You are here

Operacja Cenckiewicz

Jak wykańcza się w III RP ludzi? Oto drobny przykład scenariusza już zrealizowanego ale jeszcze nie zakończonego.

Pierwszy jest przeciek. 1 września Andrzej Kołodziej, oddany człowiek marszałka Senatu Bogdana Borusewicza, oświadczył w rozmowie prywatnej, że 9 września Cenckiewicz nie będzie już pracował w IPN. Trudno powiedzieć czy Kołodziej tylko chwalił się wiedzą tajemną czy posłużono się nim by pokazać kto tu rządzi, skoro z góry może decydować kiedy Cenckiewicz (a w przyszłości jakikolwiek inny „niebłagonadiożnyj”) zostanie z IPN wyeliminowany. W takich akcjach kluczowa jest koordynacja działań i rozplanowanie ataku medialnego.

Pierwsze pytanie to data; dlaczego akurat 9 września miało być już po wszystkim? Co takiego miało wydarzyć się wcześniej, 8 września?

Tego dnia miało odbyć się w Liceum Plastycznym w Gdyni spotkanie z uczniami Andrzeja i Joanny Gwizdów, Krzysztofa Wyszkowskiego i Sławomira Cenckiewicza. 4 września, a więc w momencie kiedy na Cenckiewicza już od trzech dni był kontrakt, zaproszono do Liceum Bogdana Borusewicza i jak twierdzi „doszło do skandalu”, iż nie poinformowano go, że „kilka dni później w tej samej szkole odbędzie się spotkanie z Gwiazdą, Walentynowicz, Cenckiewiczem, Wyszkowskim…" Gdyby Borusewicz wiedział o zaproszeniu Gwiazdów i innych „zbrodniarzy”, jak sugerował, nie odwiedziłby swojej starej szkoły. Z dat jednak jasno wynika, że spotkanie w szkole było jedynie pretekstem zaplanowanym do nagonki i pokrętnych tłumaczeń.

Marszałek uzurpował sobie tym samym prawo veta. Jest to postawa charakterystyczna dla obrońców Uzbekistanu. To oni przecież powinni decydować kto ma prawo pisać książki, artykuły, na jakie tematy, kto może występować w radiu i telewizji, czy działać politycznie, krótko – kto ma prawo istnieć publicznie, a nierespektowanie ich prawa veta oznacza brak pluralizmu i pisanie historii od nowa, upadek obyczajów i moralną nędzę winnych nieuprawnionego wypełzania z mysiej nory na forum publiczne.

Między 8 a 12 września doradca Marszałka Małgorzata Gładysz wykonała telefon do kierownika referatu edukacji gdańskiego IPN, w którym sugerowała, że należy się przyjrzeć działalności IPN od czasu wydania książki Cenckiewicza i Gontarczyka, zwłaszcza w kontekście dyskusji o budżecie. Kilka dni później do dyrektora gdańskiego IPN telefon dyscyplinujący wykonał sam Marszałek.

8 września zaczął się atak medialny na uczestników spotkania; główne skrzypce jak zwykle w takich wypadkach przypadły „Wybiórczej”; w wydaniu centralnym Paweł Wroński a w trójmiejskiej edycji gazety Maciej Sandecki atakował nieuprawnionych do istnienia. 9 września akcję kontynuował Sandecki („Lekcja historii Gwizdów i Wyszkowskiego”).

Tego samego dnia, 9 września poseł PO Arkadiusz Rybicki mówił w gdańskiej TVP. że Platforma żałuje głosowania na kandydaturę Janusza Kurtyki, przy wyborze na prezesa IPN. Było to więc ostrzeżenie, iż prezes IPN powinien się pospieszyć, a telefon Małgorzaty Gładysz miał charakter polecenia, którego lekceważyć nie można. Grożono więc już nie tylko sankcjami finansowymi ale i personalnymi wobec samego Janusza Kurtyki.

10 września Paweł Wroński kontynuował atak na spotkanie ze „zbrodniarzami” w Liceum Plastycznym w Gdyni.

Wreszcie 11 września Cenckiewicz złożył dymisję, dokonując kolejnej zbrodni, gdyż spóźnił się co najmniej o trzy dni. 15 września prezes Janusz Kurtyka dymisję przyjął, spóźnił się wszakże w porównaniu ze scenariuszem o tydzień. Nie będzie mu to oczywiście darowane.

