You are here

PUTIN CZYLI NIKT. Nowy Piotr Wielki czy Ławrentij Beria?

Kim jest naprawdę nowy prezydent Rosji Władimir Putin? Dziennikarze zachodni nazywają go "czarną skrzynką", człowiekiem "tajemniczym i okrutnym", jak chce "Financial Times" lub "dyskretnym o temperamęcie mordercy", jak woli "Le Monde", czy może "zdolnym do wszystkiego", jak sugeruje "L'Express"? A może Putin po prostu nie ma żadnych cech charakterystycznych, jest całkowicie przeciętnym, bladym wykonawcą rozkazów i dlatego może przybierać dowolną pozę wypracowaną przez specjalistów od propagandy?

Prezydent rewanżu narodowego

Wdowa po Andreju Sacharowie, Elena Bonner i byli dysydenci postrzegają dojście Putina do władzy jako "nowy etap wprowadzania zmodernizowanego stalinizmu". Proces powrotu do władzy KGB rozpoczął się stopniowo za Jelcyna by teraz rozwinąć się w pełni. Jakżeż znajomo brzmiały przechwałki Putina wygłaszane w okresie kampanii prezydenckiej, kiedy nasz bohater chełpił się, że "nigdy nie przeczytał żadnej książki dysydenckiej", ponieważ nie mógł powstrzymać się od myśli, że napisali je ludzie, którzy "zdradzili" ojczyznę.

Aleksei Simonow, przewodniczący Funduszu "Głasnosti", uważa, że "obecna sytuacja każe raczej myśleć o roku 1953, kiedy po śmierci Stalina, Beria próbował przejąć władzę: był on wielkim człowiekiem tajnych służb i też chciał zmodernizować kraj".

Najczęściej jednak Putin określany jest i nie bez racji, jako "prezydent rewanżu narodowego". W programie z 26 lutego 2000 roku Putin zapowiedział prowadzenie "polityki ekspansji zewnętrzenj w sensie pozytywnym tego terminu". A konkretnie?

W listopadzie 1999 roku stwierdził, że "interesy strategiczne Rosji obejmują region na Południe od niej i Bałtyk".

Jak możemy przeczytać w "Corriere della Sera", doradcy do spraw polityki zagranicznej Busha, Putin wyznał, że jest anty-Gorbaczowem, tzn. pragnie "zachować za wszelką cenę jedność terytorialną Rosji", a nawet gotów jest sprowadzić byłych członków Układu Warszawskiego "do sfery wpływów moskiewskich".

Również w listopadzie ubiegłego roku Putin zwrócił się do Clintona: "Macie Amerykę Północną i Południową, Afrykę i Azję, czemu nie moglibyście zostawić nam przynajmniej Europy"?

Prezydent Rosji jest więc "szczery i otwarty", jak mówi Madleine Albright i nie ukrywa, iż ma trzy cele strategiczne: opanowanie WNP, podporządkowanie Europy Ârodkowej i oderwanie od USA Europy Zachodniej.

1 grudnia 1999 roku, a więc za premierostwa Putina, Duma przyjęła ustawę umożliwiającą ponowny podział terytorialny republik federacyjnych oraz przyjęcie do Federacji Rosyjskiej nowych państw lub ich części. Legislacyjna droga do restauracji Związku Sowieckiego została więc otwarta tylko na razie chętnych brak.

Spróbójmy prześledzić pod wpływem jakich doświadczeń kształtowały się charakter i poglądy Putina.

Proste życie człowieka sowieckiego

Putin tak podsumował swoją karierę w wywiadzie dla "Kommersanta":

"Moje życie jest proste jak linia papilarna: po szkole wstąpiłem na uniwersytet, stamtąd poszedłem do KGB, z KGB na ratusz Petersburga, stamtąd do administracji prezydenta; następnie FSB, później zostałem premierem, następnie pełniącym obowiązki prezydenta". Czy rzeczywiście wszystko układało się tak prosto?

Władimir Putin urodził się 7 października 1952 roku w Leningradzie. Był trzecim, bardzo późnym dzieckiem, gdyż matka miała wówczas już 41 lat. Jego dwaj młodsi bracia zmarli; jeden niedługo po urodzeniu, drugi na dyfteryt w czasie wojny. Młody Władimir wychowywał się więc jako jedynak, oczko w głowie rodziny.

