You are here

Ideał Tuska: żyć na kolanach

Donald Tusk przekonuje, że życie na kolanach jest najlepszym wyborem. Grozi Rosją, jeśli nie wyrzekniemy się prawdy. Mamy nie tylko milczeć na temat raportu MAK-u, ale i w niego wierzyć, bo jak nie, to… wojna.

Jakież to słowa sprowadzają według Tuska i reżimowych mediów niebezpieczeństwo wojny? Domaganie się wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Ma nam wystarczyć kłamstwo. Tusk, żądając uznania kłamstwa, przyznaje pośrednio, że Rosja ukrywa prawdziwy przebieg wydarzeń, a więc jest winna. W przeciwnym wypadku dlaczego by miała nas atakować za domaganie się uczciwego śledztwa?

I rzecz nie w tym, że żadna wojna nam nie grozi, tylko w propagowaniu służalczości jako wzorca i uzasadnianiu prawomocności tej władzy jako najlepiej spełniającej życzenia Rosji. Tusk za Jaruzelskim sugeruje: albo my będziemy wami rządzili, albo przyjdą Rosjanie. Historia zatoczyła więc koło i znów znaleźliśmy się w punkcie wyjścia – pod władzą namiestników.

Gdyby żył premier Józef Beck i powtórzył słowa: „My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”, zostałby zapewne wyśmiany przez reżimowe media, a może i skazany przez sąd. Czasy podłości i służalstwa głoszą bowiem inną dewizę niż wyznawana przez Wolnych Polaków:

Póki w narodzie myśl swobody żyje,
Wola i godność, i męstwo człowiecze,
Póki sam w ręce nie odda się czyje
I praw się swoich do życia nie zrzecze.
To ani łańcuch, co mu ściska szyję,
Ani utkwione w jego piersiach miecze,
Ani go przemoc żadna nie zabije
– I w noc dziejowej hańby nie zawlecze.
Zginąć on może z własnej tylko ręki:
Gdy nim owładnie rozpacz senna, głucha,
Co mu spoczynek wskaże w grobie miękki
I to zwątpienie, co szepcze do ucha:
Że jednym tylko lekarstwem na męki
Jest dobrowolne samobójstwo ducha.

Nieprzypadkowo Adam Asnyk został wygnany ze szkół. Mają one produkować bezmyślnych niewolników dla prorosyjskiego obozu zarządzającego polską prowincją imperium.

Opozycja krytykuje Tuska i przekonuje, że jego szantaż jest blefem, gdyż żadna wojna za domaganie się prawdy nam nie grozi. A gdyby groziła, to co? To mamy sami się spodlić i nazwać kłamstwo prawdą?

Jeśli Polska będzie zagrożona, niech nikt nie liczy na uległość z naszej strony. Tak łatwo nie pójdzie. Niech władza się nie łudzi, że wszystkich zastraszy czy ogłupi. Trzeba to powiedzieć jasno, gdyż ograniczając się do dowodzenia, że wojna nie grozi, milcząco przyjmujemy jej płaszczyznę dyskusji. To dla jej zwolenników uniknięcie oporu za każdą cenę jest najwyższym dobrem. Wykorzenieni, bez przeszłości, nie rozumieją, co to godność i honor.

W interesie Rosji jest spokój w Polsce, czyli takie namiestnicze władze, które będą nie tylko bez szemrania wykonywały każde polecenie, ale przede wszystkim będą skuteczne w zapewnieniu spokoju, by „gordyje Poliaki nie szumieli”.

Wszelkie problemy w Polsce, bunt społeczny i odrodzenie wspólnoty narodowej utrudnią Rosji wzmocnienie sojuszu z Niemcami, ostateczne wyeliminowanie USA z Europy i finlandyzację UE. W naszym więc interesie jest działanie, które utrudniłoby Putinowi proces podporządkowywania sobie Unii do czasu zmiany sytuacji geopolitycznej i powrotu USA. Tusk nie może więc liczyć na to, że będziemy służyli kłamstwu.

Za stłumienie powstania styczniowego car przyznawał medal „Za usmirienije polskogo miatieża”. Czy grożąc opozycji represjami („żarty się skończyły”) za dążenie do prawdy, premier chce zasłużyć u Putina na takie samo wyróżnienie i uniknąć wymiany na nowszy model za brak skuteczności? No cóż, skoro Bruksela znika we mgle, to może chociaż coś w Moskwie się znajdzie?

Autor publikacji: 
Ubekistan: 
Źródło: 
Numer 199 - 05.05.2012