11 września TW „Bolek” zapowiedział, iż będzie się sądził z Cenckiewiczem i Gontarczykiem, kiedy prawo na to pozwoli. Teraz taki proces byłby z góry przegrany, ponieważ „dziennikarze i historycy mogą robić, co im się żywnie podoba”. Był to znak, iż po udanej operacji Cenckiewicz, następna będzie dotyczyła zamknięcia ust osobom, które chciałyby badać agenturalną przeszłość elit Ubekistanu.

17 września IPN zdementował pogłoski, jakoby przedstawiciele kierownictwa Platformy Obywatelskiej lub rządu naciskali na władze Instytutu w celu zwolnienia z pracy Sławomira Cenckiewicza. Fakt. Marszałek Borusewicz nie jest przecież ani członkiem Platformy, ani rządu. On po prostu musi pracować w polityce, bo na emeryturę jeszcze za wcześnie, a przecież musi z czegoś żyć. 

17 września Azrael („Wybiórcza”) w salonie24 w poczuciu triumfu z sukcesu operacji Cenckiewicz, opluwał historyka w swoim znanym stylu. Przy czym okazało się, że jego największą zbrodnią nie jest książka o Wałęsie tylko piastowanie stanowiska szefa komisji likwidacyjnej ds. WSI. Wiemy przynajmniej co najbardziej boli oficerów prowadzących Ubekistanu i skąd się wywodzą.

W sieci pojawiły się informacje, że dymisja Cenckiewicza nie jest związana z domniemanymi naciskami na niego, czy na prezesa Janusza Kurtykę, lecz po prostu tym, że „szanowny Pan Doktor nie wywiązywał się jak należy ze swojej pracy administracyjnej, lecz sobie bimbał i jeździł na “spotkania autorskie” i konferencje”. Akcja triumfalnego tańca agentury na grobie historyka trwałaby zapewne dalej, gdyby nie niespodzianka. Skazani postanowili potulnie nie iść na rzeź, co powinni normalnie zrobić. Na przykład jak Piotr Pałka zwolniony przez red. Gabryela z „Rzeczpospolitej” ponad rok temu za ujawnienie, że doszło do nacisków na IPN i prezesa Kurtykę ze strony otoczenia Tuska by Instytut nie śmiał publikować książki Cenckiewicza i Gontarczyka, bo ….

Między 17 a 20 września okazało się, że poświęcenie kolejnej osoby skazanej przez Ubekistan na likwidację nie zakończyło się powszechną radością, że dzięki temu zapewni się spokój i ataki Ubekistanu ustaną, jak zwykle w takich wypadkach dotąd bywało. Oburzenie wśród zwolenników IV RP nie pozwoliło na biesiadowanie na grobie Cenckiewicza, więc doszło do zwrotu.

20 września prezes Kurtyka ujawnił, że Borusewicz naciskał, iż doszło do "nacisków i gróźb" pod adresem IPN, że osoba (tj. Małgorzata Gładysz), która dzwoniła do Instytutu z biura marszałka Senatu Bogdana Borusewicza, "sformułowała również opinie dotyczące budżetu" IPN. Kurtyka powiedział, że "osoba ta groziła, że obecna działalność Instytutu, a konkretnie książka o Lechu Wałęsie autorstwa Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka, odbije się na budżecie IPN. Kilka dni później sam pan marszałek telefonował do dyrektora oddziału gdańskiego".

Teraz należy spodziewać się skoncentrowanego kontrataku „Wybiórczej” (Czuchnowski, Wroński i pomniejsi), „Dziennika” (Anna Marszałek – znana obrończyni pracy agenturalnej), TVN oraz TOK FM, a na salonie24 odezwie się oburzony „Azrael" w obronie sponiewieranego marszałka Borusewicza, tak zasłużonego dla Polski w odróżnieniu od nikomu nieznanych przybłędów i uzurpatorów w rodzaju Gwiazdów i Wyszkowskiego, że o Walentynowicz nie wspomnę, którzy podstępem chcą się wedrzeć do historii. A ja mam pomysł, może Cenckiewicz zapowiedziałby, że w ramach podziękowania Marszałkowi napisze jego biografię, m. in. przy wykorzystaniu ipnowskich źródeł, może nawet ze zbioru zastrzeżonego.

Autor publikacji: 
Ubekistan: 
Źródło: 
21 września 2008