You are here

ROSJA UDERZA W UKRAINĘ

Operacja gazowa Rosji stanowi przede wszystkim atak na Ukrainę, który ma ją wyizolować ze wspólnoty międzynarodowej, zamknąć przed Kijowem drogę do NATO i Unii, wpłynąć na zwycięstwo partii rosyjskiej na Ukrainie oraz stworzyć podwaliny nowej imperialnej potęgi Rosji, utrzymywanej jak zawsze dotacjami Zachodu oraz rozładować narastający kryzys wewnętrzny poprzez jego eksport na zewnątrz.

Tylko polityka

Rosja podobnie jak Związek Sowiecki podejmuje decyzje racjonalne tylko, że ta racjonalność nie ma nic wspólnego z naszą. Wszystkie decyzje zapadające w Moskwie mają wyłącznie charakter polityczny, a gospodarka jest jedynie instrumentem polityki, i to polityki neoimperialnej, ponieważ Rosja nie jest zdolna do rozwoju innego niż poprzez ekspansję. Podobnie ma się sprawa z obecną operacją ujarzmienia Ukrainy, nazwaną konfliktem gazowym lub sprzeczką gospodarczą dla przyjemniejszego przełknięcia przez Unię poświęcenia Ukrainy na ołtarzu stosunków z Rosją i ułatwienia akcji propagandowej rosyjskiej agenturze wpływu w Polsce i na Zachodzie. Wiceprezes Gazpromu Aleksander Miedwiediew nawet nie ukrywa, że celem jest skłócenie Unii z Ukrainą i jej izolacja, skoro twierdzi, że to Kijów stworzył wyzwanie dla społeczności światowej. Wtóruje mu prasa rosyjska pisząc o „Ukrainie szantażującej Europę gazem”, ponieważ jak wiadomo to Ukraina przestała dostarczać gaz do państw Unii. Taką interpretację potwierdza też skoordynowany atak na Ukrainę agentury rosyjskiej na polskich forach internetowych.

Utrata przez Rosję 1 mld dolarów za przerwę w eksporcie gazu do Europy jest ceną niezwykle niską za odcięcie Ukrainy od Unii i NATO. Aspekt finansowy ma zresztą wyłącznie znaczenie polityczne, gdyż pieniądze z eksportu ropy i gazu potrzebne są do finansowania polityki neoimperialnej. Skoro zaczyna brakować na ekspansję, niech sfinansuje ją Unia. Przecież Sowiety za pieniądze Zachodu podbiły kiedyś wiele państw świata. Dlaczego nie powtórzyć tej operacji.

Ludzie Rosji i grupy związane z Rosją interesami własnymi, pomijam tu użytecznych idiotów, podkreślają, iż w konflikcie gazowym nie chodzi o żadną politykę, tylko o podniesienie cen gazu do poziomu rynkowego. A podniesie cen tranzytu do poziomu rynkowego oczywiście jest już polityką i jako taka ich nie interesuje. Przypomina to głęboką analizę konfliktu niemiecko-polskiego z 1939, w którym, jak wiadomo, chodziło o problemy transportowe, gdyż Polska nie zgadzała się na autostradę do Prus Wschodnich. Neutralność rządu III RP deklarowana przez ministra Sikorskiego wobec ataku rosyjskiego na Ukrainę można porównać do stosunku aliantów wobec decyzji monachijskich, ale jak się raz sprzedało Gruzję, to dlaczego nie poświęcić Ukrainy dla zademonstrowania Moskwie i Brukseli swego posłuszeństwa wobec Rosji.

Również deklaracja poparcia dla Rosji Vaclava Klausa nie zaskakuje gdy się wie, że LukOil sfinansował tłumaczenie książki prezydenta Czech na język rosyjski. Ciekawe kto pokrył koszty druku i honorarium autorskie. Czy była to też jakaś inna spółka zależna Gazpromu. Gdybyśmy zobaczyli jego listę płac, wyjaśniłoby się zachowaie wielu polityków i ekspertów europejskich. Klaus przynajmniej sprzedał się za książkę, partia rosyjska w Polsce świadczy usługi za darmo.

Eksport kryzysu

Państwo typu europejskiego stara się rozwiązywać swoje problemy i gdy jest nimi zaabsorbowane, nie ma ani czasu, ani sił na politykę zagraniczną, a już na pewno nie w głowie mu ekspansja. Racjonalność dyktatur jest jednak inna; gdy zbliża się kryzys starają się dokonać skoku do przodu, fundując „małą, wygraną wojenkę”. Rezerwy dewizowe Rosji, które obliczano na 500 mld dolarów, nagle wyparowały przynajmniej w połowie, a akcje Gazpromu spadły w 2008 roku o 76 proc. Fakt, że Rosja - Gazprom są dzięki kryzysowi finansowemu najsłabsze od wielu lat, oznacza tylko, że Moskwa, zamiast zająć się problemami wewnętrznymi, będzie teraz jeszcze bardziej agresywna. Można spodziewać się wywoływania przez nią wciąż nowych, coraz ostrzejszych konfliktów, które mają pomóc w zarządzaniu kryzysem w kraju. Dlatego naczelnik sztabu generalnego Armii Rosyjskiej, gen. Jurij Bałujewski przekonuje swoich poddanych, iż USA nie wykluczają konfliktu z Rosją i dlatego budują tarczę. Ma to przekonać Rosjan, iż są zagrożeni, a więc muszą się bronić atakując. Z drugiej strony, osłabienie Rosji spotkałoby się ze strony Polski, gdyby nie była krajem zwasalizowanym i rządzonym przez postkolonialne i postsowieckie elity, z podjęciem próby zmniejszenia wpływów rosyjskich na Ukrainie, Białorusi i w Mołdowie. Oczywiście obecny rząd zrobi wszystko by wpływy te utrzymać na dawnym poziomie. Lojalność zobowiązuje.

Za ciosem

Operacja gruzińska, udana w dużej mierze dzięki skuteczności działań rosyjskiej agentury wpływu, która w Polsce po raz pierwszy triumfowała zupełnie otwarcie, zachęciła Rosję do podjęcia operacji ukraińskiej. Została ona zaplanowana i przygotowana od dawna. Eksperci ukraińscy spodziewali się uderzenia już od początku 2008 roku.

25 października ub. roku Rusini ogłosili w Mukaczewie powstanie autonomicznej republiki zakarpackiej w składzie Ukrainy i dali Juszczence czas na uznanie swoich żądań do 1 grudnia, a skoro zostali zignorowani zwrócili się do Rosji. 22 grudnia prasa rosyjska doniosła, że Rusini zakarpaccy proszą Moskwę o uznanie ich niepodległości i oczywiście przypadkowo 10 dni później, kiedy temperatury w Europie wreszcie spadły, wybuchł kryzys gazowy. Trudno powiedzieć ilu spośród 1,2 mln mieszkańców Zakarpacia popiera ruch rusiński, który głosi, że Rusini są czwartym narodem wschodniosłowiańskim. Przywódca „republiki zakarpackiej” Petr Hećko domaga się kontroli nad rurociągami przechodzącymi tędy na Słowację. Jednocześnie padają groźby, według prasy rosyjskiej, wysadzania gazociągów i ropociągów przez partyzantów (rosyjski specnaz) i sprowadzeniu rosyjskich sił szybkiego reagowania.

Wszyscy się spodziewali, iż akcja szantażu Ukrainy podziałem zacznie się od Krymu, ale na półwyspie nie ma gazociągów i nie można rozegrać całej operacji w kontekście europejskim. Nawet jeśli pod naciskiem Rosja musiałaby ustąpić w sprawie gazu, pozostaje ruch rusiński i dowód na niestabilność i sezonowy charakter państwa ukraińskiego. Przecież o Polsce Niemcy też twierdzili, że jesteśmy Saisonalstaat.

