You are here

Ubekistan ostrzega Tuska

Ludwik Dorn nie ma racji gdy twierdzi, iż dążenie do wygrania wyborów prezydenckich w roku 2010 jest powodem sprywatyzowania przez Tuska rządu i nieustannej wojny przeciwko PiS. Nie można mylić skutków z przyczyną. Dziwne jest, jak na byłego ministra spraw wewnętrznych, iż przyjaciel Saby nie dostrzega roli służb. Czyżby były marszałek chciał przybrać miłą Ubekistanowi twarz wymóżdżonego wykształciucha? Udawanie, iż nic się nie rozumie, Dornowi nie pomoże, ponieważ znany jest z inteligencji i przenikliwości. Jeszcze dziś pamiętam jego analizę strajku w stoczni w 1980 roku jako akcji sprowokowanej przez SB w ramach rozgrywek wewnątrzpartyjnych. Wiele lat później taka właśnie interpretacja została potwierdzona przez dokumenty STASI i wspomnienia Gierka, a nawet Wałęsy.

Pragnienie Tuska zostania prezydentem było powodem dla którego został wybrany przez służby jako kandydat na likwidatora PiS. Warunkiem poparcia środowiska WSI w wyborach prezydenckich jest jednak rozbicie PiS, by już nigdy IV RP nie zagroziła Ubekistanowi. Tusk robił co mógł by zagwarantować poczucie bezpieczeństwa swoim mocodawcom. Uruchomił przeciwko PiSowi prokuraturę i ABW. Prokuratura nagina przepisy ale zbyt otwarcie nie może ich łamać. ABW próbuje zastraszać rewizjami, ale już aresztowania niezbyt jej wychodzą. Uruchomiono nieznanych sprawców wobec członków Komisji weryfikacyjnej WSI i Tomka Sakiewicza, ale zbyt to przypomina praktyki PRL i nie można tych metod zastosować na szeroką skalę. Właściciele numerów telefonów skopiowanych z karty SIM Piotra Bączka są ostentacyjnie śledzeni, co ma ich zastraszyć, ale to nie wystarcza. PiS i prezydent trzymają się i śnią po nocach Ubekistanowi, a to źle wróży Tuskowi.

W każdej grze operacyjnej musimy mieć agentów kontrolujących innych naszych agentów. Podobnie nie można stawiać na jednego kandydata ale trzeba mieć zawsze kogoś na wymianę. Nie tylko dlatego, że pierwszy może się nie sprawdzić ale również by go zdopingować do działania w naszym interesie i zdyscyplinować, gdyby mu przyszło do głowy nie być wystarczająco lojalnym. Wszyscy pamiętamy historię Tymińskiego i „Bolka”.

Pałasiński (TVN) przedstawiający Sikorskiego w swoim artykule jako męża opatrznościowego, przed którym otwiera się droga do najwyższych funkcji w państwie, w imieniu swoich pracodawców pokazał właśnie Tuskowi żółtą kartkę. Artykuł TVN (Pałasińskiego) należy rozumieć jako ostrzeżenie dla Tuska: bierz się do rozbijania PiSu, bo wybierzemy Radka. On nie zawiedzie i „dorżnie watahy”. Powinniśmy pamiętać opinię Waszczykowskiego na temat przesiadywania u Sikorskiego gen. Dukaczewskiego i zasięganiu przez ministra obrony opinii WSI w sprawach kadrowych. Sikorski już dawno zdał egzamin z wierności służbom. Stracił bowiem stanowisko ministra obrony w rządzie Jarosława Kaczyńskiego za ochronę WSI i Dukaczewskiego. Wynikało to nie ze wzajemnej miłości, co ze zdrowej wspólnoty interesów: my poprzemy twoją kandydaturą w wyborach prezydenckich a ty ochronisz nas i pozwolisz przetrwać w stanie nienaruszonym rządy PiSu. To też było tło konfliktu między Sikorskim a Macierewiczem. Sikorski od początku grał na WSI, bo wiedział gdzie jest prawdziwa władza. Tusk natomiast uwierzył „cynglom Uzbekistanu” i zaczęło mu się wydawać, iż jest samodzielny. Trzeba więc go było zdyscyplinować. Stąd nagle kilka krytycznych głosów pod adresem premiera w mediach Ubekistanu.

Tusk natychmiast odpowiedział zapowiadając przywrócenie do służby niezweryfikowanych funkcjonariuszy WSI, oczywiście w trosce o bezpieczeństwo naszych żołnierzy w Afganistanie. Jak wiadomo bowiem każdą niegodziwość najlepiej tłumaczyć dobrem ludzkości. Wykształciuchy to lubią. Zapowiedź premiera można tak przetłumaczyć na język zrozumiały: zrozumiałem, już będę grzeczny, nie porzucajcie mnie, zrobię wszystko co karzecie. Już się biorę do roboty. Zaraz będziecie mogli robić co chcecie.

Problem Tuska polega na tym, iż nie może otwarcie odwołać się do siły, a bez stanu wyjątkowego PiSu nie rozbije. Pozostaje więc tylko prokuratura, ABW i niezawodne „cyngle Ubekistanu”. To jednak za mało by osiągnąć natychmiastowy sukces, a wybory zbliżają się.

Autor publikacji: 
Ubekistan: