You are here

TAJEMNICE „SKARBU NARODOWEGO”

Minęło już ujadanie policji myśli na Pawła Zyzaka, później „niektóre karły moralne” zarzuciły „Skarbowi Narodowemu” pełnienie agenturalnych usług na rzecz Rosji, po czym zapanował cisza. Możemy więc spokojnie sięgnąć po „Biografię polityczną legendarnego przywódcy” zanim nie zamkną nas za to do więzienia albo nie uhonorują tytułem jakiegoś człowieka roku w zależności od tego, w którą stronę odchyli się wahadło historii w Ministerstwie Prawdy.

Zyzak opisuje biografię Wałęsy do 1988 roku. Wydaje się jednak, że lepszym rozwiązaniem byłoby zamknięcie tomu na roku 1985. W styczniu bowiem zebrani w Warszawie Kuroń, Michnik, Mazowiecki i Romaszewscy, jak doniosła TW „Gałczyński” (według autora Grażyna Trzosowska) zdecydowali, iż nadszedł czas na wyeliminowanie Wałęsy i stworzenie nowej struktury. W marcu do władzy doszedł Gorbaczow, sytuacja się zmieniła i Wałęsa okazał się wszystkim potrzebny. Wydarzenia lat 1986-1988 należą więc do zupełnie innego okresu i ze względu na objętość pracy autor nie mógł im dać szerszego tła.

Ruski mużyk

Co mówi Skarb Narodowy nie ma żadnego znaczenia, gdyż jak sam stwierdził: „słowa nie mają znaczenia. Ja mówię to co ludzie chcą usłyszeć” (relacja Geremka). Dlatego nawet z takich deklaracji, jak złożona Jaruzelskiemu 4 listopada 1981 r.: „Panie generale, wykonam każdy pański rozkaz” (Dziennik Rakowskiego) czy 1 stycznia 1982 r.: „Jestem za utrzymaniem nawet przez rok stanu wojennego” (relacja Orszulika) nie należy wyciągać żadnych istotnych wniosków, gdyż Wałęsa z łatwością mógł powiedzieć każdemu wszystko, nie łącząc z tym żadnych konsekwencji. Dodatkowo, sprzeczność wypowiedzi, jak zauważył autor, ma pozwolić Wałęsie na wycofanie się w każdej chwili i zajęcie przeciwnego stanowiska, tym bardziej, iż nie rozumie co mówi.

Zyzak dużo miejsca poświęca analizie psychologicznej Skarbu Narodowego. Jego zdaniem, cechy podstawowe Wałęsy to rozdęte ego, pazerność materialna i ostrożność posunięta czasami do tchórzostwa, a przy tym brak uznawania jakichkolwiek świętości, zobowiązań, trwałych więzi (z wyjątkiem małżeństwa). Z opisu wyłania się obraz cwaniaka, który za największą cnotę uważa nabicie wszystkich w butelkę. Autor nie próbował jednak wyjaśnić dlaczego Wałęsa uwielbiał otaczać się i promować agenturę, np. Floriana Wiśniewskiego (zarej. TW „August”), Mieczysława Wachowskiego czy później ludzi z Kancelarii Prezydenta RP. Jak mi relacjonowano, Wałęsa prywatnie mówił otwarcie, iż uważa, że wbrew bezpiece nie można nic zrobić, gdyż to ona ma prawdziwą władzę w Polsce. Wałęsy jest więc przekonany, że tylko grając razem z bezpieką można cokolwiek osiągnąć.

Autor przekonywująco pokazał, iż Wałęsa był reformatorem ustroju komunistycznego i uosobieniem systemu „bez wypaczeń”. Jak sądzę, tu właśnie tkwi tajemnica jego popularności. Antykomunizm społeczeństwa to mit, w istocie bowiem zostało ono zsowietyzowane i pragnęło jedynie pozbycia się owych „wypaczeń”. I to dopiero prowadziło do odrzucenia ustroju, gdyż w jego ranach było to niemożliwe.

Metoda

Autor zastosował metodę zestawiania relacji składanych przez samego Wałęsę z kluczowych momentów swego życia, wykazując, iż zawsze są niezwykle sprzeczne i zawierają od kilku do kilkunastu odmiennych wersji. Gdy porównamy je jeszcze z przekazem świadków, okazuje się, iż życie Skarbu Narodowego pełne jest tajemnic, od rozwikłania których historycy dworscy woleli uciekać. Przecież ich zadaniem nie jest stawianie dociekliwych pytań tylko pisanie na zamówienie, dzięki czemu mogą występować w TV.

Zyzak niekonsekwentnie zaznacza, powołując się na świadków, kto z nich był TW SB, a trzeba wreszcie wprowadzić tę zasadę i bezwzględnie jej przestrzegać. Świadectwa agentury mają bowiem swoją wartość ale ich ocena jest zupełnie inna niż w przypadku osób nie związanych ze służbami. Najpierw poznajemy relację Wiśniewskiego ale dopiero przy innej okazji dowiadujemy się, że był oddanym informatorem SB.

Dość często autor stosuj metodę przypuszczeń. Na ogół są one prawdopodobne ale historyk musi opierać się na faktach. Zyzak pisze, że po spotkaniu w 1978 roku Wałęsy z mjr. Czesławem Wojtalikiem „współpraca mogła opierać się na zasadach kontaktu operacyjnego”. Niestety, nic na ten temat nie wiemy. Podobnie nie mają sensu przypuszczenia w stylu, Wachowski pisał donosy „w tym być może także” dla kontradmirała Czesława Wawrzyniaka z Kontrwywiadu WSW. Cały rozdział o Wachowskim oparty został na publicystycznej „Drodze Cienia” Pawła Rabieja i Ingi Rosińskiej. Autorzy nie podają żadnych źródeł, żadnych dokumentów, żadnego z ich twierdzeń nie można zweryfikować. Przykładowo Zyzak przytacza za „Drogą Cienia” informację jakoby w „Spektatorze” pisano o Wachowskim jako agencie KGB. Tylko, że na odpowiedniej stronie „Drogi” nie został podany ani autor, ani tytuł artykułu, ani data jego publikacji, nie możemy więc zweryfikować czy artykuł o Wachowskim w ogóle istniał. Niezaprzeczalną i ogromną zasługą Zyzaka jest natomiast zebranie bezcennych relacji i otwarte postawienie problemów, wobec których dworscy historycy ślepli, głuchli i niemieli.

Książka Zyzaka stanowi zbiór wszystkich dostępnych źródeł i będzie dopiero niezbędnym punktem wyjścia do szczegółowych badań. Naszą uwagę przykuwają momenty dziwnie przemilczane przez jej bohatera. W oparciu o informacje zebrane przez Zyzaka zastanówmy się co Skarb Narodowy chce w ten sposób ukryć?

Tajemnica komendy

Autor zauważył, iż na początku ważnych wydarzeń Wałęsa zawsze znika. Z zebranych przez Zyzaka relacji wynika, że nie wiadomo co Wałęsa robił pierwszego dnia strajku 14 grudnia 1970 roku, a 15 grudnia pojawił się na Komendzie Miejskiej MO i przemówił z jej okna, na co zebrani zareagowali rzucaniem kamieniami. Nie widomo, jak dostał się do komendy i po co? Gdy tam był, MO strzelała do robotników. Miał chodzić od pokoju do pokoju i przekonywać milicjantów by nie strzelali. Kto raz był na komendzie, ten wie kto mógł swobodnie poruszać się po budynku i do czego służyły piwnice. Wałęsa miał też rozmawiać z komendantem miejskim płk. Janem Stasiakiem, pić z nim herbatę. Nie wiadomo jak wyszedł z budynku. Po czym, jak napisał, pojechał do domu. Jak wiemy komendant milicji miał taki zwyczaj, że pijał herbatę ze strajkującymi w przerwach w strzelaniu do nich. Wałęsa miał powrócić na komendę, może by dopić herbatę.

O g. 15-tej tego samego dnia Wałęsa został jednym z 7 delegatów z W-4 i jednym z 5 członków Prezydium Rady Delegatów Strajkujących w stoczni, a 16 grudnia jednym z 12 członków Komitetu Strajkowego. Zaraz po wyborze miał opuścić stocznię, gdy strajk trwał, a stocznia była oblegana. Jak wydostał się z zablokowanej stoczni?

Autor wskazuje, że nie wiemy, kiedy Wałęsa został zatrzymany. Dokumenty mówią o 19 i zwolnieniu 20 grudnia, żony natomiast wspomina, że 16 grudnia po przyjściu ze stoczni, przyszli po niego ale w niedzielę 20-tego wypuścili. Co naprawdę działo się między 16 a 20-tym grudnia?

