koncernu „Jedyne Energetyczne Systemy Ukrainy” - „JESU”; 85 proc. akcji „JESU” należało do United Energy International Ltd., a Tymoszenko została jej dyrektorem generalnym. Koncern Tymoszenków objął również dwa banki komercyjne: „Piwdenkombank” i „Słowiański”. Bank „Słowiański” powstał już w sierpniu 1989 roku, a jego szef Boris Mordechajowicz Feldman został uwięziony w roku 2001. Prokuratura oskarżyła kierownictwo banku o nielegalne wywiezienie z kraju 1,2 mld dolarów, w tym 1 mld miał należeć do „JESU”. W roku 1995 „JESU” zapłaciło długi Ukrainy wobec Turkmenii i otrzymało gaz; koncern dostarczał wówczas gaz do obwodów: donieckiego, dniepropietrowskiego, czerkaskiego, sumskiego, połtawskiego, kirowohradzkiego i mikałajiwskiego. „JESU” patronował Łazarenko, który udzielił koncernowi statusu największego uprzywilejowania i ściągnął Juliję do Kijowa. Gdy Łazarenko został premierem, „JESU” kontrolowało 25 proc. gospodarki ukraińskiej i miało wartość 11 mld dolarów.

Nieco inna była kariera Wiktora Juszczenki. Rozpoczęła się ona w roku 1985, kiedy z pracownika wiejskiego oddziału Banku Państwowego awansował na stanowisko zastępcy kierownika wydziału finansowania kołchozów i apk obwodu sumskiego, a w 1986 na zastępcę wydziału republikańskiego w tym sektorze. Następnie pracował w ukraińskiej filii Agroprombanku, na czele której od 1987 roku stał Wadym Hetman. W jego osobie Juszczenko uzyskał opiekuna i promotora. W 1990 roku Hetman przekształcił Agroprombank w komercyjny bank „Ukrajina”, czyli przepompownię pieniędzy budżetowych dla nomenklaturowych spółek w sferze apk. Przyszły premier awansował z szefa wydziału ekonomicznego (1987) na zastępcę szefa zarządu (grudzień 1989) i wreszcie na zastępcę Hetmana (kwiecień 1992). Wtedy właśnie Hetman został dyrektorem Narodowego Banku Ukrainy i dlatego Juszczenko faktycznie kierował bankiem „Ukrajina”, chociaż formalnie prezesem pozostawał Hetman. „Ukrajina” dawała nomenklaturze kredyty pod gwarancje państwowe. W styczniu 1993 roku Hetman podał się do dymisji z NBU i zaproponował na swoje stanowisko Juszczenkę, który będzie kierował Narodowym Bankiem Ukrainy do grudnia 1999 roku. Swoim pierwszym zastępcą w NBU Juszczenko mianował Wołodymyra Stelmacha, przyjaciela Hetmana ze starej finansowej nomenklatury sowieckiej, a drugim Ołeksandra Kirejewa z banku „Ukrajina”. W 1996 roku Juszczenko zreformował system finansów Ukrainy i wprowadził hrywnę. Należy jednak zaznaczyć, iż do 1994 roku NBU przyznawał fikcyjne kredyty (dotacje) nomenklaturze, a później już „tylko” finansował banki komercyjne, które dawały faktycznie dotacje czerwonym biznesmenom. W 1999 roku NBU zasilił „Ukrajinę”.

Przyszły premier, podobnie jak większość ludzi prezydenta Kuczmy, zaczynał od NDP; członkiem jej Rady Politycznej został w 1996 roku ale po roku wycofał się z partii. Hetmana zastrzelono 21 kwietnia 1998 roku, kiedy był szefem Ukraińskiej Giełdy Walutowej, a więc kontrolował transfery walutowe na krótko przed wybuchem sierpniowego kryzysu finansowego i był odpowiedzialny za operacje z obligacjami wewnętrznej pożyczki państwowej. Od tego momenty zabrakło Juszczence opiekuna i 1999 roku musiał zawrzeć porozumienie z Wołkowem by bronić się przeciwko atakom Medwedczuka, którego interesy finansowe naruszył. Ceną było przejście banku „Ukrajina” do komercyjnej struktury „Ukrros”, kontrolowanej przez Wołodymyra Saciuka, człowieka Wołkowa; jednocześnie Juszczenko został szefem rady nadzorczej fundacji „Ochrony Społecznej” Wołkowa. Nie zaszkodziło Juszczence, że jego brat, Petro był akcjonariuszem Pierwszego Banku Inwestycyjnego, którego prezesem rady nadzorczej był Hetman, a on sam był szefem rady akcjonariuszy (1997). Bank sprzedawał na rynku wewnętrznym obligacje państwowe, które kupował od NBU, co umożliwiało mu grę na kursach. Zysk na obligacjach ukraińskich wynosił do 70 proc. Kryzys 1998 roku kosztował Ukrainę utratę 3 mld rezerw walutowych a jej kredytodawcy utracili 50-60 proc. sum zainwestowanych w obligacje.

W 1999 roku, kiedy z nadania Wołkowa Juszczenko został premierem, zakazując operacji barterowych poważnie wzmocnił państwo i ograniczył dochody oligarchów, tak że mógł spłacić 1,7 mld hrywen długu wobec emerytów. Oligarchowie na operacjach barterowych zarabiali do 200 proc. gdyż nie płacili od nich podatków.

Kandydaturę Juszczenki na premiera popierali, oprócz Wołkowa, również Tihipko, Pynzenyk i Tymoszenko. Po nominacji Juszczenko zaproponował na swojego następcę w NBU oczywiście Stelmacha. Umacniający się u władzy klan Hetmana reprezentuje oligarchów  związanych z miejscowymi, ukraińskimi interesami. Reformy przeprowadzone przez wicepremier Tymoszenko w sektorze energetycznym uderzyły w interesy oligarchów związanych z Rosją: Wołkowa-Bakaja, Surkisa-Medwedczuka i Jewhena Marczuka. Wojna z Wołkowem prowadzona przez Tymoszenko skłóciła go z premierem.

Tandem Juszczenko – Tymoszenko reprezentuje nowoczesną część nomenklatury. Juszczenko mianując Tymoszenko premierem ma przed sobą dwie możliwości; jeśli parlament zaakceptuje nominację, a teoretycznie może ona liczyć na 250 głosów, Juszczenko zdobędzie sojusznika w przyszłych wyborach parlamentarnych, który obecnie będzie grał rolę złego policjanta dla prezydenta, jeśli natomiast Rada Najwyższa odrzuci Tymoszenko, wówczas prezydent będzie mógł ją rozwiązać, rozpisze przedtermin9we wybory i z pewnością uzyska wygodną większość, co mu z kolei pozwoli na odrzucenie przyjętej już reformy politycznej. Juszczenko nie jest człowiekiem słabym, a Julia Tymoszenko jest wyjątkowo silnym politykiem i może przejąć po nim ster rządów w przyszłości.

W wypadku przegłosowania nominacji mówi się o zaproszeniu do rządu wielu ugrupowań parlamentarnych, a przede wszystkim Partii Agrarnej Lytwyna. Jest to rodzaj przekupstwa by przewodniczący Rady najwyższej postarał się o większość.

Na wypadek przedterminowych wyborów Juszczenko już ogłosił powołanie nowej partii „Nasza Ukrajina” w oparciu o dotychczasową koalicję wyborczą o tej samej nazwie. Jej zjazd założycielski ma się odbyś na początku lutego 2005 roku. W skład komitetu organizacyjnego weszli liderzy dotychczasowych partii –członków koalicji, natomiast jej koordynatorami zostali mianowani: Roman Bezsmertnyj, Jurij Pawłenko, Ołeksandr Tretiakow i Pwetro Juszczenko.

Z grubsza rzecz biorąc pokolenie komsomolców urodzone po 1960 roku (Tymoszenko, Turczynow, Poroszenko, Rybaczuk) i jego zaplecze złożone z ludzi urodzonych w latach 1950-tych (Matwijenko, Pynzenyk, Juszczenko, Zinczenko, Czerwonenko) dość już miało kurateli starej nomenklatury, tj. ludzi urodzony w latach 1930-tych i 1940-tych (Rybak, Azarow, Wołkow, Janukowycz, Pustowojtenko, Kuczma), zapatrzonych w Rosję, związanych z nią interesami, trzymających się sytemu oligarchicznego, a przez to niezdolnych do modernizacji gospodarczej i politycznej państwa, co zamykało drogę do współpracy i integracji z Europą, na którą nastawili się młodzi. Z doświadczenia postkomunistów środkowoeuroejskich wiedzieli bowiem, iż pieniądze i przyszłość znajduje się w Brukseli a nie w Moskwie. Mowa jest oczywiście o pewnej tendencji, dominancie, gdyż w skład grupy starej nomenklatury wchodzili także ludzie młodszego pokolenia (Achmetow – 1966, Pinczuk, Tihipko – 1960, Medwedczuk – 1954 itd.), ale główny ośrodek władzy nie znajdował się w ich rękach.

Walka między dwoma grupami oligarchii jest rzecz jasna korzystna dla społeczeństwa. Jeśli będzie odpowiednio ostra i nie zakończy się kompromisem, również ono z czasem będzie mogło wyłonić własne struktury i na scenie politycznej pojawią się ludzie nowi. Podobnie jak w Polsce konflikt między bezpieczniackimi klanami (służby wojskowe kontra cywilne oraz wywiad i kontrwywiad kontra III Departament), ich politycznymi odnóżami i wykonawcami w mediach stworzył vacuum, w którym mogliby pojawić się ludzie nowi i umożliwił powrót do kwestii ujawnienia agentury. Zwycięstwo obozu Juszczenki, gdyby do niego doszło bez udziału społeczeństwa, byłoby zwykłym zamachem pałacowym i nie uruchomiłoby żadnych procesów społecznych. Tak więc Pomarańczowa Rewolucja otworzyła tylko pewne możliwości zmian, które dotąd były zablokowane podobnie jak w Polsce w latach 1989-2004. Bez niej system ulegał petryfikacji, powodującej postępujący rozkład a jedyną szansą dla społeczeństwa było opuszczenie kraju.

Autor publikacji: 
Polityka zagraniczna: 
INTERMARIUM: 
Źródło: 
Arcana 2005