You are here

PRZED WIELKĄ ZMIANĄ

Sytuacja geopolityczna Polski i Europy postkomunistycznej uległa zmianie. Jest to jednak jedynie fragment kształtującego się obecnie nowego układu geopolitycznego, który może okazać się trwały przez następne pokolenie. Centrum świata staje się strefa Pacyfiku, spójrzmy więc na rywalizację geopolityczną z jej punktu widzenia i naszą peryferyjność.

Patrząc z Pekinu

Perspektywicznym celem Chin powinno być zapewnienie sobie tanich surowców, co wymaga uzyskania kontroli nad Azją środkową, zbytu dla swych towarów i przejścia do produkcji bardziej zaawansowanej technologicznie, czyli powtórzenie rewolucji japońskiej, ale samodzielnie i skuteczniej. Japonia bowiem po 1945 r. uzależniła się od Stanów Zjednoczonych w sferze gospodarki, polityki i bezpieczeństwa. Rola CIA w budowie nowoczesnej Japonii dla nikogo nie jest tajemnicą.

Azja środkowa i Syberia są dla Chin naturalnym źródłem zapewnienia sobie surowców i pozbycia się nadwyżki ludności, ale Rosja nie jest żadnym przeciwnikiem. Z tej perspektywy Pekin dąży raczej do jej zwasalizowania, uzależnienia gospodarczego Syberii, czemu służą inwestycje na Uralu czy we Władywostoku, a w przyszłości zapewne w innych ośrodkach. Syberia i Azja środkowa stanowią raczej tereny ekspansji, natomiast prawdziwym konkurentem są USA.

Chiny działają ostrożnie, ale konsekwentnie i systematycznie. Przede wszystkim zapewniają sobie surowce azjatyckie, co pozbawia Rosję monopolu na ich tranzyt i znacznie ją osłabia, ponieważ Gazprom sprzedaje gaz azjatycki, a nie własny, którego nie jest w stanie wydobywać ponad swoje potrzeby. Konsekwencją musi być wypieranie z Azji środkowej w dłuższej perspektywie rosyjskich wpływów politycznych, co nie przeszkadza wspierać Rosji, gdy ta eliminuje USA, np. w Uzbekistanie i Kirgizji. Odcina to Amerykę od tutejszych surowców, zagraża operacjom w Afganistanie, które miały umożliwić tranzyt przez ten kraj gazu i ropy z Azji do Pakistanu i Indii, i skazuje na niepowodzenie przyszłą operację w Iranie.

Chiny budują autostrady, linie kolejowe oraz rurociągi. Działa już naftociąg Atyrau–Kenkijak–Kumkol–Atasau–Alaszankou–Ujgurystan (Lunnan–Szanszan) – Jumen–Lanżu–Szanghaj o docelowej wydajności (na razie) 30 mln ton rocznie. Jednocześnie Chiny kupiły pola naftowe i budują rafinerię w Kumol (kupiły Petro Kazachstan). Niebawem uruchomią gazociąg z pól w Saman Depe w Turkmenii przez Uzbekistan i Kazachstan (Czymkent–Ałma Ata–Alaszankou) oraz Ujgurystan również do Szanghaju o docelowej wydajności 40 mld metrów sześciennych rocznie. Ciekawe, że Turkmenia podpisała umowy o dostarczeniu rocznie Rosji, Iranowi (rurociągi: Korpeje–Kurt Kui, Dauletabad–Changiran) i Chinom po 30 mld metrów sześciennych gazu każdemu.

W dłuższej perspektywie konsekwencją tej polityki gospodarczej będzie wyparcie przez Chiny Rosji, po wspólnej eliminacji wpływów amerykańskich.

Każdego wasala, a tym bardziej partnera, trzeba szachować i kontrolować. Dlatego Chiny zainteresowały się Europą Wschodnią i Bliskim Wschodem. Świadczą o tym podejmowane od roku działania, których efektem jest wejście na teren strefy wpływów rosyjskich. Właśnie Radio Chińskie uruchomiło redakcję białoruską, a redakcje bałtyckie są w fazie testów. Powołanie redakcji hebrajskiej wskazuje na plany wejścia na Bliski Wschód. Otwarcie redakcji greckiej Radia Chińskiego i zapowiedź wielomiliardowych inwestycji w tym kraju dowodzą, że Chiny chcą zrównoważyć tu wpływy rosyjskie. Jeśli to rozumowanie jest prawidłowe, należy spodziewać się chińskiego zainteresowania naszym regionem.

Rosja nie ma wyboru

Konflikt z Chinami nie wchodzi w grę. Po pierwsze, nie sposób Chin pokonać, bo niby jak miałaby Rosja tego dokonać. Gospodarczo jest słabsza, surowcowo Pekinu uzależnić nie może, o zajęciu terytorium nie ma mowy ze względów demograficznych. Rosja, a zwłaszcza tereny od Uralu do Pacyfiku zwane przez Rosjan Syberią Zachodnią, Wschodnią i Dalekim Wschodem, powoli wyludniają się.

