You are here

LUSTRACJA W NIEMCZECH

Doświadczenie niemieckiej lustracji i walki o zachowanie i dostępu do akt Stasi powinno stać się przedmiotem zainteresowania polskich lustratorów, gdyby ich wysiłki miały poważny charakter, a nie były skoncetrowane na wynajdowaniu wciąż nowych sposobów mających uniemożliwić przeprowadzenie całej akcji. W RFN ukazały się już dwa wydania pierwszej książki pastora Joachima Gaucka, pt. "Akta Stasi", o której w Polsce na próżno by szukać jakiejkolwiek informacji. Dlatego chciałbym przedstawić polskiemu czytelnikowi kilka epizodów z epopei walki z agneturą za Odrą.

Schlußstrich czyli gruba kreska

Jesienią 1989 roku w NRD rozpoczęła się dyskusja o "przezwyciężaniu przeszłości". Podobnie jak w Polsce pierwszym pomysłem, który - jak pisze Joachim Gauck - wysunęli ludzie Stasi i agentura była "gruba kreska" czyli po niemiecku "Schlußstrich" (dosłownie: końcowa kreska) i nowego początku. Gauck jednak dodaje, że póśniej również politycy zachodni i wschodnioniemieckie osobistości, które same niejednokrotnie wiele wycierpiały w komunizmie oraz przedstawiciele Kościoła protestanckiego przyłączyli się do obozu zwolenników "grubej kreski".

Używano wszystkich argumentów, które później poznaliśmy w Polsce. Głoszono, że dojdzie do zabójstw z zemsty, polowania na czarownice, a przede wszystkim, obawiano się, że materiały zostaną wykorzystane do kompromitacji elity politycznej. Podkreślano płynną granię między ofiarami i sprawcami, twierdząc jednocześnie, iż obecnie należy realizować ważniejsze zadania, a przeszłość czyli akta w sensie dosłownym trzeba zamknąć.

Zdaniem Gaucka iluzją jest mniemanie, że można akta ukryć pod betonową płytą, gdyż zawsze ktoś użyje tych materiałów do celów finansowych lub innych, natomiast zamknięcie archiwów skazałoby społeczeństwo na wieczną rolę obserwatora toczących się rozgrywek i porachunków. Wyjęcie spod publicznej dyskusji niektórych tematów jeszcze nie pomogło żadnemu społeczeństwu.

Gauck podkreśla, iż nie jest mu znany żaden przypadek, by w byłym NRD doszło do osobistej zemsty lub lynczu. Cel lustracji, jego zdaniem, jest bardzo prosty; chodzi o to tylko by wysokie stanowiska publiczne zajmowali ludzie, którzy nie współpracowali z bezpieką. Parlamentarzyści, urzędnicy, kapitanowie przemysłu muszą spełniać uznane kryteria. W przeciwnym wypadku obywatele zwątpią w sprawiedliwość i demokrację.

Warto się nad tą refleksją zastanowić. Czy tu właśnie nie tkwi jedna z przyczyna kryzysu moralnego panującego w Polsce i załamania wiary w trwałe wartości.

Gauck przyznaje, że fałszowano materiały kompromitujące, ale nie same akta, których upiększanie bądź fałszowanie było łatwe do rozpoznania. Istniała bowiem kontrola sprawdzająca raporty oficerów, którzy stale szczycili się osiągnięciami wykraczającymi ponad przeciętną, czy odpowiadały one rzeczywistości.

Stasi nie sądziła, że wkrótce zakończy swą działalność, po co więc miałaby zbierać fałszywe dane do celów operacyjnych. Gauckowi nie jest znany żaden przypadek dezinformacji spowodowanej przez fałszerstwo akt. Gdy widzi się archiwa, od razu widać, że ich fałszowanie było niemożliwe.

Mówiąc o teczkach, ludzie Stasi używali argumentu o "bombie z opóźnionym zapłonem", którą należy unieszkodliwić niszcząc akta bezpieki. Przedstawiciele ruchu obywatelskiego początkowo przyjęli argumenty Stasi, bojąc się, że informacje zawarte w teczkach przejmie nienaruszony jeszcze aparat władzy bądź zagraniczny wywiad, jakby od dawna nie dysponowały one kopiami list agentów.

W połowie stycznia 1990 roku na posiedzeniu "okrągłego stołu" opozycji i władz podjęto decyzję o zniszczeniu taśm magnetycznych z nazwiskami wszystkich tajnych współpracowników bezpieki. Do jej wykonania doszło przed kamerami TV. Gauck decyzję tę ocenia jako wielki sukces w zabawie w kotka i myszkę między Stasi i jej likwidatorami. Jego pytanie: kto pociągał za sznurki, jest retoryczne. W cieniu całej operacji stał bowiem szef wywiadu wschodnioniemieckiego i reżyser "pieriestrojki" w NRD, Markus Wolf, wykonujący jedynie polecenia ówczesnego szefa KGB, Władimira Kriuczkowa.

Jak rozwiązywano Stasi

Na przełomie listopada i grudnia 1989 roku w okręgowych siedzibach Stasi zaczęto palić akta. Zaalarmowani tym obywatele na początku grudnia organizowali demonstracje i oblegali siedziby Stasi żądając jej rozwiązania i zabezpieczenia archiwów. W Rostocku, rodzinnym mieście pastora Gaucka, 4 grudnia, pod kierownictwem Neues Forum, ludzie zebrali się pod kwaterą Stasi chcąc zatrzymać niszczenie akt. Zażądali opieczętowania i przekazania budynku policji kryminalnej. Stasi wpuściła demonstrantów. Po kontroli dokonanej przez policję kryminalną i Neues Forum, funkcjonariuszy Stasi puszczono do domów a pokoje wraz zawartością opieczętowano. Podobnie działo się w innych stolicach okręgów.

Rodzi się pytanie, dlaczego Stasi tak łatwo ustąpiło, dlaczego wpuszczało demonstrantów do swych kwater. Funkcjonariusze byli uzbrojeni, a aparat bezpieki jeszcze funkcjonował. Stasi wiedziała o przygotowywanych akcjach z podsłuchu telefonicznego, informowała o nich również agentura. Agenci brali też udział w zajmowaniu siedzib Stasi. W Lipsku w pierwszym szeregu organizatorów akcji był np. Wolfgag Schnur, który później okazał się tajnym współpracownikiem Stasi.

Odpowiedzi na to pytanie może dostarczyć przebieg wydarzeń z 15 stycznia 1990 roku. Neues Forum zorganizowało wówczas zajęcie głównej kwatery Stasi w Berlinie. Demonstrantów wpuszczono do budynków bez oporu, po czym doszło do ich splondrowania. Okradziono jednak tylko archiwa działu ochrony przed szpiegostwem (Spionageabwehr), którym ruch obywatelski wcale się nie interesował, gdyż zajmował się jedynie policją polityczną.

Gauck przyznaje, że sama Stasi mogła organizować wspomnianą operację dla swoich celów. Nasuwa się więc logiczny wniosek, że akcja zabezpieczania archiwów została wykorzystana przez Stasi do zakamuflowania agentury.

Gauck podkreśla, że Stasi miała czas na zatarcie śladów, np. nikt nigdy nie kontrolował teczek byłych ubeków, członków Komitetu Państwowego do spraw rozwiązania Stasi, gdy opuszczali swój stary budynek.

Pierwotny plan wcale nie przewidywał rozwiązania Stasi a jedynie przekształcenie Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego - MfS w Urząd Bezpieczeństwa Narodowego - AfNS. Wyselekcjonowanych funkcjonariuszy, tzw. OiBE (Offiziere im besonderen Einsatz - oficerowie jednostki specjalnej) byli umieszczani w cywilnych instytucjach tak by móc kontrolować również w przyszłości życie kraju.

Hans Modrow, premier od listopada 1989 do wolnych wyborów w marcu 1990 roku, stanął wobec zadania jak rozwiązać Stasi by nie zaszkodzić agenturze lecz ukryć ją. Modrow, sam major Stasi, starał się zachować jej wiedzę i kadry, dlatego do wszystkich okręgów wysyłał kontrolerów d/s przekształcenia MfS w AfNS. Gauck przyznaje, że część z nich była właśnie "oficerami jednostki specjalnej".