Zwróćmy uwagę na dążenia latem 1979 roku agenta Edwina Myszka do skompromitowania Wałęsę i oskarżeń TW „Bolka” o agenturalność wypowiadanych do Andrzeja Bulca pod adresem TW „Leszka”. Albo mamy tu do czynienia z rywalizacją dwu służb, albo chęcią usunięcia Wałęsy, który wtedy już nie współpracował. W inicjatywę własną agentów trudno bowiem uwierzyć. Wyjaśnienie tej sprawy mogłoby rzucić światło na historię „spisku Kani” przeciwko Gierkowi.

Tajemnica sierpnia

Według relacji zebranych przez Zyzaka, Skarb Narodowy miał przyjechać do stoczni o godz. 6, a pojawił się o 10-tej. Sam twierdził, że sprzątał, gubił ogon, to znów dziwił się, że ogon go nie zatrzymuje, jednocześnie był u kogoś na kawie i zasiedział się (relacja Drogonia). Miał słyszeć syreny stoczniowe, ale wtedy musiałby być w pobliżu stoczni. Autor powołuje się na opinię Rabieja i Rosińskiej, że Wałęsa przebywał w zarządzie WSW na Oksywiu. Tylko że oni nie wyrażają takiej opinii tylko stawiają takie pytanie, natomiast Ryszard Czarnecki pisze o przywiezieniu Skarbu Narodowego do stoczni przez WOP.  Najciekawsze poszlaki dostarcza Andrzej Gwiazda, jednak ponad 25 lat po wydarzeniach. Anonimowy „ubek” miał mu powiedzieć, iż w mieszkaniu na rogu Wałowej i Gazowniczej miał ukrywać się Wałęsa szykowany na przywódcę strajku. Z innego źródła Gwiazda wiedział, że mieszkał tam jakiś członek opozycji. Na Wałowej Wałęsa miał „przeskoczyć przez mur”.

Autor zestawił nieskończoną ilość wersji przedostania się do stoczni: przeskakiwanie przez mur, płot lub bramę, przełażenie przez dziurę w płocie, przejście przez tunel, dowiezienie motorówką. Według Walentynowicz, Fiszbach stwierdził, iż polecenie wydał admirał Ludwik Janczyszyn, negując rolę Piotra Kołodziejczyka, ówczesnego dowódcy 3 Flotylli Okrętów, o której wicepremier Aleksander Kopeć stwierdził: „uważam, że to była wówczas … jedyna wersja”. Wiadomo, że Wałęsa nie przeszedł przez pilnowaną przez stoczniowców Bramę nr 2. Według J. Kozłowskiego z otrzymaną od niego przepustką Wałęsa przeszedł przez biura konstrukcyjne, ale strażnik go złapał i musiał wyjść ze stoczni. Autor snuje przypuszczenia, że w powrocie pomogli mu pracownicy stoczni - konfidenci, ale nie ma na to żadnych dowodów.

Przed wznowieniem strajku 16 sierpnia znów notujemy długotrwałe zapodzianie się Skarbu Narodowego. Przytoczone relacje Walentynowicz i Gwiazdów potwierdzają zniknięcia Wałęsy podczas strajku, które wtedy nie wywołały ich reakcji. Jednocześnie autor przytacza świadectwo, iż 19 i 21 sierpnia Skarb Narodowy był widziany w gabinecie Tadeusza Fiszbacha, I. sekretarza KW PZPR. Według relacji, Wałęsa przyznał się do kontaktów z ludźmi Stanisława Kowalczyka, członka Politbiura i szefa MSW do 8 października 1980, czyli związanego bardziej z Gierkiem niż z Kanią, skoro wypadł po zmianie ekipy. Raporty Stasi mówią natomiast o kontaktach Kani przez pośredników z Wałęsą.

Tu już nie chodzi o samego Wałęsę ale moim zdaniem o wyjaśnienie jak przebiegał ówczesny partyjny zamach stanu, kto odegrał jaką rolą i kiedy wypadki wymknęły się spod kontroli służb cywilnych i wojskowych. Częste spotkania Wałęsy po Sierpniu w „Posejdonie” z gen. Adamem Krzysztoporskim, od 22 września szefem SB, a poprzednio dyrektorem Departamentu III (opozycja) SB, a więc człowiekiem nowej ekipy, każą zastanowić się nad przyczyną tolerowania opozycji w Polsce. Dotychczas tłumaczono to polityką kredytową Zachodu, ale w świetle zamachu Kani, jak sądzę, nasuwa się hipoteza, iż opozycję chciano wykorzystać w walkach frakcyjnych. Krzysztoporski był zwolennikiem kontrolowania i sterowania opozycją, a nie jej likwidacji. Gdy na dłuższą metę poniósł klęskę, po 13 grudnia został usunięty z SB i zepchnięty na margines. Strategia Krzysztoporskiego powróciła wraz z Gorbaczowem i tym razem odniosła niezaprzeczalny sukces.