Liczba ludności Rosji stale spada i to mimo migracji Słowian z Azji środkowej do Rosji w liczbie ok. 5 mln po 1991 r.[1]. W latach 1991–2010 ludność Rosji zmniejszyła się z 148,7 do 141,9 mln., a jeśli doliczyć migrację z Azji, to w sumie ubytek wyniósł 12 mln ludzi wobec przewidywanego wzrostu do 150 mln. Postępuje też depopulacja i deeuropeizacja Syberii. Cały obszar od Uralu do Pacyfiku zamieszkiwały w 1994 r. 32 mln ludzi, a na początku obecnej dekady 27 mln. Ludność muzułmańska Azji środkowej przekraczaj 50 mln, ale tylko w trzech prowincjach chińskich graniczących z Dalekim Wschodem mieszka 100 mln ludzi. Niebawem więc opustoszała Syberia stanie się terenem coraz intensywniejszej penetracji chińskiej, z pewnością w pierwszej kolejności ekonomicznej.

Po drugie, na Kremlu za śmiertelnego wroga uważane są Stany Zjednoczone. Dlatego Rosja, która potrafi być tylko pasożytem, musi znaleźć nowego żywiciela, dzięki któremu będzie mogła aspirować do statusu partnera Chin. Jedynym wyjściem dla Kremla jest więc zwasalizowanie Europy. Jest to warunek sine qua non wzmocnienia własnej pozycji wobec Chin. Dodatkowym argumentem jest dążenie do wyeliminowania z Europy Stanów Zjednoczonych, czemu będzie służył alians z Niemcami, wspomaganymi kornie przez Francję. Dlatego w interesie Rosji leży obecnie osłabienie i dezintegracja Unii Europejskiej, co spowoduje wzrost znaczenia Niemiec, a więc umocni tandem rosyjsko-niemiecki i wpływy samej Rosji. Zintegrowana Unia była bowiem gorsetem dla Berlina i sprawiała, że współpraca niemiecko-rosyjska nie mogła stać się głównym czynnikiem określającym porządek europejski.

Panowanie w Europie sojuszu niemiecko-rosyjskiego oznacza całkowite zwasalizowanie wobec Rosji naszego regionu.

USA – koncesje dla Rosji

Obarczanie Obamy za oddanie Europy Wschodniej, wycofywanie się z Europy i rezygnację z przewagi wojskowej (kontynuacja START 2 zaakceptowana 8 kwietnia) jest bezsensowne. Ktoś bowiem owego Obamę wyciągnął ze śmietnika, umył, opakował i sprzedał bywalcom fast foodów po to, by właśnie taka polityka była prowadzona. Dlaczego zatem USA postanowiły wzmocnić Rosję?ś
Centrum polityki przyszłości przenosi się w rejon Pacyfiku. Mimo że Japonia, o której przyszłej potędze snuto rozważania 40 lat temu, to druga potęga ekonomiczna świata, a jej PKB jest dwukrotnie większy od PKB Chin, to właśnie one stanowią przyszłego rywala Stanów w skali geopolitycznej. Japonia została przez USA w sensie politycznym zneutralizowana i nie jest zdolna do podjęcia gry geopolitycznej. W odróżnieniu jednak od Amerykanów nadal dostrzega potencjalne zagrożenie ze strony Rosji, może więc być dla nas pomocna.

W kwietniu 2010 r. Chiny dysponowały 2,4 bilionami rezerw, w tym 1,68 biliona zdenominowanych w dolarach, 20–25 proc. w euro, a resztę w funtach, jenach itp. W ciągu roku Chiny wymieniły więc ok. 250 mld dolarów na papiery wartościowe zdenominowane w innych walutach. Choć posługiwanie się bronią finansową w takiej sytuacji jest obosieczne, a zależność wzajemna, to jednak Chiny stały się potężnym graczem. Patrząc zaś w dłuższej perspektywie – stanowią poważne niebezpieczeństwo.

Stany Zjednoczone wyszły z fałszywego założenia, iż między Rosją a Chinami istnieje konflikt i wzmocnienie imperialnych dążeń Kremla zrównoważy wpływy Chin.

Drugą przesłanką polityki USA jest mylne przekonanie, iż koncesjami wobec Rosji, a konkretnie zgodą na odbudowę imperium w Europie Wschodniej, na Kaukazie oraz przyjęciem do wiadomości faktu samowasalizacji starej Europy, można pozyskać pomoc w Azji przeciwko Iranowi, ruchom fundamentalistycznym i ogólnie doprowadzić do sojuszu w polityce azjatyckiej.

Dlatego należy przyjąć scenariusz pesymistyczny, iż wymiana Ukrainy, Polski i innych krajów za Iran i Azję jest decyzją stałą.