Cele operacji

Rosja wywołała kryzys nie tylko by uzyskać poparcie dla budowy gazociągów, północnego (bałtyckiego) i południowego (Burgas-Adrianopolis), ale by wymusić ich sfinasowanie przez Unię. Tego typu projekty nie są nowe. W latach osiemdziesiątych Romano Prodi, jak się obecnie okazało, agent KGB na stanowisku premiera Włoch, lansował już ideę zainwestowania przez EWG 70 mld dolarów w wydobycie ropy w Sowietach i kolejnych 70 mld w budowę infrastruktury transportowej.

Rosja chce odciąć od Europy Ukrainę, przedstawiając ją jako niegodnego zaufania, niewiarygodnego, niestabilnego partnera, z którym wszelkie kontakty będą niezwykle kosztowane dla państw Unii. Zaatakowana Ukraina jest przedstawiana jako troublemaker, od którego lepiej trzymać się z daleka. Najlepiej to widać po treści wpisów na forach internetowych rosyjskiej agentury wpływu w Polsce. Wygrana Rosji byłaby jednocześnie nauczką dla wszystkich państw chcących zrzucić z siebie kuratelę rosyjską i pokazałaby, iż na zdradziecki Zachód nigdy nie można liczyć.

Odcięcie gazu dla Ukrainy uderza najbardziej w przemysłowe i prorosyjskie regiony wschodnie. Akcja ta ma bowiem zmienić wewnętrzny układ sił na Ukrainie, wywołując niezadowolenie ludności, które powinno skierować się przeciwko obecnej władzy i ułatwić wygranie wyborów prezydenckich przedstawicielowi tamtejszej partii rosyjskiej. Dlatego wznowienie dostaw gazu do Europy wcale nie oznacza ich wznowienia dla Ukrainy. Oficjalnie Rosja żąda 450 dolarów ale właśnie cena gazu powinna spaść, gdyż jest ona kwotowana na cenach ropy z opóźnieniem 9-cio miesięcznym. W związku ze spadkiem cen ropy według premiera czeskiego Topolanka  cena 1 tys. m3 gazu może wynieść 250 dolarów, czyli stawkę, która Ukraina jeszcze byłaby w stanie zapłacić. Cena 450 dolarów oznaczałaby katastrofę dla przemysłu ukraińskiego, więc skutek byłby taki sam jak przerwanie dostaw.

Po wznowieniu dostaw gazu Unia przestanie interesować się Ukrainą i Rosja osiągnie swoje cele taktyczne, o ile w Polsce i innych państwach regionu jak zwykle wygra partia i agentura rosyjska. Nazwanie po imieniu haniebnej kampanii rosyjskiej agentury wpływu przeciwko prezydentowi Polski za to, że swoją akcją uniemożliwił wjazd rosyjskich czołgów do Tbilisi, spowodowało jednak, iż tym razem agentura w mediach wytraciła impet i nie była już w stanie powtórzyć wściekłego ataku z czasu kryzysu gruzińskiego przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu za to, że broni interesów państwa polskiego. I to jest jedyna pozytywna wiadomość.

Posłuszeństwo się nie opłaca

Rosja nie traktuje poważnie rządów, które podporządkowują się jej interesom. Najlepiej o tym świadczy fakt, iż największe koszty operacji ukraińskiej zapłaciła Słowacja, Węgry i Bułgaria. Szacuje się, że każdy dzień przestoju w produkcji w Bułgarii będzie kosztował 250 mln euro. Słowacja musiała ogłosić stan wyjątkowy w gospodarce i zapowiedzieć ponowne uruchomienie reaktora w elektrowni atomowej w Jaslowskich Bohunicach, co powoduje konflikt z Brukselą, a więc izolację i wzmocni powiązań z Rosją. Tak płacą kraje, które współdziałają z Rosją w realizacji jej strategii energetycznych macek zniewalających Europę. Bułgaria ma budować rurociąg Burgas – Adrianopolis, Węgry wpuściły Gazprom do swego sektora naftowego, Słowacja odmówiła wszelkich działań uniezależniających jej sektor energetyczny od Rosji. Słusznie więc społeczeństwa, które poparły takie rządy, płacą teraz za swoje decyzje wyborcze.

Autor publikacji: 
Polityka zagraniczna: 
INTERMARIUM: 
GEOPOLITYKA: 
ROSJA: