You are here

Operacja „Ekipa zapasowa”

Wystarczy przeanalizować politykę kadrową PO i ośrodki biznesowe, które tę partię popierają, by zdać sobie sprawę, że ekipa Tuska nie jest samodzielna: rządzi, lecz nie sprawuje rzeczywistej władzy, czyli nie ustala reguł gry w państwie. PO wygrało wybory w 2007 i w 2011 r., utworzyło rząd i rządzi dotąd jedynie dlatego, że środowiska wywodzące się głównie z wojskowych służb specjalnych i ich agentury, przy wsparciu bezpieki cywilnej, zainwestowały w to zwycięstwo, by zniszczyć zagrożenie ze strony PiS-u.

Przed PO postawiono konkretne zadania: przywrócenie naruszonej pozycji ludzi WSI, monopolu agentury w mediach, bezkarności mafijnego biznesu, zniszczenie jakichkolwiek alternatywnych i niepoddających się kontroli sił politycznych i środowisk, zwłaszcza dziennikarskich, niezależnych od bezpieki, a w polityce międzynarodowej całkowitą rezygnację z samodzielnej roli i podporządkowanie się rosyjskiemu sojusznikowi bezpieczniackich elit. To zadanie zostało wykonane i wszystko byłoby dobrze – PO bez przeszkód rządziłaby nadal, gdyby nie kryzys finansowy.

Konsekwencje kryzysu

W normalnym systemie kryzys doprowadziłby do zmiany rządów lewicowych na prawicowe lub na odwrót. W Przywiślańskim Kraju chodzi jednak o taką wymianę, która nie zaszkodziłaby Ubekistanowi, czyli o zamianę jednej PO na jakąś inną PO, tak jak kiedyś wymieniono nieboszczkę Unię Wolności, gdy się zużyła, na świeżutką PO. Musi się wiele zmienić, by system pozostał bez zmian…

Śmieszy mnie przy tym nieustanne wyczekiwanie na spadek notowań PO w sondażach i wiązanie z nim nadziei na powrót do rządu PiS-u. Świadczy to o całkowitym niezrozumieniu mechanizmów rządzących Ubekistanem i sytuacji politycznej panującej w Przywiślańskim Kraju, gdyż tak trzeba już nazywać III RP z powodu jej dobrowolnego podporządkowania się interesom Rosji i całkowitym, ochoczym „priwisleniju” elit.

PO zniknie ze sceny politycznej za kilka lat, co nie oznacza, że PiS i tak powróci do rządu. Oba zjawiska nie są bowiem ze sobą związane. Mó-wiąc w skrócie, jeśli lokaj (PO) nie spełnia oczekiwań pana, to pan wynajmuje sobie po prostu innego lokaja, a nie rezygnuje z obsługi, narażając się na niebezpieczeństwo strucia nieświeżym obiadem.

Nasi przeciwnicy nie są idiotami ani, w odróżnieniu od PiS-owców, pozbawionymi woli mięczakami, więc doskonale wiedzą, że muszą przygotować „ekipę zapasową” na czasy, kiedy Tusk ostatecznie się zużyje, a PO zostanie zniesiona przez kryzys gospodarczy.

Kto po Platformie?

To nie PiS będzie automatycznie korzystał na spadku popularności PO, tylko „ekipa zapasowa”, którą zacznie lansować TVN i medialne cyngle. Jedyna trudność polega na tym, że trzeba odpowiednio zgrać lansowanie nowej siły, która „naprawi zaniedbania PO” (dawniej powiedzielibyśmy „naprawi wypaczenia partii”) z ogłoszeniem dalszego spadku popularności PiS-u.

Chodzi o to, by „ekipa zapasowa” zaistniała w świadomości mieszkańców Przywiślańskim Kraju, zanim będzie można ogłosić spadek PO w sondażach, robionych jak zawsze przez byłych funkcjonariuszy SB, WSW i wydziałów KC, i przed wzrostem popularności PiS-u. Ten moment zaś trzeba zgrać z początkiem odczuwania skutków kryzysu przez ludność, zamieszkującą tereny między Odrą a Bugiem.

