You are here

GRA OPERACYJNA - „WYBORY 2005”

Tajne służby Ubekistanu stanęły przed historycznym zadaniem przygotowania nam wyborów tak abyśmy mieli poczucie zmiany a oni gwarancję, iż zachowają władzę choć z konieczności w nowej szacie. Sytuację komplikował fakt, że już nie istniał jeden ośrodek bezpieki ale trzy centra, nawzajem zwalczające się o kurczącą się kasiorę i wpływy, co dawało nam pewną szansę. Wszak kilka gangów z natury jest słabszych niż jeden. Dlatego zajmiemy się analizą rozgrywki między bezpieczniackimi klanami i spróbujemy odpowiedzieć na pytanie kto z kim przeciwko komu i kiedy walczył lub zawarł sojusz. 

Wojskówka kontra cywile

W Polsce decyzje podejmowane są na przecięciu wpływów dawnej bezpieki wojskowej (WSW/WSI) oraz cywilnego wywiadu i kontrwywiadu czyli dawnego Departamentu I i Departamentu II SB a także najsłabszego ogniwa - Departamentu III (późniejszy UOP i ABW), który zajmował się kontrolą społeczeństwa, a działając wewnątrz kraju miał najsłabszy dostęp do dewiz i geszeftów. Przykładowo, to wojskówka i Departament I. kontrolowały spółki polonijne i dostarczały kadr i pieniędzy dla większości joint ventures, od 1986 roku oficjalnie zakładanych w całym obozie na polecenie gen. Kriuczkowa, ówczesnego szefa I Zarządu Głównego KGB (tj. wywiadu). Brało się Niemca lub Austriaka na Sozialu i za drobna opłatą występował on jako inwestor zagraniczny, rzecz jasna tajnie wyposażony w dewizy przez fundusz specjalny wspomnianych służb. Towarzysze z bezpieczeństwa już mogli działać jak kapitaliści, bez ograniczeń gospodarki socjalistycznej ale w ramach systemu.  Do tego należy wymienić rezydentów wysyłanych do Niemiec lub Austrii, gdzie zakładali, za środki wojskówki i I. Departamentu oficjalnie własne firmy. Warto przypomnieć ilu obecnych krezusów zaczynało od firm polonijnych i konkretnie kto po 1989 roku „powrócił” z kasą z RFN lub z Austrii jako prywatny inwestor i stał się nagle miliarderem, w jakim środowisku się obraca, z kim się przyjaźni i wszystko będzie jasne.

A w tym samym czasie towarzysze z III Departamentu musieli biegać za powielaczami i żywego dolara nie uświadczyli, no chyba że zgarnęli jakiś transporcik ale tym też zajmował się często I. Departament i wojskówka. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie - konstatowali słusznie i rozgoryczenie rosło!!! Tym bardziej, że I. Departament to też cywile ale jakby lepsi niż Trójka. Wiele wskazuje, iż ludzie wojskówki i I. Departamentu byli jakoś ze sobą związani. Może wojskówka infiltrowała I. Departament albo wymieniano się kadrami? Charakterystyczne przemieszanie kadr występuje w obozie Prezia - sami wojskowi i I. Departament, a to już nie może być przypadek.

Niezwykle pouczające jest porównanie składu agentury w kolejnych rządach Ubekistanu, jeśli przyjąć, iż jej ujawniona część jest reprezentatywna dla całości. W agenturze umiejscowionej w rządach Mazowieckiego, Bieleckiego, Olszewskiego i Suchockiej przeważali, poza sektorem finansowym, tajni współpracownicy III. Departamentu. Było to zrozumiałe; w pierwszej fazie transformacji agentura III. Departamentu odgrywała w sposób naturalny czołowa rolę, co wynikało z samej idei transformacji i potrzeby legitymizacji nowego ustroju.

We wszystkich rządach po powrocie do władzy postkomunistów w 1993 roku stale rósł w agenturze udział tajnych współpracowników I. Departamentu oraz WSI (zwłaszcza w Kancelarii Prezydenta Kwaśniewskiego) rejestrowanych jako kontakty operacyjne. Wynikało to z faktu, iż chodziło o współpracowników wywiadu, którzy byli członkami elity partyjnej, a w tym wypadku formalnie obowiązywały ograniczenia w rejestracji w kategorii „tajny współpracownik”, na ogół zastrzeżonej dla bezpartyjnych.

Abstrahujemy tu od powiązań geopolitycznych, których omówienie wymaga odrębnego artykułu. Wystarczy, iż przypomnimy, że najbliżej do Moskwy jest wojskówce, co tylko potwierdzają jej geszefty paliwowe ze służbami rosyjskimi.

