You are here

WOJNA PSYCHOLOGICZNA

Aby pokonać przeciwnika w polu, nawet skromnymi siłami, trzeba najpierw złamać jego morale, wolę oporu, wiarę w jego sens, tak jak uczynili to Sowieci za pośrednictwem Francuskiej Partii Komunistycznej w 1940 r. Temu celowi służy wojna psychologiczna. O jej zasadach, opartych na teorii Mistrza Sun, żyjącego prawdopodobnie w V lub IV w. p.n.e., opowiedział publicznie oficer KGB Jurij Biezmienow (1939–1997?), który w 1970 r. przeszedł na stronę amerykańską.

Fakt, że Biezmienow po ucieczce z Indii w 1970 r., gdzie miał organizować wsparcie dla oderwania się późniejszego Bangladeszu od Pakistanu, nie został zatrzymany przez Amerykanów, ale po sześciu miesiącach przesłuchań rozpoczął studia w Toronto, wskazuje, iż CIA uważała go raczej za bezwartościowego. Biezmienow utrzymywał, że był tylko współpracownikiem KGB, co zważywszy na stanowisko, jakie zajmował, wykonywane zadania i pragmatykę KGB jest absolutnie niemożliwe.

Po dwuletnich studiach Biezmienow został dziennikarzem, ale po czterech latach zwolniono go z Radia Kanada, by sprawić przyjemność Sowietom. W 1983 r. wygłosił wykład w Los Angeles. Jest on obecnie dostępny na YouTube („Jak zniszczyć państwo”, Niezalezna.pl), a rok później udzielił wywiadu Edwardowi Griffinowi na temat własnego życia i tzw. działań aktywnych – aktiwnyje mieroprijatia – KGB, mających podminować społeczeństwo amerykańskie (dostępny na YouTube w 9 odcinakach).

Czasy się wprawdzie zmieniły, ale sposoby wojny psychologicznej i rozbijania społeczeństw, które Rosja chce uzależnić, pozostały te same. Dlatego warto przypomnieć Biezmienowa.

Człowiek z formy Ubekistanu

Jego zdaniem, 85 proc. zasobów i energii KGB było skierowane nie na wywiad, lecz na działalność wywrotową, mającą zniszczyć więzi społeczne, system wartości, wspólnotę narodową, państwo, zdemoralizować i zdestabilizować ówczesnego przeciwnika, by bez oporu wpadł do sowieckiego raju. Gdy dziś obserwujemy sytuację w Polsce, wydaje się, że 100 proc. rosyjskich wysiłków jest temu poświęconych przy masowym wsparciu lokalnych ochotników. Szpiegować nie ma co, bo kontrolująca kraj partia rosyjska sama wszystko doniesie. Polska sprawia wrażenie, że cała praca wywrotowa została już wykonana i większość wyborców oczekuje tylko nadejścia nowego właściciela, który przynajmniej zaprowadzi jakiś porządek.

Jeśli wziąć pod uwagę, że zdaniem Biezmienowa kształtowanie osobowości i światopoglądu człowieka trwa 15–20 lat, zbieramy właśnie owoce 20 lat formowania nowego człowieka przez Ubekistan. To owe produkty wybierają partię rosyjską i szerzą co najmniej obojętność wobec Polski i jej przyszłości. To dla nich interesy obce są ważniejsze niż krajowe.

Warunkiem podporządkowania sobie danego społeczeństwa jest, by jego większość zaczęła widzieć przeciwnika jako alternatywę, może niezbyt pociągającą, ale jednak do przyjęcia, a nie jako absolutnie wrogie, śmiertelne zagrożenie dla własnego bytu. Tę różnicę doskonale obrazuje obecny stosunek mieszkańców Polski do komunizmu i jego postrzeganie przez 95 proc. Polaków w 1944 r.

Co trzeba zniszczyć, by społeczeństwo zrezygnowało z walki o własne interesy i czy w Polsce już tego dokonano w ciągu ostatnich 20 lat dzięki działalności postsowieckiej kolonialnej elity i przyzwolenia społecznego, którym od początku się cieszyła?

„Wyznawcy” Mistrza Jody

Według Biezmienowa, pierwszym warunkiem jest demoralizacja i zastępowanie prawdziwych wartości, idei i instytucji fałszywymi. Odbywa się to w sześciu podstawowych dziedzinach.

Pierwszą jest religia, gdyż jej utrata powoduje dezintegrację społeczeństwa. Stąd ośmieszanie i walka z religią, jej deprecjacja i zrównanie z kultami wymyślonymi i poniżającymi człowieka.

Jest to niewątpliwie jeden z ważnych czynników, ale w wielu społeczeństwach, a nawet w narodach wyznawane są różne religie, więc żadna z nich nie jest spoiwem łączącym naród. Czesi deklarują religijność tylko w ok. 30 proc., a nawet znaleźli się tam „wyznawcy” Mistrza Jody z „Gwiezdnych Wojen” i nie spowodowało to dezintegracji narodu lub społeczeństwa.

Kluczową metodą wydaje się być szerzenie relatywizmu moralnego i zastępowanie podstawowych zasad moralnych dowolnością; róbta co chceta, hulaj dusza, piekła nie ma.

Naród konstytuują wspólne wartości, tradycja, mity narodowe, idee i kultura. To dzięki nim rolnik z Podkarpacia, bezrobotny stoczniowiec ze Szczecina, nauczyciel z Białegostoku, profesor z Wrocławia, przedsiębiorca z Poznania czy kieszonkowiec z Warszawy czują przynależność do tej samej wspólnoty, mimo że nigdy się nie spotkali. W imię tych wspólnych wartości gotowi będą dla ich obrony zaryzykować życie. Wystarczy te wartości zniszczyć i nikt nie stanie w obronie Polski, bo po co?

Czy młodzi, wykształceni, z wielkich miast zaryzykują życie dla obrony parad pederastów, tańca z gwiazdami czy tolerancji dla eutanazji?

Biezmienow słusznie wskazuje, że ludzie gotowi są poświęcić życie dla wartości niematerialnych. To one poruszają społeczeństwa i pomagają im przeżyć. Wystarczy więc te wartości ośmieszyć i zniszczyć, by ludzie stali się bezbronni.

Wystarczy wspierać w upatrzonym społeczeństwie wszelkie grupy i ruchy głoszące relatywizm moralny i przez to lub wręcz bezpośrednio prowadzące do demoralizacji, by doprowadzić do zaniku wspólnych wartości, a więc i odporności.

W każdym społeczeństwie są jego przeciwnicy, ludzie niezrównoważeni i agenci wroga, zwerbowani, przekupieni bądź zindoktrynowani, wystarczy ich wspierać.

Obcowanie z kulturalnymi analfabetami

Drugą sferą stanowiącą cel wojny psychologicznej jest system kształcenia i wychowania. Wystarczy wprowadzić do szkół zamiast nauk matematyczno-przyrodniczych zajęcia o zdrowym żywieniu, budżetach domowych, wychowaniu seksualnym, pederastii, tzw. gender studies (wpływ płci na kulturę i poglądy polityczne) czy marketingu, by wykształcić inwalidów intelektualnych wyobcowanych z kultury własnej i cywilizacji europejskiej. Biezmienow pomija niesłusznie nauki humanistyczne. Sam zauważyłem, że z wieloma młodymi ludźmi nie mogę rozmawiać językiem, który poznałem od rodziców, a byli oni inteligentami w pierwszym pokoleniu, ale kształconymi jeszcze przez przedwojennych profesorów, ponieważ nie znają żadnych pojęć, wyrażeń czy utworów kultury europejskiej, nie mówiąc już o historii własnego narodu. Dla tych Europejczyków z McDonalda gondola to „taka fajna czarna łódka”.

Powstaje wrażenie obcowania z kulturalnymi analfabetami. Znajomość marketingu i promocji zastąpiła greckie mity, kulturę europejską i polską. Szkoła miast rozwijać inteligencję, wyprodukowała bezmózgie stwory doskonale nadające się jedynie do chłonięcia mądrości TVN-u.

