You are here

PRZYWRACANIE PAMIĘCI

Teresa Bochwic, III Rzeczpospolita w odcinkach. Kalendarium wydarzeń styczeń 1989 – maj 2004, Arkana Kraków 2005, s.  289.

Wbrew tytułowi Kalendarium zaczyna się w roku 1985 a kończy w kwietniu 2005 roku i jest uzupełnione wykazem członków rządu i kancelarii, którzy przyznali się do współpracy ze służbami oraz listami Milczanowskiego i Macierewicza ale nie zawiera opublikowanego fragmentu listy Nizieńskiego.

Kalendarium Bochwic przywraca pamięć o 16 latach III RP. Politycy mają bowiem zwyczaj nie pamiętania o własnej przeszłości, a media pilnie baczą by naród był wiecznie chory na amnezję, gdyż tylko wtedy będzie dawał się łatwo manipulować agenturze. A propos agentury, przypomnijmy co powiedział szef MSW – Zbigniew Siemiątkowski na temat dziennikarzy-konfidentów UOP: „sam jestem zaskoczony, ilu ich jest” (15 luty 1996). Po antyPiSowskiej propagandzie widać, iż obecnie mają pełne ręce roboty. Przy okazji, Maciej Iłowiecki, szef Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich otrzymał z Instytutu Gaucka informacje na temat listy konfidentów wśród dziennikarzy, którą miał dysponować Mieczysław Wachowski. Część z nich przewerbowano do UOP (17 lipca 1992). Ciekawe kto dziś jest posiadaczem owej listy.  Jak widzimy warto więc szukać w Kalendarium wyjaśnienia przyczyn obecnych tajemniczych zjawisk, jak choćby jednomyślność dziennikarzy.

Ale wróćmy do polityków. Gdy zajrzymy do przeszłości, okaże się, że Jan Maria Władysław  obawiając się siepaczy PiSu, po prostu projektował własne doświadczenia. To on bowiem w „Trybunie” zapowiadał: „Kumple Olszewskiego działają już na granicy prawa, jeżeli je przekroczą, państwo ze swoją siłą powinno im się przeciwstawić” (20 lipca 1992). A gdy kontrolerzy NIK próbowali dokonać rutynowej kontroli URM, Jan Rokita im to uniemożliwił i określił kontrolę NIK jako „stalinizm”. (19 listopada 1992). Wiemy przynajmniej jak praworządność wyglądałaby według Jana Marii Władysława i mamy nareszcie nową definicję „stalinizmu”.

Kalendarium Teresy Bochwic pozwala odkrywać, zwłaszcza młodemu czytelnikowi, fundamenty III RP.  Kto dziś pamięta, iż 28 kwietnia 1990 roku Sejm nie tylko odrzucił projekt nacjonalizacji majątku b. PZPR, ale przy aktywnym poparciu posłów Kuronia i Michnika utrzymał przywileje emerytalne dla b. pracowników peerelowskich organów ścigania. „Pogląd, że należy zrównać prawa emerytalne Michnik nazwał „zoologicznym antykomunizmem”. Naczelny „Wybiórczej” był konsekwentny i w rocznicę 13 grudnia 1991 roku opublikował artykuł „W imię przebaczenia”, w którym pisał: „zwracam się do posłów Sejmu RP, aby uchwalili ustawę abolicyjną dla jego [stanu wojennego] architektów”. Taki mały prezent rocznicowy dla „ludzi honoru”. Czy zatem powinno dziwić, że w tym czasie według badań Pentora połowa Polaków uważała stan wojenny za uzasadniony.

Szkoda, że autorka nie podaje nazwisk 6 posłów „S” OKP, których głosami Sejm odrzucił projekt ustawy o uznaniu Informacji Wojskowej, Urzędu Bezpieczeństwa Państwa i SB za organizacje zbrodnicze (5 października 1990). Gdy dziś patrzymy na budowniczych fundamentu Ubekistanu, nasuwa się tylko jedno określenie ówczesnego sejmu – „parlament hańby”.

Gdy KPN złożył w Sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej wniosek o postawienie gen. Jaruzelskiego i 25 członków WRON i Rady Państwa PRL przed Trybunałem Stanu za stan wojenny, TW „Mirek” – prywatnie autorytet moralny  Andrzej Szczypiorski  - natychmiast pomysł skrytykował w „Wyborczej”, a ks. Dembowski zadeklarował: „Nie jest to dobry czas na dyskusję o karaniu ludzi odpowiedzialnych za stan wojenny” (9 grudnia 1991). Jak się okazało przez następne 15 lat czas również był nie odpowiedni.

Kiedy prawnik Adama Michnika od rana do wieczora wysyła pozwy przeciwko dziennikarzom, którzy ośmielili się napisać, iż jego mocodawca nie jest wzorem cnót wszelakich, a zwłaszcza mają czelność pisać, iż Michnik oglądał w MSW cudze teczki, wystarczy otworzyć Kalendarium i przeczytać: „13 kwietnia 1990 „Gazeta Wyborcza” dyskretnie poinformowała, że jej redaktor naczelny, poseł Adam Michnik przegląda „teczki z aktami obecnych liderów "S" zawierające materiały o ich działalności do grudnia 1988.” I co teraz? Trzeba będzie wydrukować stare numery „Wybiórczej” w nowej wersji.

