You are here

POTRÓJNY SCENARIUSZ

Od kilku miesięcy było jasne, że historia Gorbaczowa dobiega końca. Już od dawna za jego pośrednictwem nie można było kontrolować społeczeństwa sowieckiego, do tego stopnia gensek-prezydent był znienawidzony przez zwykłych ludzi. Pozostała mu tylko funkcja żebraka międzynarodowego, tym bardziej że próba wylansowania Jelcyna na Zachodzie zawiodła i nie zdołał on w tej roli zastąpić Gorbaczowa. W sferach władzy w Moskwie mówiono otwarcie: „Trzymamy Gorbaczowa, bo jest dobry na kredyty”. Spotkanie państw uprzemysłowionych w Londynie pozbawiło go jednak tego ostatniego atutu, dzięki mężnej postawie Japończyków, którzy nie poparli przywódców Europy Zachodniej w wysiłkach na rzecz ratowania komunizmu i imperium. Odtąd Gorbaczow nie był już nikomu potrzebny.

Komuniści tradycyjni, a więc przede wszystkim ideologiczny segment nomenklatury, który w razie odrzucenia komunizmu poniósłby koszty transformacji ustrojowej, mógł pozbyć się niepotrzebnych już dekoracji pieriestrojki i powrócić do klasycznego modelu ustrojowego. Sam Gorbaczow, gdyby udało mu się postraszyć „twardogłowymi” Zachód, mógł jeszcze, chociaż czasowo, odzyskać swój główny atut, a jednocześnie rękami stalinistów zaprowadzić nieco porządku, zwłaszcza w rozwydrzonej Nadbałtyce. Komuniści nowocześni, ci, którzy znali Zachód i chcieli ratować imperium przez jego modernizację, widzieli, że warunkiem transformacji ustrojowej jest odrzucenie komunizmu, a więc likwidacja partii i zmiana systemu ekonomicznego dzięki pomocy Zachodu. Partia już od dawna była niepotrzebna, gdyż utraciła swe funkcje wobec społeczeństwa i jedynie przeszkadzała modernizacji. Przykład Europy Środkowej, zwłaszcza Polski, wykazał, że w nowych warunkach można kontrolować sytuację drogą pośrednią; przez więzy osobiste nomenklatury, korupcję, współpracę części dawnej opozycji w prywatyzacji (okradaniu) państwa itp. Gorbaczow stał na drodze do realizacji tych planów, gdyż nie mógł wyrzec się właśnie parti i– jednego z filarów swej władzy. Usunąć genseka-prezydenta byłoby jednak najlepiej cudzymi rękami. Zostawiając to zadanie „czarnej sotni”, zaś samemu występując w roli zbawców demokracji, można było zasłużyć na wdzięczność społeczeństwa i zachodnich polityków, którzy rozsupłaliby swe sakiewki.

Każdy przewrót rozpoczyna się od odcięcia łączności, zajęcia punktów strategicznych i aresztowania potencjalnych przywódców ruchu oporu. Organizatorzy puczu działali tymczasem tak, jakby chcieli go ułatwić. Wystarczy porównać działania organizatorów puczu z wprowadzeniem stanu wojennego w Polsce, a przecież KGB jest o wiele potężniejsze niż była policja Kiszczaka, zaś widoczny przeciwnik zamachowców – owe tłumy na ulicach Moskwy, słabsze od „Solidarności” w 1981 roku.

Tymczasem łączność działała bez zakłóceń; nie tylko moskiewska dysydencka „Ekspress-kronika" mogła swobodnie rozmawiać ze swym biurem w Nowym Jorku, by informować świat o wydarzeniach, ale także wewnątrz kraju praco¬wały wszystkie linie. Sowiet Rosji organizował opór drogą telefoniczną, przez centrale zajęte przez zamachowców. Telewizja, okupowana przez zamachowców nadała w programie „Wriemia” wystąpienie Jelcyna wzywające do ich obalenia! Na granicach żadnej dodatkowej kontroli, można było swobodnie przylecieć na Szeremietiewo i udać się pod dom Sowietów, by wziąć udział w „rewolucji”, co też uczynili np. Podrabinek i Roztropowicz.