Upadek znaczenia agentury III. Departamentu na rzecz grupy agentów partyjnych związanych z wywiadem i WSI oznaczał, iż również oficerowie prowadzący z III. Departamentu byli eliminowani od lukratywnych interesów, powiązań, wpływów itp. na korzyść swoich kolegów lepiej ustawionych zawodowo, np. w sektorze paliwowym i w sieci powiązań ze służbami rosyjskimi. W sposób naturalny I. Departament i WSI dziedziczyły wyjścia na dawny I. Zarząd Główny KGB (obecnie przede wszystkim Federalna Służba Bezpieczeństwa) i GRU, które rządzą Rosją. 

Cywilne ramię Towarzyszy z bezpieczeństwa

Uformowały się dwa obozy polityczne walczące o podział wpływów w Ubekistanie; III. Departament sprzymierzył się z premierem Millerem, natomiast reprezentantem interesów WSI został prezydent Kwaśniewski wspierany z innych powodów przez „Gazetę Wyborczą”. Śmiertelny bój III. Departamentu o odzyskanie wpływów na scenie politycznej przybrał formę walki o eliminację Prezia. Obóz Kwaśniewskiego natomiast starał się wyeliminować gang Millera, za którym stał III. Departament (UOP- ABW). Dlatego PiS mógł w ogóle powstać. Wszyscy pamiętamy jak bezpieka rozwalała swego czasu ugrupowanie premiera Olszewskiego i Porozumienie Centrum Kaczyńskich. Tym razem, główne ostrze PiS-u z konieczności skierowane było przeciwko grupie Millera, dlatego pozwolono partii istnieć, dzięki czemu miała czas na okrzepnięcie. Podobnie, Rokita mógł cieszyć się promocją w mediach, gdyż atakując gang Millera, siłą rzeczy działał na korzyść obozu Prezia.

Dziennikarze niezależni

Gen. Milewski, ten zdrajca co to więził i torturował patriotów: Kiszaczaka i Jaruzelskiego nie pozwalając im na okrągły stół, twierdził swego czasu, iż w latach 1980 - 1981 dla bezpieki pracowało około 500 dziennikarzy. Jeśli wziąć pod uwagę, iż według danych oficjalnych między rokiem 1980 a 1984 agentura zwiększyła swój stan posiadania z ok. 30 tys. do ok. 70 tys., to przy zachowaniu takiej samej proporcji agentura wśród dziennikarzy powinna wzrosnąć do ponad tysiąca sztuk, a ponieważ była to grupa newralgiczna w momencie transformacji, gdyż ją zabezpieczała kontrwywiadowczo pilnując by niepożądane myśli nie pojawiły się w druku, faktyczny wzrost liczby tajnych współpracowników wśród dziennikarzy musiał być jeszcze większy. Możemy więc przyjąć liczbę tysiąca pracowników mediów współpracujących z bezpieczeństwem w momencie przełomu ustrojowego za absolutne minimum. Chyba nikt zdrowy na umyśle, oprócz Tomasza Lisa, nie sądzi, że ta armia się rozpłynęła w niebycie, a ich oficerowie prowadzący znikli na śmietniku historii, zaś teczuszki zamieniły się w popiół.

Teraz mamy odpowiedź kto kontroluje media i dlaczego urządzają one wściekłe kampanie antylustracyjne; nawet nie muszą się w tej kwestii porozumiewać, po prostu walczą o własne życie. Doskonałym przykładem był tu uporczywy atak Janiny Paradowskiej na Janusza Kurtykę w Tok fm. Dziennikarka  „Polityki” usiłowała wydusić od swoich gości jakiekolwiek negatywne opinie o nowym kandydacie na szefa IPN. Nie musiała mieć żadnych instrukcji; każdy wie, że dostępność teczek, np. zbadanie zabezpieczenia kontrwywiadowczego dziennikarzy, musi ujawnić agenturę w mediach.

Dlatego nie jest istotne pytanie, który z luminarzy gazet i programów telewizyjnych czy radiowych realizuje instrukcje swojego oficera prowadzącego, to w istocie stanowi banał. Ważne jest kto z niezależnych dziennikarzy wykonuje zadania dla którego z trzech ubeckich klanów. Spokojna i rzeczowa analiza zachowania, zadawanych pytań, eksponowanych i ukrywanych informacji, nagłej amnezji i niewiedzy prowadzącego lub charakter dokonanych przez niego „odkryć”, skład gości zapraszanych do programów i zachowanie wobec nich z łatwością pozwalają to ustalić każdemu na własna rękę. Niestety, ze względu na powszechne używanie w Ubekistanie sądów do kneblowania wolnego słowa nie możemy tu przedstawić dziennikarskich ekspozytur poszczególnych służb, bowiem analiza oparta jest na logice i rozumowaniu a nie na dokumentach, które nawet gdybyśmy nimi dysponowali i tak zostałyby uznane przez sądy za niewiarygodne. Sędziowie też chcą żyć i robić kariery.