Jego ojciec był weteranem wojny, brygadzistą i sekretarzem komórki partyjnej w fabryce taboru kolejowego. Mieszkali biednie, w mieszkaniu komunalnym bez ciepłej wody, ze wspólną toaletą i kuchnią, po której czasami hasały szczury. Rodzina Putina nie należała więc do uprzywilejowanych, ale raczej do przeciętnych ludzi sowieckich. Tym większa musiała być chęć wybicia się młodego Władimira. Tym bardziej, że niski wzrost pchał go do szukania jakiejś formy kompensacji.

Religijna matka podobno ochrzciła w tajemnicy Władimira, ale w domu na pewno panowały prawidłowe, sowieckie poglądy na świat. Putin jako uczeń wybijał się znajomością politgramoty, historii sowieckiej i języka niemieckiego. Tam gdzie potrzebna była wiedza konkretna, np. z chemii, był słaby.

Dziadek Władimira był kucharzem w siedzibie Lenina, a później Stalina. Putin od dziecięcych lat musiał więc słuchać opowiadań o przywódcach sowieckiego państwa. Był prawdopodobnie zafascynowany władzą, siłą i chęcią górowania nad innymi, a niepozorna budowa tylko wzmagała tą żądzę.

Putin zaczął więc trenować wschodnie sztuki walki, najpierw, sambo, potem judo, w którym doszedł do czarnego pasa. Z całej filozofii judo zapamiętał tylko jedną maksymę, którą później często powtarzał i stosował w życiu: "musisz uderzyć pierwszy i to tak silnie by twój przeciwnik już nie stanął na nogi".

Nic też dziwnego, że wybrał karierę tam gdzie mógł ową regułę stosować bez ograniczeń. Gdy skończył 15 (inne źródła podają 17 lat) postanowił zostać agentem KGB i udał się w tym celu do leningradzkiej siedziby bezpieki. Tam wyjaśniono mu jednak, że KGB samo rekrutuje swych pracowników i poradzono wybrać studia prawnicze.

Tak też uczynił i w 1970 roku został przyjęty na Wydział Prawa Uniwersytetu Leningradzkiego.

KGB zwerbowało go jeszcze przed ukończeniem studiów w 1975 roku. Władimir Putin zdążył jeszcze podonosić na swoich kolegów i wykładowców, m.in. na Aleksandra Sobczaka, który miał w przyszłości odegrać decydującą rolę w jego życiu. Po ukończeniu studiów został już oficjalnie skierowany do pracy w KGB.

"Szantaż, wódka, groźba zabójstwa"

Praca w bezpiece ostatecznie ukształtowała charakter oraz poglądy na świat Putina i zdecydowała o jego całym przyszłym życiu, czemu sam daje wyraz co roku składając kwiaty na grobie Andropowa.

Pierwsze 8 lat pracy w I Zarządzie KGB (wywiad) upłynęło jednak na spełnianiu rutynowych, drugorzędnych zadań. Putin szpiegował obcokrajowców w Leningradzie i kontaktujących się z nimi Rosjan. Zajęcie to nie rokowało żadnych widoków na przyszłość i Putin skarżył się do przyjaciela z lat studenckich, Połochowa, że jego kariera stanęła w miejscu.

I wtedy ktoś dostrzegł Putina. W 1984 roku wysłano go do Szkoły Czerwonego Sztandaru i Wywiadu Zagranicznego KGB nr 101. Jej ukończenie dawało mu możliwość pracy na Zachodzie i poznanie innego świata i zakosztowanie prawdziwego życia.

W 1984 roku Putin przybył do Drezna jako major KGB na Angelikastrasse 4. Po drugiej stronie ulicy znajdowała się kwatera Stasi, z którą Rosjanie ściśle współpracowali.

W tym też czasie ożenił się z germanistką Ludmiłą, która urodziła mu dwie córki; w 1986 i 1987 roku. Dziś córki Putina uczą się w niemieckiej szkole w Moskwie.

Specjalnością majora Putina była kradzież technologii. W Dreznie kirują jednostą infiltrującą środowiska naukowców by uniemożliwić im ucieczkę na Zachód, szpieguje Siemensa i IBM. W tym celu rekrutuje szpiegów wysyłanych do RFN jako naukowców i dziennikrzy. Sam podróżuje często pod fałszywym nazwiskiem po Niemczech, Austrii i Szwajcarii. Z tego okresu istnieje zdjęcie Putina czekającego pod jednym z supermarketów w Berlinie Zachodnim na tajny kontakt. Większość czasu major spędzał jednak analizując dane w biurze w Dreźnie lub Lipsku, gdzie oficjalnie był szefem Towarzystwa Przyjaźni Niemiecko-Sowieckiej. Werbował też agentów ćwiczonych w "łączności bezprzewodowej", gdyż prawdopodobnie był łącznikiem z centrum podsłuchów Stasi.

29 marca 1989 gen. Horst Böhm, szef Stasi w okręgu Drezna, napisał do gen Władimira Szirokowa, zwierzchnika Putina, skarżąc się, że KGB rekrutuje rezerwistów armii wschodnioniemieckiej odchodzących do cywila, wcześniej już zwerbowanych przez Stasi. Powodem listu była właśnie działalność majora Putina. Na ogół współpraca musiała układać się dobrze, skoro w listopadzie 1987 Putin otrzymał złoty medal Stasi.

Pracując w wywiadzie przemysłowym major Putin zrozumiał, jak sam później wspominał, że systemu nie da się zmodernizować i uratować, ponieważ przepaść jest tak wielka, że transfer technologii jest niemożliwy bez jego zmiany. Nawet w biurach KGB wolano pracować na zachodnich komputerach Commodore niż na enerdowskich Robotronach.

W okresie "pieriestrojki" Putin był prawdopodobnie łącznikiem między KGB i szefem SED w okręgu Drezna przewidywanym przez Moskwę na następcę Honneckera. To działając na arenie niemieckiej w RFN, potem podczas rewolucji w NRD wyrobił sobie zdanie o możliwości i łatwości manipulowania opinią publiczną, którą można dowolnie sterować w zależności od zastosowanych środków. Pogarda dla człowieka, przekonanie o absolutnej sile manipulacji już nigdy nie opuściły Putina. Sam często powtarza, iż "istnieją trzy sposoby oddziaływania na człowieka: szantaż, wódka i grożba zabójstwa". Słowo służy jedynie manipulacji i nie wyraża myśli, dlatego Putin może mówić dowolne rzeczy. Jak uczono w KGB, należy mówić to co rozmówca chce usłyszeć. Putin woli raczej słuchać niż mówić, nie wyciąga pospiesznych wniosków lecz umie kalkulować i decydować.

Zdaniem Leonida Keselmana, petersburskiego socjologa, Putin "wierzy, że ludzie są masą, którą można ugniatać i formować zgodnie z ich najlepszymi interesami".

W końcowej fazie służby w NRD Putin pytał wielokrotnie Moskwę o instrukcje, ale centrum milczało. Wtedy zrozumiał, jak później napisze, że "kraj już nie istnieje".

To w czasie służby w KGB Putin przekonał się do skuteczności zachodnich mechanizmów, ale pod warunkiem że będą ściśle nadzorowane zgodnie z wschodnią, sowiecką tradycją.

Putin był agentem średniego szczebla i doszedł do stopnia podpułkownika.

Wierny Rusłan

Putin wezwany do kraju w 1990 roku dostał stanowisko niskiej rangi. Oficjalnie był pomocnikiem prorektora Uniwersytetu Leningradzkiego ds kontaktów zagranicznych, pracując jednocześnie na etacie niejawnym KGB. Jego główne zadanie polegało na szpiegowaniu studentów i rektor podobno o tym wiedział. Było to stanowisko zastrzeżone dla emerytów KGB. Później tłumaczył, że nie zrobią kariery, gdyż nie pojechał do Moskwy, ponieważ nie chciał zostawić w Leningradzie chorego i starego ojca, ale prawda jest raczej bardziej prozaiczna - w Moskwie nikt Putina nie znał i nie potrzebował - przynajmiej na razie.

Nic więc dziwnego, że Putin czuł się urażony i skarżył się, iż państwo go już nie potrzebuje i że został "zwolniony bez emerytury". Do swojego przyjaciela Połochowa powiedział wówczas: "Póżniej im pokażę kim jest Putin".

Był to jedyny moment, gdy Putin, który całą swą karierę budował na demonstrowaniu braku ambicji i absolutnej wierności każdorazowemu szefowi, zdradził jak wielkie ambicje zrzerają jego duszę.

Gdy Sobczak spotkał przypadkowo Putina i spytał: "Co robisz?" - Nic - odpowiedział były uczeń.

"Przyłącz się do mnie" - zaproponował Sobczak i tak Putin został demokratą. Oczywiście najpierw zapytał o pozwolenie KGB, ale odpowiedź była pozytywna. Putin o wszystkim co początkowo robił przy Sobczaku informował swoich dawnych szefów z KGB.