W państwach bałtyckich, przewidzianych na pokaz terroru, również nie odcięto linii komunikacyjnych, by Zachód mógł dokładnie się dowiedzieć jak groźni są zamachowcy. Sam mogłem bez żadnych przeszkód rozmawiać telefonicznie 18 i 19 sierpnia z biurem rzecznika rządu litewskiego. W Wilnie kolumna czołgów jedy¬nie przejechała w pobliżu parlamentu.

W Moskwie żołnierzom nie wydano amunicji, natomiast obrońcy Sowietu Rosji mieli jej pod dostatkiem. Czołgi strzelające w nocy z 20 na 21 sierpnia używały ślepych pocisków. Jeden z nich lekko ranił (osmalił twarz) czeskiego fotografa. Przypomina to inscenizację bukareszteńską, gdy w grudniu 1989 roku wojsko strzelało w nocy wzdłuż ulic ślepymi nabojami, by sprawić wrażenie ciężkich walk z grupami wiernymi Ceausescu. Chociaż zabrzmi to cynicznie, dwie ofiary moskiewskiej „rewolucji” zginęły z powodu tłoku i zamieszania przy rzucaniu koktajlu Mołotowa. Na czołgach wisiały odezwy Jelcyna, wzywające do oporu przeciw juncie i oficerowie polityczni nie zrywali ich. Nie mieli takiego rozkazu? Jednostki OMON, które nie miały żadnych problemów w Tbilisi, Baku czy w Wilnie, w Moskwie padły ofiarami nagłego ataku ludzkich uczuć. Dla KGB zajęcie Sowietu Rosji nie stanowiło żadnego problemu, a tymczasem oddziały KGB odmawiały ataku, co wyjaśnił we francuskiej TV jeden z dowódców, znający jakby przypadkowo język francuski. Również całe oddziały Armii Sowieckiej z trzech dywizji odmawiały atakowania Sowietu Rosji, a wyżsi oficerowie przechodzili na stronę Jelcyna.

Nieliczni aresztowani byli zwal¬niani po kilku godzinach, widocznie by mogli opowiedzieć prasie o repre¬sjach junty. Najważniejsze jednak, że zamachowcy jakoś nie pomyśleli o internowaniu liberałów, Sobczaka, Popowa, a zwłaszcza Jelcyna. Sobczak swobodnie kursował między Moskwą i Petersburgiem. Pod Sowiet Rosji 12 czołgów podjechało, akurat gdy Jelcyn skończył konferencję prasową; prezydent Rosji wskoczył na jeden z nich, a całą inscenizację zaraz można było obejrzeć w TV. Dla każdego, kto choć trochę wie czym jest KGB i Armia Czerwona taki spek¬takl musi budzić podejrzenia.

Czy przywódcy przewrotu zadowoliliby się odegraniem farsy, gdyby w rzeczywistości chcieli dokonać zamachu, a nie zwykłej demonstracji siły? Czy nieskuteczność działań zamachowców nie była wynikiem głębokiej infiltracji ich grupy przez faktycznych reżyserów wydarzeń, którym był potrzebny przegrany zamach stalinistów?

Po stronie władz można wyróżnić trzy grupy. Pierwsza wzięta udział w przewrocie, jeśli można tak się wyrazić, „w dobrej wierze”, tzn. sądzili oni, że wszystko wraca do normy sprzed pieriestrojki. Do tej kategorii zaliczał się przede wszyst¬kim minister spraw wewnętrznych Pugo oraz aparatczycy, jak prezydenci: Tatarstanu– M. Szajmijew, Azerbejdżanu– A. Mutalibow, kierownictwo Krymu, sekre¬tarz KP Ukrainy – Hurenko i „pożyteczni idioci” jak reprezentant nomenklatury kołchozowej– Starodubcew i nomenkla¬tury przemysłu ciężkiego– Tiziakow (w razie modernizacji oba sektory byłyby zlikwidowane), którzy potraktowali pucz na serio i wzięli w nim udział lub poparli go. Postąpił tak aparat KPZR podpisując na siebie wyrok.

Drugą grupę stanowili ludzie Gorbaczowa, zarówno przywódcy puczu, jak Janajew, Kriuczkow, Jazow, jak też „grupa zagubionych”. Na Kremlu zamachowcy pracowali w biurach na tym samym korytarzu, co ludzie Gorbaczowa organizujący przeciwko nim opór lub raczej zbierający informacje. Jedynie korytarz podzielono na dwie części. Może ta farsa wynikała z faktu, że prawdziwymi oponentami Komitetu Ośmiu była grupa Jelcyna, gorbaczowcy zaś, którzy nie wzięli udziału w przewrocie, nie odgrywali żadnej roli, byli raczej obserwatorami. Jest też inne wytłumaczenie. Do 18 sierpnia organizatorzy puczu przebywali z Gorbaczowem na Krymie. Sam gensek, już w areszcie, nakręcił film wideo, o tym jak potępia pucz. Gdy ten się nie udał, Jazow i Kriuczkow natychmiast pojechali do Gorbaczowa, który ratując się sam, odciął się od generałów. Gdyby „zamach” się powiódł, Gorbaczow mógłby powrócić, oświadczyć, że o niczym nie wiedział jak w poprzednich wypadkach i ob¬wieścić, że będzie ratował co się da z pieriestrojki, ale potrzebuje pomocy, a jednocześnie mógłby pozbyć się swego rywala– Jelcyna. Generałowie, którzy dla Gorbaczowa grali wyznaczone role, nie spostrzegli się jednak, że ktoś im urządził teatr w teatrze. Manipulatorzy okazali się sami manipulowani.

Rzeczywiści kontrolerzy i inscenizatorzy wydarzeń znajdowali się w grupie Jelcyna i wśród ludzi stojących za Sobczakiem. Jelcyn miał MSW i KGB Rosji, które stanowi integralną część MSW i KGB sowieckiego, ale najważniejsze, że z Jelcynem pracowali funkcjonariusze wywiadu wojskowego– GRU (np. Kobiec), którzy też zapewniali ochronę Sowietu Rosji. Przygotowania do zamachu w KGB i wojsku nie mogły ujść uwagi GRU. Bez jego przyzwolenia nie byłoby w wojsku żadnych dezercji, a bez zachęty wywiadu KGB żadnych buntów OMON. Była to więc grupa znająca Zachód, ludzie, którzy są prawdziwymi auto¬rami pieriestrojki i planów modernizacji imperium i którzy dotychczas posługiwali się Gorbaczowem.

Przebudowa imperium i zastąpienie kontroli bezpośredniej– pośrednią, czemu służą umowy zawierane między Rosją i narodowymi komunistami, proklamującymi niepodległość swych republik, jest konieczna z punktu widzenia modernizacji i efektywności kontroli imperium w nowych warunkach. Zmiana jest też tożsama z usunięciem Gorbaczowa. Jeśli nowy związek nie będzie miał władz centralnych, jak proponuje Jelcyn, nie będzie mu potrzebny również prezydent, chyba że honorowy, a więc zniknie drugi filar władzy Gorbaczowa. 19 sierpnia miał on podpisać nowy traktat federacyjny, przewidujący istnienie władz centralnych, co wzmacniając jego prezydenturę utrudniałoby realizację planów Jelcyna. Przewrót nastąpił 18 sierpnia wieczorem.

Niebezpieczeństwo wynikające z wciągania społeczeństwa do inscenizacji polega na tym, iż zaczyna ono wierzyć w swą siłę i niezależną rolę, stawiając coraz to nowe żądania daleko wykraczające poza pierwotnie przewidziane granice. Gdy w porozumieniu z KGB policja czeska inscenizowała w Pradze śmierć studenta (agenta Zivczaka-Rużiczki), by wyprowadzić tłumy na ulice i przyspieszyć zmianę ekipy na Hradczanach, nie miała na celu oddania prezydentury w ręce V. Havla, lecz chciała ją powierzyć komunistom z 1968 roku. Może się więc zdarzyć, że społeczeństwo rosyjskie, które przebudziło się w sierpniu, nie zadowoli się reformą KGB, ale zażąda jego likwidacji, że dekomunizacja pójdzie znacznie dalej niż przewiduje w tej chwili grupa Jelcyna, że on sam będzie ewoluował wraz z wydarzeniami w kierunku demokracji lub zostanie zmiażdżony na następnym zakręcie historii bądź też powiedzie mu się odbudowa zmodernizowanego imperium.

Autor mieszka w Paryżu jest publicystą „Kultury”

Autor publikacji: 
Polityka zagraniczna: 
ROSJA: 
Źródło: 
Spotkania 2 września 1991 roku