Życie społeczne stanowi trzecią sferę. Wystarczy w niej zastąpić tradycyjnie istniejące organizacje i instytucje społeczne nienaturalnymi, np. zamiast małżeństw normalnych związki pederastów, „dostępność” eutanazji, pracownicy społeczni zamiast rodziny, biurokracja opłacana przez państwo zamiast tradycyjnych więzi społecznych – i szybko doprowadzimy do dezintegracji wspólnoty.

Jeśli przyjąć, iż demoralizacja jest warunkiem destabilizacji społeczeństwa, co musi zakończyć się kryzysem, z którego wyjściem jest normalizacja już oparta na obcym panowaniu, Polska znajduje się na progu drugiego etapu. Nie zapominajmy jednak, iż Biezmienow rozwijał swoją koncepcję, mając na myśli społeczeństwo zachodnie lat 70., a nie komunizm przekształcony w nową formę, u nas na razie jeszcze miękkiego, totalizmu. Dlatego jego uwagi odnośnie do czwartej sfery – struktury władzy – przynajmniej częściowo nie pasują do postkomunistycznej rzeczywistości.

Biezmienow uważał, iż ciała wybierane zastępowane są przez grupy pozostające poza kontrolą, które mówią politykom, jak mają postępować, co jest dobre, a co złe i jako przykład podawał media. W postkomunizmie media nie stanowią jednak żadnej samodzielnej siły, są jedynie instrumentem kontroli opinii publicznej w rękach środowiska komunistycznych służb specjalnych i ich agentur.

W sferze społecznej wskazywał, że związki zawodowe miast walczyć o poprawę warunków pracy, stały się instrumentem walki ideologicznej i bronią przede wszystkim interesu własnego aparatu. Uwaga ta odnosi się również do realiów lat 70. na Zachodzie.

Polityka strusia

I wreszcie w szóstej sferze porządku publicznego i prawa demoralizujące skutki osiąga się poprzez pomieszanie ról i permisywizm. Przestępca staje się w gruncie rzeczy sympatyczną ofiarą społeczeństwa, a broniący ładu przedstawiciele prawa, podobnie jak wojskowi, są systematycznie ośmieszani.

Biezmienow uważał, że dla grup stanowiących zagrożenie dla ładu społecznego należy wprowadzić restrykcje, co oczywiście jest niezgodne z zasadami otwartych społeczeństw demokratycznych i liberalnych. Dodajmy, że w efekcie takiej polityki tolerancji Europa dorobiła się na swoim terytorium ruchów islamistycznych i obecności wielomilionowej społeczności muzułmańskiej, która nie jest w stanie i nie chce się zintegrować. W tym wypadku strach był główną przyczyną polityki strusia. Można więc dodać do wywodów Biezmienowa, iż tchórzostwo jest warunkiem upadku cywilizacji.

Biezmienow wskazuje na przykładzie historycznym Japonii, że bezpieczne są tylko społeczeństwa zamknięte, gdyż warunkiem powodzenia wojny psychologicznej jest gotowość ofiary do przyjęcia agresora, a zatem współczesne społeczeństwa otwarte skazane byłyby z góry na przegraną. Jest to jednak pewne uproszczenie. Jeśli bowiem społeczeństwo spajają wspólne wartości i zasady, a jego elita kieruje się dobrem państwa, agresor nie znajduje w warstwach wyższych partnerów gotowych do przyjęcia zatrutych podarków. Inaczej jest w społeczeństwach postkolonialnych, w tym zwłaszcza w państwach postkomunistycznych.

Społeczeństwo pozbawione własnej elity, które nie potrafi odciąć się od obcej, sowieckiej agentury, od elity wyhodowanej przez obce władze i traktuje ją jak własną, jest z góry skazane na przegraną. Gdyż owa elita, chcąc zachować nienależną jej pozycję, będzie systematycznie osłabiała i niszczyła wspólnotę narodową i społeczeństwo, by nie powstała żadna konkurencja. Dlatego wspólnota interesów partii rosyjskiej z Rosją, a nie zwykła działalność agenturalna, która paradoksalnie w tej sytuacji byłaby mniej szkodliwa, leży u podstaw załamania wspólnych wartości i zasad, które kiedyś łączyły Polaków.

Autor publikacji: 
Ubekistan: 
Źródło: 
Gazeta Polska Nr 8 z 23 lutego 2011