W 1990 roku Putin został doradcą Sobczaka, wówczas przwodniczącego rady miejskiej, do spraw łączności z zagranicą. W praktyce zajmował się gromadzeniem materiałów kompromitujących wrogów swego byłego profesora oraz rozkradaniem surowców z państwowych magazynów.

W połowie 1990 roku grupa radnych pod kierownictwem Mariny Saljo i Jurija Gładkowa przeprowadziła śledztwo w sprawie nadużyń Putina. Putin zaproponował by za wydawanie licencji na wywóz zagranicę surowców i metali kolorowych z państwowych magazynów sprowadzić żywność do głodującego miasta. Metale sprzedano a żywność nigdy nie nadeszła. O milionowe nadużycia oskarżono Putina, ale komisja bezskutecznie domagała się od Sobczaka jego zdymisjonowania.

Wprost przeciwnie, gdy Sobczak został wybrany merem Petersburga, awansował Putina, mianując go w sierpniu 1991 roku przewodniczącym komitetu łączności z zagranicą, a w marcu 1994 roku również swoim pierwszym zastępcą. Putin przebywał zawsze w cieniu Sobczaka ale bez niego nie podejmowano żadnej decyzji. Joint ventures, licencje eksportowe, prywatyzacje, nic nie działo się bez Putina. Według NTV uruchomił znajomości niemieckie by ściągnąć inwestorów i sprowadził do Petersburga Dresdner Bank. Putin prywatyzował też hotele. To wówczas otrzymał przezwisko "szarego kardynała" i "wiernego Rusłana", gdyż działał w myśl kgbowskiej zasady: lepiej być straconym za wierność niż nagrodzonym za zdradę. Sobczak mawiał, że "z Putinem można iść na zwiady" i miał do niego całkowite zaufanie. Kiedy wyjeżdżał zagranicę, co było jego ulubionym zajęciem, Sobczak zawsze zostawia Putina w Petersburgu by pilnował jego stanowiska i poczynania wrogów.

Putin często musiał naprawiać stosunki Sobczaka z Dumą Petersburga, gdyż krewki mer bez przerwy popadał w konflikty z radnymi.

W dniu puczu Janajewa Putin pojawił się na lotnisku z uzbrojoną gwardią by zapewnić bezpieczeństwo Sobczakowi wracającemu z Moskwy.

Inkwizytor

W czercu 1996 roku Sobczak przegrał wybory i uciekł do Paryża, by uniknąć odpowiedzialności za ogromne malwersacje i niespotykane nawet w Rosji afery korupcyjne. Putin znów został sam, ale nie na długo.

Anatolij Czubais, pochodzący też z Petersburga kierownik administracji prezydenckiej został właśnie szefem kampanii wyborczej Jelcyna i autorem programu prywatyzacji. Czubais nie znał Putina, ale szukał sprawnego organizatora i wówczas ludzie Sobczaka zwrócili jego uwagę na Putina, który w Petersburgu zasłynął ze skuteczności podejmowanych działań. Czubais zaprosił więc Putina do Moskwy.Później, mając na myśli Putina, Czubais żartował, iż "sprywatyzował byłego agenta KGB".

Od sierpnia 1996 roku Czubais zrobił Putina zastępcą Kierownika Administracji Prezydenta FR, Pawła Borodina, który potrzebował zdolnego prawnika do manipulowania przepisami i pomocy w korumpowaniu członków Dumy. Instytucja kierowana przez Borodina była bowiem głównym ośrodkiem nie tylko przywłaszczania pieniędzy na potrzeby rodziny prezydenta Jelcyna, ale również jako jedyna mogła poza wszelką kontrolą wydawać ogromne sumy na przekupstwo polityczne. W ten sposób Putin wszedł do "Rodziny" i oddał jej wiele cennych usług.

W nagrodę za lojalność i w uznaniu skuteczności 25 marca 1997 Putin został mianowany naczelnikiem Głównego Zarządu Kontrolnego Prezydenta FR. Tu znów mógł rozwinąć swe zdolności w myśl zasady: "Szantaż, wódka, groźba zabójstwa".

Oficjalnie Putin miał zajmować się zwalczaniem korupcji na wyższych szczeblach władzy. W praktyce stworzył mini KGB, które kompletowało dossier wrogów politycznych Jelcyna i szantażem wymuszało posłuch posłów i gubernatorów.