W styczniu 1990 roku zwolennicy rozwiązania Stasi utworzyli Komitet Państwowy d/s rozwiązania MfS/AfNS. Po wolnych wyborach, nowy premier Lothar de Mezičre mianował ministrem spraw wewnętrznych Petera Michaela Diestela z CDU, który uchodził za zwolennika rozwiązania Stasi. Wbrew oczekiwaniom Diestel zmienił skład osobowy Komitetu Państwowego, wprowadzając doń pracowników starego aparatu, w tym wielu "OiBE". Według danych Gaucka tylko w Berlińskiej Centrali Stasi pracowało 80 starych funkcjonariuszy, a w Państwowym Komitecie zajmowali oni wszystkie kluczowe stanowiska i ukrywali informacje przed innymi członkami Komitetu. Stasi rozwiązywała więc sama swój dawny urząd.

Gauck nie rozumie różnicy między słowami i czynami Diestela. Sam minister nie figurował na listach tajnych współpracowników, ale w ogóle brak jakichkolwiek akt na jego temat w archiwach Stasi jest, według pastora, bardzo podejrzany. "Tolerancja" Diestela wobec bezpieki posunęła się tak daleko, że wreszcie premier musiał odebrać mu kompetemncje dotyczące rozwiązania tej instytucji.

W czerwcu 1990 roku powstała parlamentarna Komisja Specjalna do Kontroli Komitetu Państwowego do spraw rozwiązania Stasi. Na czele Komisji stanął pastor Gauck. Chodziło bowiem o uniemożliwienie Stasi i "OiBE" ukrywania agentury i zacierania śladów działalności. Komisja działał jednak tylko przez niecałe cztery miesiące, do zjednoczenia Niemiec 3 październiku 1990 roku.

Największy błąd

Komisja pod kierownictwem Gaucka nie zadowoliła się przede wszystkim tym co Komitet Państwowy zrobił w sprawie "OiBE". Zatroszczyła się o zwolnienie wszystkich "oficerów jednostki specjalnej" z policji kryminalnej. Gauck odkrył ich również na listach płac w ministerstwach i w innych instytucjach państwowych.

Gauck przekonany jest, że "OiBE", których umieszczono w gospodarce, mogli pozostać tam niezauważeni i to na terenie Niemiec Zachodnich. Na domiar złego traktat zjednoczeniowy zabronił ich usuwania. Był to największy błąd. "OiBE" pozostaną więc w większości nie wykryci - ostrzega Gauck - jeśli nie wyposaży się jego urzędu w specjalne pełnomocnictwa. Obecnie urząd Gaucka zna dużą liczbę "oficerów jednostki specjalnej" ale nic nie może w tej sprawie zrobić.

Jak się później okazało, w Urzędzie Powierniczym zajmującym się prywatyzacją mienia państwowego, na 1200 pracowników 200 należało do kategorii "OiBE".

Gauck przyznaje, iż jego parlamentarna Komisja Specjalna nie miała czasu by zająć się KGB, który przejął wartościowe akta i kadry Stasi. Część funkcjonariuszy zaczęła służyć KGB, istnieją też wskazówki, że akta z budynku MfS zostały przeniesione do KGB.

Przekonanie, iż archiwa Stasi powinny służyć nie tylko celom prawnym lecz również historycznemu i politycznemu badania przeszłości, doprowadziło do uchwalenia 24 sierpnia 1990 roku przez demokratycznych posłów Izby Ludowej NRD prawie jednogłośnie ustawy w sprawie dostępu do własnych teczek osób prześladowanych i śledzonych oraz wykorzystywania akt. Agentura silnie sprzeciwiła się tej ustawie i dlatego nie udało się jej włączyć jako prawa do traktatu zjednoczeniowego. Wspomniano w nim jedynie, że parlament federalny zaraz po 3 października uwzględni zasady, które legły u podstaw tej ustawy i stworzy przesłanki badania działalności bezpieki.

Ustawa z 24 sierpnia przewidziała powołanie pełnomocnika do spraw akt Stasi w berlińskiej centrali i krajowych pełnomocników dla archiwów okręgowych. Traktat zjednoczeniowy precyzował, że specjalnym pełnomocnikiem będzie obywatel NRD zaproponowany przez ostatni rząd wschodnioniemiecki. Izba Ludowa wybrała, a rząd federalny powołał na to stanowisko pastora Gaucka.

Tak powstał Urząd do spraw Zarządzania Aktami Stasi, zwany w skrócie urzędem Gaucka. Miało w nim pracować 1000 osób strzegących, zarządzających i badających 180 km akt Stasi. W rzeczywistości w 1991 roku wystartowano z 180 osobowym personelem.