Tajemnica grudnia

Samolikwidacja komunizmu spowodowała, iż nadal nie znamy prawdy o wydarzeniach poprzedzających 13 grudnia. Nie wiemy jak przebiegało spotkanie Wałęsy z Cioskiem 2 i Wałęsy z Jaruzelskim z 11 na 12 grudnia (relacja Gwiazdy). Czy i jakie decyzje wówczas zapadły. Co z tym miała wspólnego wcześniejsza propozycja Geremka złożona Cioskowi rozbicia radykalnego skrzydła „Solidarności”, o której wiemy z akt Stasi i „Dziennika” Rakowskiego (wpis z 27 listopada). Od kogo Andrzej Micewski dowiedział się o wprowadzeniu stanu wojennego 3 tygodnie przed 13 grudnia i kogo później poinformował o tym prymas Glemp. Jakoś nikt się do uzyskania tej wiadomości od prymasa nie przyznał.

Ze stenogramu znamy rozmowę z 14 listopada 1982 r. Wałęsy z płk. Bolesławem Klisiem, szefem Oddziału V Naczelnej Prokuratury Wojskowej i płk. SB Henrykiem Starszakiem, dyrektorem Biura Śledczego MSW, kiedy Skarb Narodowy przypominał swe zasługi: „W Gdańsku wyrzuciłem wszystkich, którzy wam się mogli nie podobać”. Nie koniecznie jednak działał na polecenie, po prostu pozbywał się rywali a interesy jego i SB w tym, jak w wielu innych wypadkach, były tożsame.

Nic nie wiemy o przebiegu spotkania dnia poprzedniego Wałęsy z płk. Władysławem Kucą z Biura Studiów, które rozpracowywało organy kierownicze podziemia. Wałęsa proponował wówczas Wachowskiego jako łącznika z bezpieką. Starszak tę kandydaturę 14 listopada zdecydowanie odrzucił. Dlaczego? Czy chodzi tu znów o rywalizację służb i kto został ostatecznie owym stałym pośrednikiem. Bez poznania kombinacji operacyjnych wszystkich służb, nasza wiedza o historii tego okresu jest ułudą.

Nie chcieli czy nie potrafili

Jak wynika z materiału zebranego przez Zyzaka, współpracownicy wielokrotnie chcieli pozbyć się Wałęsy i za każdym razem wycofywali się, okazując mu jeszcze wsparcie i pobłażliwość. Wiedzieli, że był „Bolkiem” i im to nie przeszkadzało, dopiero po 20 latach rozpoczęli akcję, gdy ma to już tylko znaczenie historyczne. Czy zaniechali działań, gdy mogli je podjąć? Czy też takie działania zostały zablokowane?

Dlaczego Krzysztof Wyszkowski, mimo wiedzy, którą teraz dzieli się z nami, pracował w sztabie wyborczym Wałęsy? Co zrobił, gdy 2 września 1980 roku dowiedział się od Aliny Pieńkowskiej, że Wałęsa był a może jeszcze jest agentem SB.

1982 a 1989

Zgodnie z planami akcji „Renesans”, czyli utworzenia przez władze neo-Solidarności na czele z Wałęsą. Jej kadrę mieli tworzyć wszyscy TW pozyskani w ciągu 16 miesięcy karnawału. Przygotowano listy przyszłych władz i wytypowano kolejnych ludzi do pozyskania i plan budowy organizacji z góry w dół. Nasuwa się natychmiast pytanie, a jak postępowano w latach 1988-1989. Dlaczego przygotowując okrągły stół i rejestrację nowego związku bezpieka miałaby postępować inaczej? Z wrodzonej szlachetności czy nagłego ataku skłonności samobójczych?

Zyzak uczciwie podkreśla, że w końcu stycznia 1982 roku bezpieka zrezygnował z budowy neo-Solidarności i przyczyniła się do tego zdecydowana odmowa Wałęsy by stanąć na jej czele. Była to więc jedyna chwila próby, gdy Wałęsa nie zawiódł i nie ma znaczenia, że powodem było, jak sądzę, jedynie jego ego, ale zdał ten jeden egzamin.

Autor publikacji: 
Recenzje i art. recenzyjne: 
Źródło: 
Artykuł nigdy nie został opublikowany