Jednocześnie nasz bohater nie zaniedbywał wykształcenia. W czerwcu 1997 roku Putin został "kandydatem nauk" w Instytucie Górnictwa Petersburgu po obronieniu pracy pt.:"Planowanie strategiczne odnowy bazy surowcowej regionu w warunkach tworzenia gospodarki rynkowej". Niestety, dostęp do dysertacji jest zakazy i w bibliotece można zapoznać się tylko z jej streszczeniem. Wynika z niego, że praca dotyczy kosztów budowy portu i dróg w Petersburgu. Trudno na tej podstawie wyrobić sobie pogląd w sprawie wolnorynkowych przekonań obecnego prezydenta Rosji.

25 maja 1998 roku Putin został pierwszym zastępcą Kierownika Administracji Prezydenta tj. Pawła Borodina i szefem departamentu nadzorującego wprowadzanie w życie dekretów prezydenta. Putin powrócił więc do Borodina ale na wyższe stanowisko. W praktyce nadzorował administrację regionów i znów zbierał kompromitujące materiały przeciwko gubernatorom i regionalnym politykom, wymuszając szantażem ich posłuszeństwo. To wtedy zasłużył sobie na określenie "błyskotliwego użytkownika kompromatów".

24 lipca 1998 roku Jelcyn mianował Putina dyrektor Federalnej Służby Bezpieczeństwa. To wówczas wchodząc do budynku KGB Putin powiedział: "nareszcie w domu". Teraz mógł pokazać jak na prawdę może być użyteczny. Zainicjował kontrolę FSB nad internetem i rozpoczął prześladowania i podsłuchiwanie ekologów oraz działaczy ruchu obrony praw człowieka. Utworzył Departament Bezpieczeństwa Konstytucji, którego głównym zadaniem jest szpiegowanie partii politycznych, związkowców i polityków krytykujących Jelcyna.

Putin wyróżnił się atakami, które miały usprawiedliwić aresztowanie petersburskiego ekologo, Aleksandra Nikitina. W wywiadzie z lipca 1999 roku tłumaczył, że organizacje ochrony środowiska służą jako legenda dla zagranicznych służb wywiadowczych i dlatego należy je nadzorować. Według Walerija Borszczewa z Grupy Helsinki, Putin prowadził stałą wojnę z organizacjami obrony praw człowieka jak za czasów sowieckich.

Tygodnik francuski "L'Express" sugeruje, że Putin staą za zabójstwem Galiny Starowojtowej, dokonanym w momencie gdy wiozła z sobą 300 tys. dolarów. W każdym razie sprawców nigdy nie wykryto, a pieniędzy nie odnaleziono.

Prawdziwymi wrogami Putina nie byli jednak ekolodzy, gdyż nie mogli oni zagrozić władzy Jelcyna.

W marcu 1999 roku były premier Jewgenij Primakow, związany teraz z merem Moskwy Jurijem ¸użkowem, rusza kampanię afer Kremlowskich, chcąc zostać prezydentem. Już w lutym wybuchła afera Mabetexu i korupcji w rodzinie Jelcyna. Âledztwo prowadzi prokurator Jurij Skuratow, człowiek Łużkowa i Primakowa.

Putin otrzymuje wówczas zadanie zneutralizowania Skuratowa, a jednocześnie otrzymuje dodatkowe stanowisko sekretarza Rady Bezpieczeństwa (29.03.1999).

2 kwietnia 1999 na rozkaz Putina FSB zaraz po północy wyciągnęła z łóżka zastępcę prokuratora Moskwy Wiaczesława Rosinskiego, na Kremlu pokazano mu niewyraźne video i kilka niepodpisanych zeznań prostytutek oskarżających prokuratora generalnego Rosji, Jurija Skuratowa o opłacanie ich usług z kasy państwowej. Rosinski musiał podpisać rozkaz otwarcia śledztwa, dzięki czemu prezydent Jelcyn mógł wydać następnego dnia ukaz zawieszający Skuratowa. W ten sposób Putin uratował Jelcyna zagrożonego aferą Mabetexu.

Tylko jeden raz Putin okazał się nieskuteczny, kiedy w połowie lipca 1999 roku rozpoczął śledztwo przeciwko spółkom żony ¸użkowa, Eleny Baturiny. Prokurator par interrim, Jurij Czaika zamknął śledztwo za co został zwolniony na wcześniejszą emeryturę 9 sierpnia 1999 roku.