Będziemy więc jedynie wskazywali na dziwne zachowania dziennikarzy, ich nagłą niechęć do stawiania pytań, na które odpowiedzi mogłyby być dla nich niebezpieczne lub niewygodne. No cóż, dociekliwość dziennikarzy śledczych ma swoje granice – są nimi instrukcje oficerów prowadzących lub wymagania pryncypałów podyktowane jak wyżej.

Teoria rewolucji

Zmiana system następuje nie dlatego, że rewolucjoniści obalają stary porządek ale ponieważ część starej elity widząc nieuchronność upadku, stara się uratować własną skórę i przywileje poświęcając kolegów i modernizując dawny ustrój. Ten podział w dotychczasowej elicie władzy umożliwia dopiero działania przeciwnikom systemu, którzy sami są za słabi by osiągnąć cokolwiek ale mogą wywierać nacisk na zwolenników modernizacji, stale popychając ich do przodu. W polskich warunkach zwolennikami zachowania za wszelką cenę status quo jest Zjednoczony Front Obrony Agentury, któremu Wałęsa proponuje nadać nazwę „Solidarność” by ostatecznie upodlić wielką ideę. W skrócie jest to grupa MGM czyli Michnik - Geremek - Mazowiecki. Nie maja oni wyboru, gdyż są predestynowani do odegrania roli kozłów ofiarnych Ubekistanu. Dlatego ich interes jest całkowicie sprzeczny z interesem Polski czyli likwidacją III RP.

Grupa modernizująca, która chce dokonać skoku do przodu, to przede wszystkim Tusk i Rokita. Byli oni rzecz jasna podporą systemu, godzili się na wszystko by pozostać w elicie władzy ale teraz warunkiem dalszego pobytu na scenie politycznej jest odcięcie się od przeszłości i poświęcenie MGM. Dlatego ich prywatny interes pokrywa się z interesem kraju. PiS sam jest za słaby by dokonać samodzielnie zmiany systemu, warunki skazują więc go na sojusz z grupa modernizującą. Leży on zatem także w interesie Polski, pod warunkiem oczywiście, iż PO nie dokona wolty lub nie zostanie do niej zmuszona pod naciskiem WSI. PiS musi więc odgrywać rolę kontrolera wytrwałości PO w poświęcaniu dawnych kolegów z Ubekistanu.  

Grupa modernizująca musi jednak wytłumaczyć własną przeszłość, trzeba więc znaleźć wyjaśnienie dla ludu, dlaczego popieraliśmy Ubekistan. Oczywiście najprościej jest wskazać winnych wśród skazanych do odstrzału. Jan Rokita nagle odkrył, iż ruch Wolność i Pokój inwigilowany był przez SB do 4 maja 1990 roku. Wprawdzie odkrywczość tego stwierdzenia jest równie wielka jak zorientowanie się, iż Ziemia obraca się dookoła Słońca, ale pozwoliła podporze rządów Mazowieckiego i Suchockiej na „zweryfikowanie poglądu na pierwszy rok rządu Tadeusza Mazowieckiego”. Innymi słowy Rokita przyznał, iż rację mieli przeciwnicy porozumień „okrągłego stołu” i polityki, którą sam Rokita uprawiał na początku III RP, a więc nastał czas IV RP.

WSI – zachować prezydenturę

Głównym celem WSI było zachowanie dotychczasowej pozycji dzięki opanowaniu Kancelarii Prezydenta, stąd pomysł postawienia na miejscu Kwaśniewskiego Cimoszewicza – „CAREXA”. Plan ten został udaremniony przez ludzi Millera z ABW. Jak już podkreśliliśmy, dziennikarze pilnie baczą by nie zadawać niebezpiecznych pytań i dlatego wszyscy bardzo się starali by nie spytać kto podrzucił Jaruckiej tajne dokumenty na biurko w MSZ i dlaczego skoro zgodnie z procedurą zawiadomiła o nich przełożonych, zamiast ją pochwalić, natychmiast dokonano u niej rewizji, którą przerwano gdy tylko znaleziono oświadczenie podatkowe Cimoszewicza wyniesione przez Jarucką z MSZ. Gdyby to pytanie postawić, odpowiedź byłaby jasna: ABW dokonało prowokacji by uzyskać pretekst do przeprowadzenia rewizji, znalezienia czego trzeba i postawienia Jaruckiej w sytuacji bez wyjścia. Resztę zadania wykonał Brochwicz. Opowieści o ginekologu zdradzającym tajemnicę lekarską przy kieliszku można włożyć między bajki dla ludu. Ciekawe, iż jakoś nikt nie podniósł kwestii pozbawienia lekarza prawa wykonywania zawodu za zdradę tajemnicy lekarskiej; widocznie w tym kraju o niejakim Hipokratesie nikt już nie słyszał.