Pozostaje kwestią otwartą, czy Ubekistan stworzy nową partię polityczną, by wszystko pozostało po staremu, czy zainwestuje w jakiś kolejny PJN czy inny Ruch Palikota. Myślę, że z pewnością znajdzie się coś, co spodoba się wymóżdżonej młodzieży, która poprzednio głosowała na PO. Kadry tej partii o ogromnym ego i znikomej sile woli z radością przyjmą ofertę kontraktu ze strony „inwestorów”. Będą też sprawnie posługiwały się takimi terminami, jak „modernizacja”, uprzednio używanymi przez PO. To będzie nieomylny znak, że operacja „ekipa zapasowa” już ruszyła.

Kolejnym znakiem będzie zapewne wystąpienie pani profesor socjologii, często używanej jako nieświadome narzędzie puszczania balonów próbnych. Pamiętam, jak profesor twierdziła, że PO to wspaniała partia, która dokona modernizacji Polski, przeprowadzi reformy, są tam bowiem ludzie, którzy doskonale rozumieją, jak funkcjonuje Unia i z racji młodego wieku nie są obciążeni staromodnym myśleniem à la PiS. Dziś profesor już się odkochała, lecz życie bez miłości jest ciężkie, więc zapewne zapała nagłym uczuciem do kolejnej nowej siły zdolnej zmodernizować Polskę, która doskonale rozumie mechanizmy Unii itp. itd.

Jeśli nowa siła będzie jeszcze za słaba, wzmocni się ją rozłamem z PO. Rozłamowcy w momencie dna kryzysowego ogłoszą, że Tusk rozczarował, okazał się niezdolny do realizacji obietnic, ponieważ nie potrafił okiełznać PiS-owców, ale oni dotrzymają wszystkich obietnic i rozmnożą cuda w Polsce. Wyborcy, gdy tylko usłyszą o cudach, natychmiast poprą nową siłę. A kto może stanąć na czele rozłamowców z PO? Wskazówki pani profesor każą myśleć o Schetynie, sprawnym ministrze znającym mechanizmy.

Jak wygrać

Programy, wielkie idee, koncepcje są potrzebne elicie, by wiedziała, dokąd prowadzić społeczeństwo, ale do wygrania wyborów konieczna jest niestety wyłącznie manipulacja. Gdy wymyślono demokrację, nie istniały jeszcze masowe media. Dziś wygrywa po prostu ten, kto sprawniej manipuluje wyborcami i ich emocjami. Racje i wielkie idee nikogo nie obchodzą, mogą może dać 1 proc. głosów, a dobrze dobrany kolor krawatu da ich
10 proc. Na miejscu PO wystawiłbym Dodę i Jolę Rutowicz; na pewno pokonałyby każdego męża stanu. Ale czyż można dziwić się wyborom społeczeństwa, które tak bardzo chce cudów, że głosuje na „cudotwórców”?

Natomiast moja rada dla opozycji to niewysuwanie na pierwszy plan haseł walki z Ubekistanem. W odbiorze masowym są one bowiem nieskuteczne. Przeciętny obywatel wie, że bezpieka i agentura zawsze wygrywają, więc głosowanie przeciwko nim jest niebezpieczne i bezsensowne, gdyż prowadzi jedynie do zamieszania. Hasła gospodarcze uważa natomiast za bezpieczne. Przypomina mi to czasy „Solidarności”, kiedy niektórzy działacze nowo założonego związku tłumaczyli mi, że nie są opozycją i w ogóle z opozycją nie chcą mieć nic wspólnego, bo to niebezpieczne.

Z Ubekistanem trzeba walczyć, gdy ma się takie możliwości, ale maluczkim mówić o tym jak najmniej. Tu muszę bowiem przyznać rację Rafałowi Ziemkiewiczowi: społeczeństwo, które wyszło z komunizmu, jest niesamowicie tchórzliwe i zastraszone. Poziom tchórzostwa, braku odwagi i solidarności już dawno przekroczył stan, jaki zapamiętałem z lat 70. i 80. Można powiedzieć, że komunizm zwyciężył zza grobu i w pełni rozkwitł w postkomunizmie.

Nie mogę zrozumieć, dlaczego komuniści nie wymyślili postkomunizmu wcześniej i męczyli się przez 70 lat. A precyzyjniej, to wprawdzie wymyślili już w latach 60., ale z wprowadzeniem w życie czekali 30 lat. Może po prostu najpierw trzeba było uformować nowego człowieka bez tożsamości i przeszłości, bez charakteru, woli i mózgu, gotowego chłonąć każdą propagandę jak gąbka.

Autor publikacji: 
Ubekistan: 
Źródło: 
GPC Numer 134 - 16.02.2012