A kto dziś pamięta, iż ostatnia ingerencja cenzury miała miejsce 6 października 1990 roku, a więc w ponad rok od utworzenia „rządu niekomunistycznego”. Wstrzymano wówczas w CAF PAP zdjęcia gen. Jaruzelskiego z małżonką i sowieckim generałem podczas toastu, ponieważ fatalnie wypadli na zdjęciu.”

W kilku miejscach autorka zawahała się, zapewne sądząc, iż może lepiej nie narażać się przypominaniem wszystkim wszystkiego. Podejście błędne, ponieważ i tak napisała wystarczająco dużo prawdy by zostać zlinczowana. I tak czytamy: „18 lipca 1991 Wałęsa w kwaterze głównej NATO w Brukseli nie zadeklarował woli przystąpienia Polski do paktu, usunął też z rozdanego już dziennikarzom tekstu przemówienia akapit na temat trudności z wyprowadzeniem wojsk sowieckich z Polski.” Owo „usunięcie” nastąpiło jednak  pod naciskiem ministra Wachowskiego. I gdy już jesteśmy przy naszym Nobliście, warto przypomnieć 19 sierpnia 1991 roku. To wtedy „Kraje zachodnie (Genscher z RFN) zapowiedziały natychmiastowe przyjęcie Polski do NATO w przypadku powodzenia puczu. Wałęsa skonsultował się telefonicznie z Jaruzelskim.”  I już nie dowiadujemy się, iż następnie napisał list do Moskwy z poparciem dla „każdej władzy”, a więc i Janajewa.

Kalendarium pozwala także na poznanie informacji, które w swoim czasie umknęły opinii publicznej, skrzętnie skrywane przez agenturę w mediach. Pamiętamy o historii szyfrogramu premiera Olszewskiego do Wałęsy w Moskwie w sprawie polsko-sowieckich spółek na terenie byłych radzieckich baz wojskowych.  Stał się on przedmiotem żartów prosowieckiej agentury w mediach i „nie zauważono”, że „likwidacja baz była warunkiem wstąpienia Polski do NATO” (22 maja 1992).

W Kalendarium możemy też wreszcie odszukać informacje jak zakończyły się rozmaite głośne skandale i konflikt, które przeszły do historii III RP, ale właśnie już nikt „nie pamięta” jaki był ich finał. Pamiętamy, że w maju 1992 roku Gąsiorowski zeznał przed prokuratorami polskimi w Izraelu, że Maciej Zalewski uprzedził szefów Art.-B o planowanym aresztowaniu. I w tym miejscu wiedza ludowa się zatrzymuje. Tymczasem „w roku 2000 okazało się, że uczynił to Jerzy Dziewulski z SLD”, oczywiście ni ponosząc żadnych konsekwencji swego czynu.

Wszyscy pamiętają zarzuty Jarosława Kaczyńskiego o powiązania Wachowskiego z SB. Przypomniały o tym ostatnio wszystkie stacje telewizyjne ale „zapominiały” dodać, iż po zakończeniu kadencji Wałęsy Wachowski wycofał oskarżenie, a prokuratura warszawska umorzyła sprawę, mimo iż wcześniej skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu (października 1993). 

Gdy już jesteśmy przy prokuraturze, wystarczy spojrzeć pod datę 22 stycznia 1997 roku i już wiemy dlaczego w III RP gangsterów nie można było zapakować do więzień: „napad na pizzerię w podwarszawskich Markach, zakończony całodniową bitwą policji z bandytami. Aresztowano 18 osób, wśród nich Henryka Niewiadomskiego „Dziada”, szefa gangu wołomińskiego. Po dwóch dniach zwolniony z powodu złego stanu zdrowia (klaustrofobia), podobnie jak reszta zatrzymanych”. Bandyci po prostu nie mogą siedzieć w więzieniach bo mają klaustrofobię!

Teresa Bochwic dużą wagę przywiązuje do informacji na temat kształtowania się obecnego mafijnego układu gospodarczego. Jako datę powołania pierwszych banków komercyjnych podaje jednak styczeń 1989 roku, gdy tymczasem początek tego procesu należy cofnąć do 1987 roku. A więc na długo przed powołaniem w styczniu 1988 roku przez SB miesięcznika „Konfrontacje”, „którego zadaniem było promowanie „rozsądnej” części opozycji” i opublikowaniu w lutowym numerze słynnego wywiadu z Bronisławem Geremkiem. Wszyscy wiedzieliśmy o powstaniu w roku 1988 „Intersteru”  Rakowskiego i Sekuły oraz „Transakcji”, ale o6kazuje się, że do jej spółek-córek należy również MUZA.

Kalendarium przypomina o podstawowych operacjach finansowych okresu transformacji. Z kont PZPR dewizy zostały przeniesione na konto SdRP dzięki Wiktorowi Adamczykowi poprzednio w Wydziale Zagranicznym KC PZPR oraz przypadkowo wiceprezesowi Art-B. Przed powołaniem Komisji Likwidacyjnej RSW „Prasa – Książka – Ruch”, RSW „Prasa” zdążyła przelać 44 miliardy zł na konto SdRP (marzec 1990). Zaraz potem SdRP oddało 7,5 mln dolarów w depozyt adwokacki w kancelarii Mirosława Brycha. Brych przekazywał je m.in. spółce Medicat, gdzie o losach pożyczonych pieniędzy decydował potem księgowy „Pruszkowa”. Brych bronił później m.in. Bogusława Bagsika (afera Art-B) i Grzegorza Żemka (FOZZ). I tak koło III RP się zamyka.

Autor publikacji: 
Recenzje i art. recenzyjne: 
Źródło: 
Gazeta Polska listopada 2005