Ujawnienie machlojek finansowych CAREXA ostatecznie przekreśliło jego szansę na prezydenturę. Dlatego na przełomie sierpnia i września WSI stanęło wobec alternatywy: ponieść klęskę razem z CAREXEM czy spróbować dogadać się z obozem Tuska. Minimum byłoby uzyskanie nietykalności i zachowanie zdobytych majątków, maximum – pozostawienie WSI i rezygnacja z opcji zerowej jak za czasów AWS. Wybór narzuca się sam. Gdy tylko „Cienias” zdał sobie sprawę, iż pozostaje sam na placu boju, natychmiast się wycofał, pozostawiając dziennikarzom pisanie o swoich rozterkach duchowych i inne bzdury. Wierszówka leci, a temat bezpieczny.

Próba generalna przerzucenia się do obozu Tuska nastąpiła przed 8 września, skoro tego dnia Tomasz Lis w programie „Co z tą Polską” wykonał wyrok na Cimoszewiczu. Wszyscy otrzymali jasny sygnał, że zwycięsko z konfrontacji wychodzi Tusk, co oznacza, iż teraz on jest popierany przez władców Ubekistanu.

12 września w poniedziałek Prezio już wiedział o zakończeniu operacji „Carex na prezydenta”, ale zewnętrzny krąg propagandzistów jeszcze wykonywał stare zadania, co potwierdza utylitarną rolę dziennikarzy związanych z WSI. Po prostu nie pofatygowano się by ich zawiadomić. 12 września rano w Tok fm Janina Paradowska, Ewa Milewicz, Adam Krzemiński i inni prowadzili jeszcze kampanię na rzecz Cimoszewicza. Związany z Preziem Jan Ordyński ujawnił marzenie Kancelarii Prezydenta; najlepiej by Platforma Obywatelska miała oblicze Andrzeja Olechowskiego (TW „MUST”), który powinien objąć MSZ. Zgodnie z tą linią 19 września Paradowska przypuściła bezczelny atak na Rokitę przedstawiając w fałszywym świetle sprawę emerytur wojskowych specjalnie myląc je z emeryturami uzbeckimi. Może to wskazywać, że w planach WSI Rokita ma być odstrzelony od Tuska. Tego samego dnia pojawiła się informacja w „Życiu Warszawy” o poświadczeniu przez Tuska wydanym dla dwu geszefciarzy, Andrzej M. i F. (sprawa Zakładów Mięsnych w Kościerzynie), co można traktować jako ostrzeżenie; mamy kwity i możemy je wykorzystać.

Jednocześnie 19 września ABW za pośrednictwem „Wprost” kontratakowało ostrzegając, że WSI niszczy dokumenty i nie przekazały wszystkich teczek do IPN. Przy okazji wyszło na jaw, że w teczkach nazwiska wycinano żyletkami jak na Litwie w 1990 roku.

Dezintegracja obozu Prezia

Krytyka „Wyborczej” ambicji i planów Kwaśniewskiego z jednej strony a doniesienia o paleniu przez WSI teczek z drugiej świadczą o dezintegracji obozu prezydenta jeszcze przed niedzielnym głosowaniem w wyborach parlamentarnych, których wynik był wyrokiem śmierci dla Ubekistanu. Od tego momentu każdy będzie już tylko ratował własną skórę. Dlatego należy spodziewać się dalszego rozpadu WSI na poszczególne klany i grupy oraz próby przenikania do zwycięskiego obozu na własną rękę. Towarzysze z bezpieczeństwa rozpełzną się teraz po wszystkich strukturach. Ostatnią nadzieją Ubekistanu jest już tylko zwycięstwo Donalda Tuska w wyborach prezydenckich.

Gang Millera poległ ale padając zabiera z sobą do grobu Prezia i to jest najbardziej pocieszający wniosek z całej historii. Czy operacja skanalizowania Tuska się powiedzie i opcja zerowa znów przegra, wkrótce się dowiemy.

Autor publikacji: 
Ubekistan: 
Źródło: 
2005-10-23