You are here

Trzy refleksje o III Rzeczypospolitej

W walce Donalda Tuska z PiS-em chodzi o takie osłabienie partii Jarosława Kaczyńskiego, by już nigdy Czwarta RP nie zagroziła Trzeciej RP. Tusk robił, co mógł, od 2005 r., aby zagwarantować poczucie bezpieczeństwa siłom stojącym za kulisami, ale wciąż nie udało się mu ostatecznie pokonać przeciwnika.

Przeciwko PiS-owi działały i działają prokuratura i ABW. Prokuratura nagina przepisy, ale zbyt otwarcie nie może ich łamać. ABW próbuje zastraszać, ale już aresztowania niezbyt jej wychodzą. Uruchomiono nieznanych sprawców wobec członków komisji weryfikacyjnej WSI i Tomka Sakiewicza, ale zbyt to przypominało praktyki PRL-u i nie można było tych metod zastosować na szeroką skalę. Właściciele numerów telefonów skopiowanych z karty SIM Piotra Bączka byli ostentacyjnie śledzeni, ale to nie wystarczyło. PiS trzyma się do dziś i śni się przeciwnikom po nocach, a to źle wróży Tuskowi.

Tusk i zmiennicy

W każdej grze operacyjnej musimy mieć agentów kontrolujących innych naszych agentów. Podobnie nie można stawiać na jednego kandydata, ale trzeba mieć zawsze kogoś na wymianę. Nie tylko dlatego, że pierwszy może się nie sprawdzić, ale również po to, by go zdopingować do działania w naszym interesie i zdyscyplinować, gdyby mu przyszło do głowy nie być wystarczająco lojalnym. Wszyscy pamiętamy historię Stana Tymińskiego i „Bolka”.

Może się więc zdarzyć, że mężem opatrznościowym zostanie np. Radosław Sikorski, jeśli Tusk zawiedzie i nie będzie wystarczająco skuteczny w „dorzynaniu watahy”. Powinniśmy przy tym pamiętać informacje Witolda Waszczykowskiego na temat przesiadywania u Sikorskiego gen. Marka Dukaczewskiego i zasięganiu przez ministra opinii WSI w sprawach kadrowych. Sikorski już dawno zdał egzamin z wierności służbom. Stracił przecież stanowisko w rządzie Jarosława Kaczyńskiego właśnie za ochronę WSI. Wynikało to nie tyle z wzajemnej miłości, ile ze zdrowej wspólnoty interesów: my będziemy cię popierali, a ty ochronisz nas i pozwolisz przetrwać w stanie nienaruszonym rządy PiS-u.

To też było tłem konfliktu między Sikorskim a Antonim Macierewiczem. Sikorski od początku wiedział, gdzie jest prawdziwa władza. Tuskowi natomiast zdarzało się uwierzyć mediom i zaczynało mu niekiedy się wydawać, że jest samodzielny. Trzeba go było więc czasem zdyscyplinować krytycznymi głosami w tych samych mediach.

Problem Tuska polega na tym, że nie może otwarcie odwołać się do siły, a bez tego PiS-u się nie rozbije. Pozostają więc tylko prokuratura, ABW i niezawodne cyngle medialne. To jednak okazało się niewystarczające, by osiągnąć sukces.

Diagnoza stanu przejściowego

Kilka lat temu SLD był podzielony na grupę Olejniczaka związaną z obozem byłego prezia, czyli byłych WSI – a więc byłego kontrwywiadu i wywiadu wojskowego oraz Departamentu I SB (wywiadu cywilnego) oraz ich agentury czynne obecnie w polityce, mediach, biznesie – i zwolenników Napieralskiego, którzy reprezentowali interesy III Departamentu SB (inwigilacji opozycji) i jego agenturę, głównie w dawnej opozycji i na uczelniach.

Wraz z dojściem do władzy prezia w 1995 r. wojskówka i I Departament uzyskały przewagę we wpływaniu na rządzenie krajem i możliwość ustalania reguł gry. Okres Millera był czasem, kiedy środowisko III Departamentu po raz ostatni spróbowało nawiązać równoprawną rywalizację z konkurencją i przegrało dzięki aferze Rywina wyciągniętej przez Michnika w celu wzmocnienia pozycji prezia w wewnętrznych rozgrywkach postkomunistów.

WSI i I Departament z natury rzeczy były z kolei bliżej związane z Rosjanami niż III Departament, ponieważ brały udział w realizacji ich polityki imperialnej, a III Departament jedynie trzymał w posłuchu kraj. Co więcej, wspólne interesy z Rosjanami w branży paliwowej i handlu bronią miały WSI i wywiad cywilny, natomiast III Departament – pozbawiony kontaktów międzynarodowych, dewiz, firm zagranicznych i mediów komercyjnych – musiał po okresie pieriestrojki zadowolić się pozycją ubogiego suplikanta.

Gdy SLD stracił wpływy, główną siłą reprezentującą interesy WSI i wywiadu SB stała się PO. Połączyły ich interesy gospodarcze i polityczne, bo w biznesie oba środowiska się przenikają, a w polityce PO chroniła służby, które odwdzięczały się m.in. poprzez swoje wpływy w mediach. Zmiana SLD na PO była więc powtórzeniem sytuacji z czasów prezydentury Lecha Wałęsy, który zadbał o wzmocnienie wpływów służb w okresie przejściowym, a gdy stał się niepotrzebny, wybory mógł już wygrać prezio.

Wpływy Moskwy

Przyjrzyjmy się na koniec robocie rosyjskiej agentury wpływu, tym bardziej że wiadomo było, że po Kaukazie i Ukrainie przyjdzie czas na państwa bałtyckie i Polskę. U nas nie będzie żadnej agresji ani walk – agentura wpływu wsparta tchórzostwem i zdradą współczesnych zsowietyzowanych Polaków prawdopodobnie wystarczy.

Oto dla przypomnienia zasadnicze linie propagandy rosyjskiej rozpowszechnianej w Polsce w czasie ataku Rosji na Gruzję.

1. Rosyjskie wojska odbiły zajętą przez Gruzinów południowoosetyjską stolicę.

Termin „odbicie” oznacza, że Rosjanie odzyskali to, co było ich. Czy autor tych słów tak samo informowałby np. o Doniecku lub Białymstoku?

2. Operacja gruzińska była lekkomyślna, a reakcja Rosjan przewidywalna.

A co by było, gdyby Gruzja nie zareagowała na ostrzeliwanie gruzińskich wiosek? Czy nie zostałoby to potraktowane przez Rosję jako oznaka słabości i tchórzostwa, a więc zachęta do interwencji?

3. To Gruzja zaatakowała pierwsza.

Czy skoro Moskwa uznała Osetię Południową za własną, to znaczy, że Gruzini byli agresorami?

4. Angażując się po stronie gruzińskiej, możemy wpakować się w nowy konflikt z Kremlem.

Czy nie należy popierać naszych sojuszników? Czy siedząc cicho i pozwalając Rosji na podbój suwerennego państwa, na pewno zapewnimy sobie spokój i dobrobyt?

5. Straty w stosunkach polsko-rosyjskich poniesione na skutek naszego poparcia dla Gruzji będziemy odrabiali przez lata.

Nie uważam, że największą wartością dla Polaków, za którą mielibyśmy tęsknić po nocach, są dobre stosunki z Rosją i wszystko powinno być podporządkowane temu celowi. Ale widać, że wielu Polakom wasalizacja nie przeszkadza.

Są chwile, kiedy maski opadają. Taki kluczowy moment nadszedł właśnie wtedy, gdy rosyjskie wojska podchodziły pod Tbilisi, kiedy wezwano „wszystkie ręce na pokład”. Agentura wpływu się odsłoniła i można było dokonać jej weryfikacji. Co ciekawe, ci sami eksperci, dziennikarze i politycy uzasadniali potem wszystko, co działo się po 10 kwietnia.

Autor publikacji: 
Ubekistan: 
Źródło: 
GPC Numer 122 - 02.02.2012