Premier

5 sierpnia 1999 roku zapadła decyzja o pozbyciu się premiera Stiepaszyna. Borys Bieriezowski zaproponował na to stanowisko Nikołaja Aksenenko, wicepremiera, a Czubais postawił kandydaturę Putina. Według innych źródeł Putina "odkryli": Bieriezowski, Wołoszyn i Jumaszew. Jakby nie było, w tym momencie Putin przeszedł z klanu Czubaisa do klanu Bieriezowskiego, skłóconych od 1997 roku. Jak mówił do Sorosa ten największy z oligarchów i skarbnik Jelcyna: "postawienie na Putina to była inwestycja. Rosyjscy ludzie interesu nie mogą sobie pozwolić na luksus powierzenia innym zarządzania państwem. Putin nie jest idealny, brakuje mu wizji strategicznej, ale czy widzi pan lepszego kandydata?"

W grudniu 1999 roku Bieriezowski przyznał: "Prawie każda polityka ma swoją cenę, prawie wszystkich kupiłem skorumpowałem", wszystkich z wyjątkiem Putina i zaraz dodaje: "Putin mówi o pozbyciu się oligarchów, ponieważ to właśnie trzeba powiedzieć wyborcom ... ale to jest niemożliwe".

9 sierpnia 1999 roku Putin został mianowany trzecim pierwszym wicepremierem, a następnie p.o. premiera. W tym czasie umarł mu ojciec. Putin poleciał na pogrzeb, a dwa dni później rozpoczął pełnienie obowiązków w Moskwie bez słowa o żałobie. 16 sierpnia Duma zatwierdziła go na stanowisku premiera.

Mianowanie na następcę Jelcyna było jedynie wynikiem roli jaką Putin odegrał na stanowisku premiera. Jak zdobył to stanowisko nadal pozostaje tajemnicą. Wiadomo jedynie, że plany Kremla uległy gwałtownej zmianie. Gdy na początku sierpnia 1999 roku Basajew najechał Dagestan, wojska rosyjskie go przepuściły. Mała wojenka rozgrywana na pokaz w Dagestanie miała początkwo mieć charakter ograniczony i umożliwić przekazanie władzy prezydenckiej Aleksandrowi ¸ebiediowi, przygotowywanemu do tej roli przez Bieriezowskiego. Tymczasem 13 września zaczynają wybuchać domy w kilku miastach Rosji, a wszystkie poszlaki wskazują, że bomby podkłada FSB. Putin oskarża natomiast o zamachy Czeczeńców i przekształca wojenne widowisko w Dagestanie w prawdziwą wojnę. Jego popularność rośnie, wariant Lebied ostatecznie upada. Droga do prezydentury staje otworem.

Putinowi nie można odmówić swoistego poczucia humoru. 18 grudnia 1999 roku na zebraniu oficerów bezpieki żartował: "grupie oficerów FSB powierzono tajne zadanie spenetrowania organizacji przestępczej i jej pierwsza misja właśnie zakończyła się powodzeniem". Nic więc dziwnego, że Putin przez wielu traktowany jest jako agent tajnych służb, którego prawdziwym zadaniem realizowanym od wielu lat było przeniknięcie do najwyższych władz i opanowanie ich przez KGB.

Nawet jeśli Putin dostał się do władzy w rezultacie gry interesów, które go przerastają, nie wypuścił już szansy. Przyszłość pokaże, czy zadowoli się rolą wykonawcy woli klanów i kompleksu wojskowego czy po umocnieniu się zechce wreszcie odgrywać samodzielną rolę.

Putin zbudował swoją karierę na braku cech indywidualnych, na demonstrowaniu całkowitej przeciętności, dzięki czemu nikt nie sądził, że może mu on zagrozić. Jak pisze "Time" jest to mały człowieczek o przebijającym spojrzeniu, powściągliwy, mało komunikatywny, ma w sobie coś mechanicznego. Odpowiednie rzeczy mówi właściwym ludziom, ceni skuteczność, dyscyplinę, porządek, ma żelazną wolę i determinację. Swoje decyzje realizuje bez względu na okoliczności. Bardziej cynicznym niż Putin już być nie można. "Time" nie dodaj jednak, że taka osobowość wynika z wieloletniego treningu w KGB.

Autor publikacji: 
Polityka zagraniczna: 
ROSJA: 
Źródło: 
Gazeta Polska październik 2000