You are here

UNIA

Unia Europejska spotyka się z krytyką z dwu diametralnie przeciwstawnych pozycji. Liberałowie zarzucając jej etatyzm i dyryżyzm, natomiast nacjonaliści różnych stopni dążenie do zniwelowania tożsamości narodowych. Oba zarzuty nie dziwią, jeśli zważymy, iż twórcami Unii byli przede wszystkim socjaliści (Delors).

W XXI wieku historia Europy będzie jednak historią Unii, jej dotychczasowy kształt z pewnością nie da się utrzymać, ale zmiany będą następowały już w jej ramach. Kraje, które pozostaną poza Unią, na jej wewnętrzną ewolucję nie będą miały żadnego wpływu.

Krytyka liberalna wyalienowanego spod kontroli społeczeństw biurokratycznego aparatu Unii jest słuszna. Takie rozwiązanie przyjęto nie tylko dlatego, że biurokraci nie lubią być kontrolowani, ale przede wszystkim z obawy przed sprzeciwem, który mogłoby wywołać konsekwentne postawienie na federalizm.

Zlikwidować dyktat komisarzy Unii można tylko w jeden sposób - podporządkowując ich federalnemu parlamentowi europejskiemu. W Unii i tak wszystkie państwa rezygnują z części swojej suwerenności. Jeden pieniądz oznacza, że główne decyzje finansowe będzie podejmował wspólny bank, ale nie będzie go kontrolował parlament federalny, a co najwyżej jego politykę będą wyznaczały targi między najsilniejszymi rządami. Obecna sytuacja sprawia, iż członkowie Unii wyrzekają się suwerenności ale jednocześnie nie uzyskują korzyści płynących z federalizmu (kontrola wspólnej egzekutywy) w imię fikcji państw narodowych.

Z punktu widzenia polskiego Federacja Europejska jest całkowicie zgodna z naszą tradycją. Najświetniejszy okres historii Polski przypada na czasy federacji jagiellońskiej. Pomysły federacyjne były częścią polskiej wizji uporządkowania Wschodu, dlaczego więc nie miałyby również objąć Zachodu.

Unia a państwo narodowe

Główną przeszkodą na drodze do federacji jest przekonanie nacjonalistów, iż państwo stanowi najwyższą formę istnienia i rozwoju narodu.

Nie jest to prawda. We Francji czy Anglii to nie państwo było tworem narodu lecz na odwrót - państwo tworzyło naród, rozumiany jako ogół obywateli. Taka sytuacja nie była możliwa w Niemczech, rozbitych na szereg odrębnych państw. Gdyby tam państwo tworzyło naród - musiałoby powstać wiele narodów niemieckiech. Dlatego romantycy niemieccy stworzyli teorię narodu, który odwiecznie dąży do powołania własnego państwa narodowego czyli dla jednego, określonego etnosu. Romantyzm niemiecki dobrze się nadawał do przejęcia we Włoszech i w Europie Ârodkowej ze względu na podobną sytuację polityczną: rozbicie i uzależnienie od różnych państw.

Państwo narodowe jest jednak zjawiskiem historycznym, charakterystycznym dla Europy XIX wieku, gdyż przedtem nigdy nie istniało i wątpliwe by jeszcze funkcjonowało w XXI wieku.

Znaczna część narodu polskiego już żyje poza granicami RP, a wraz z zjednoczeniem się Europy procesy migracyjne będą się nasilać. Wkrótce żadne państwo nie będzie jednolite narodowo, a w rzeczywistości i tak prawie żadne takim nigdy nie było, z wyjątkiem może komunistycznego tworu jakim była Polska Ludowa. Powstanie sytuacja, w której w jednym państwie będą żyły rozmaite wspólnoty narodowe bez wyraźnej przewagi, a jednocześnie każdy naród będzie żył w kilku państwach. Wówczas alternatywą dla przymusowej asymilacji i rezygnacji z demokracji, będzie uznanie, iż państwo reprezentuje wszystkich swych obywateli niezależnie od ich narodowości, a więc nie będzie mogło mieć charakteru narodowego, podczas gdy insytuacje narodowe ostatecznie oddzielą się od państw. Trudno sobie to teraz wyobrazić ale powstaną prawdopodobnie dwie niezależne struktury, którym każdy będzie podlegał jako obywatel i jako członek konkretnego narodu. W ten sposób ponownie staną się aktualne koncepcje Rennera z czasów monarchii austro-węgierskiej.

Życie obok siebie różnych grup narodowych Polakom, którzy mają za sobą doświadczenie izolacji, może wydawać się niepożądane. Zapomnieliśmy bowiem, że tak właśnie było w ciągu całej naszej historii. Âwiadczy to jedynie o izolacjonizmie Polaków i zerwaniu przez nich tradycji dawnej Rzeczpospolitej. Nienawiść do nie Polaków ("bo przyjdą obcy") dowodzi w jak wielkim stopniu aktualny naród polski jest wytworem PRL-u, a nie jakimś zwieńczeniem tysiącletniego procesu.

Przystąpienie do Europy w sferze cywilizacyjnej wcale nie musi nieść zagłady dla narodowej tradycji. Najbardziej takich zmian obawia się nurt narodowo-katolicki, ale w dobie informatyki, TV satelitarnej i magnetowidów oddzielenie się od wpływów zewnętrznych jest mrzonką. Procesy, których obawiają się narodowi radykałowie i tak będą zachodziły, a moderującego wpływu na nie nie można mieć wybierając izolację. Ta doprowadzi jedynie do zaostrzenia konfliktu.

Sojusz lewicy zachodniej i polskiej też jest nie uchronny i bez wstąpienia do Unii już od dawna go obserwujemy. Obawy wynikające z postrzegania Zachodu jako zagrożenia wynikają z jego nieznajomości.

Zachód nie jest jednolity; tam też są ludzie (np. nowi historycy we Francji), którzy patrzą na komunizm tak samo jak na faszyzm. Tam też dokomuje się wysiłków by odkłamać historię.

Polakom bardzo się przyda swoboda przebywania, pracy i studiowania na Zachodzie. W obecnej chwili przewaga postaw ksenofobicznych wynika z izolacji, również kulturalnej i XIX wiecznego katolicyzmu. Przyszły obywatel Europy wcale nie musi być kosmopolitą - jak wydaje się nacjonalistom, ale na pewno nie będzie nacjonalistą, gdyż nie mógłby wówczas żyć i współpracować z przedstawicielami innych narodowości.

Suwerenność

Nie można porównywać utraty suwerenności w wyniku obcego podboju do dobrowolnego przekazania suwerenności organom wspólnym jak w Unii Europejskiej. W przeciwnym wypadku należałoby uznać, iż Polska (zwana wówczas Koroną) utraciła niepodległość w 1569 roku, gdyż przekazała suwerenność Rzeczpospolitej.

W państwie federalnym suwerenność jego część składowych realizuje się na wyższym, wspólnym poziomie. Narodowym katolikom przeszkadza zresztą jedynie przekazanie suwerenności państwowej organom europejskim. natomiast oddanie jej " słowiańskiemu pastwu mogłoby ... utrwalić niepodległość" Polski. Okazuje się więc, że "związek Polski z Rosją" (Nasz Dziennik z 17 marca) jest dopuszczalną formą federacji, a więc samo państwo federalne może być rokwiązaniem pozytywnym, wszakże pod warunkiem, że nie będzie łączyło nas z Europą.

Autor publikacji: 
Polityka zagraniczna: 
Źródło: 
Gazeta Polska 2002