W urzędzie Gaucka najpierw zatrudniono ludzi, którzy zdobyli doświadczenie przy rozwiązywaniu MfS; kilku pracowało wcześniej w Komitecie Państwowym lub parlamentarnej Komisji Specjalnej, inni w odpowiednich grupach roboczych komitetów obywatelskich w okręgach lub w komisjach śledczych do walki z korupcją i nadużyciami Badaniem przeszłości Stasi zajęli się więc nie prawnicy i archiwiści ale np. fotograf, nauczycielka, reżyser teatralny, student teologii czy fizyk. Następnie Gauck zatrudnił małą grupę byłych pracowników Stasi, która od miesięcy pomagała przy rozwiązywaniu ważnych i skomplikowanych spraw. Nie mieli oni jednak możliwości samodzielnego zajmowania się aktami. Byli to funkcjonariusze, którzy skorzystali z możliwości nowego początku i przez dawnych kolegów traktowani byli jako "zdrajcy".

Urząd dzieli się na trzy działy:

Pierwszy czyli Z odpowiada za personel, budżet i zaopatrzenie;

Drugi zajmuje się archiwami, zarządzaniem, opieką fachową, pracą archiwalną na miejscu;

Trzeci prowadzi działalność informacyjną Urzędu wobec obywateli i innych urzędów.

Według traktatu zjednoczeniowego archiwa zostały zamnknięte i ani obywatele ani ich adwokaci nie otrzymali prawa ich czytania, ale ewentualnie wgląd mógł być przyznany, jeśli informacja, o którą poprosi urząd lub parlament, zostałaby uznana za niewystarczającą. Akta pozostały natomiast otwarte dla prokuratury i sądów. Walka o dostęp obywatela do własnej teczki trwała rok i omawiana książka Gaucka stanowiła jeden z instrumentów tych zmagań. Dopiero 20 grudnia 1991 roku Bundesrat zatwierdził ustawę uchwaloną przez Bundestag o "dowodach rzeczowych Służby Bezpieczeństwa Państwowego byłej NRD". Paragraf 3 stwierdza: "Każda jednostka ma prawo domagać się od pełnomocnika federalnego informacji o tym czy w zamkniętych dowodach rzeczowych zawarte są informacje o jego osobie. W takim wypadku jednostka ma prawo do informacji, wglądu w dowody rzeczowe i wydania ich zgodnie z postanowieniami tej ustawy". Ostatecznie więc starania agentury, by zamknąć archiwa spełzły na niczym.

Jak Urząd lustruje

Gdy wniosek jest gotowy, Urząd sprawdza akta osoby, której on dotyczy w archiwum centralnym i w dawnych archiwach okręgowych bez względu na jej miejsce zamieszkania, szukając wskazówek czy była ona oficjalnym lub nieoficjalnym pracownikiem MfS czy też ofiarą. TW zarejestrowany w archiwum okręgowym wcale nie musiał być także w katalogu centralnym.

W 1991 roku 20 osób pracowało z aktami w archiwum centralnym, z tego 12 szukało akt osób, których dotyczyły wnioski. Każde akta czytały dwie osoby i one sporządzały raporty dla centrali według jednolitych kryteriów. Ten wewnętrzny raport satnowi podstawę do udzielenia odpowiedzi na wniosek. Dziennie przygotowywano 120 odpowiedzi. Do lutego 1991 roku urząd Gaucka otrzymał 30 tys. wniosków różnych instytucji i klubów parlamentarnych, z czego sprawdził 10 tys.

Urząd do spraw Zarządzania Aktami Stasi, jest niezależny. Nadzór prawny rządu nad nim sprawowany jest przez MSW. Ustaliła się praktyka, że na służbie publicznej w byłym NRD prawie nikt nie jest zatrudniany bez sprawdzenia, bez względu na to czy chodzi o nauczycielkę czy wysokiego funkcjonarisza policji.

------------------

Joachim Gauck, Die Stasi-Akten, Rowohlt Hamburg 1991, Wyd. II 1995, S.151

Autor publikacji: 
Recenzje i art. recenzyjne: 
Polityka zagraniczna: 
Źródło: 
Gaueta Polska 1999