Europa szuka Gosudaria

Rzym u schyłku Cesarstwa zapewniał sobie bezpieczeństwo, płacąc Germanom daninę i zatrudniając ich w armii jako gwarantów porządku i bezpieczeństwa. Obecnie sytuacja się powtarza. Europa podcięła sobie sama korzenie i teraz bezsilna w obawie przed jednymi barbarzyńcami szuka obrony u innych. Uzależnienie się od surowców energetycznych dostarczanych przez Rosję ma uwolnić Europę od importu z krajów arabskich, a miraże dobrych interesów poprawić kryzysowe samopoczucie.

Stara Europa uwierzyła, że Rosja będzie gwarantem bezpieczeństwa przed islamem, zapewni święty spokój, za co warto zapłacić daninę; najpierw kosztem Europy postkomunistycznej, a następnie własnym, byle tylko nie musieć walczyć.

Pierwszą ofiarą takiej polityki jest Polska, jako jedyne państwo zdolne przeciwstawić się Rosji i stworzyć jakieś jądro oporu w regionie.

Emigracja muzułmańska opanowuje Europę, a prognozy demograficzne pozwalają określić, kiedy kraje starej Unii staną się dwuwyznaniowe. Na islam przechodzi też wielu Europejczyków, którym wmówiono pogardę dla własnej wiary i cywilizacji lub którzy widzą jej upadek i zafascynowani są siłą przeciwnika.

Rosja w każdej chwili może rozpocząć również na terenie europejskim grę ruchami muzułmańskimi, infiltrowanymi i wspieranymi w sposób ograniczony, by wzmocnić w Europejczykach uległość w zamian za pomoc. Chcecie, żebyśmy ich powstrzymali, bo wy przecież jesteście do tego niezdolni (tolerancja), to przyjmijcie naszą opiekę. Taka współczesna odmiana kolonatu na poziomie państwowym. To paniczny strach ubrany w bełkot tolerancji pcha Europę ku Rosji.

Obecny kryzys finansowy daje Rosji idealną okazję, by wspierając protesty, „zachęcić” Europę do szukania gwarancji bezpieczeństwa w Rosji. Podporządkowanie w zamian za zaniechanie finansowania ruchów protestu. Taki scenariusz właśnie przećwiczono w Grecji. Bardziej pokojowy w Islandii – pomoc finansowa w zamian za „przyjaźń”.

Niemcy dostrzegają obecnie swój największy interes w sojuszu z Rosją, zamiast budowania Unii Europejskiej. Jego konsekwencją będzie eliminacja USA. Po prostu Rosja zastąpi Stany Zjednoczone w roli głównego opiekuna Niemiec.

Francja obecnie zaangażowała się w tworzenie osi Moskwa–Berlin, choć wie, że może w niej uczestniczyć, rzecz jasna, na warunkach niemieckich, gdyż to Berlin rozdaje karty w osłabionej Unii. Sama Francja zdaje sobie sprawę, iż musi przegrać z Niemcami wyścig o to, kto będzie cenniejszym wasalem dla Rosji. Może tylko bardziej się upadlać, ale i tak nic nie skorzysta, a przeciwstawić się Niemcom nie ma ani woli, ani siły. Na razie wszelkie „cudowne Geschäfty” zakończyły się dla niej stratami – np. 200 mln euro dla Grupy Renault – gdyż w Rosji decyzje podejmuje się wyłącznie na podstawie kryteriów politycznych, a Francja nie jest warta rezygnacji przez Rosję z czegokolwiek.

Wielka Brytania miejmy nadzieję uniknie roli Putinowskiej przystawki, jaką już odgrywa Berlusconi, ale trudno Włochów traktować poważnie. W samowasalizującej się Europie głównym rozgrywającym są Niemcy, które uważają, iż sojusz, a następnie uzależnienie się energetyczne od Rosji i zgoda na wszelkie żądania geopolityczne Kremla, zapewnią Berlinowi kontrolę nad Europą i respektowanie jego interesów w strefie rosyjskiej. Jeśli polityka ta zostanie zrealizowana, tandem będzie kontrolował Europę, z tym, iż Berlinowi przypadnie rola młodszego brata, ciągle płacącego daninę koncesjami.

Polska i nasz region

Ustawmy kulę ziemską w programie Google Earth, jakbyśmy patrzyli na świat z Pekinu, Waszyngtonu lub Moskwy, a wtedy zrozumiemy, że z perspektywy strefy Pacyfiku jesteśmy na krańcach globu, natomiast z punktu widzenia Moskwy stanowimy przedłużenie Rosji.

Czy istnieją jeszcze jakiekolwiek możliwości obrony niepodległości nie tyle przed krwawą Brukselą, co przed miłującą pokój Rosją? Bez sojusznika z zewnątrz Polska sama nie ma żadnych możliwości przeciwstawienia się tandemowi rosyjsko-niemieckiemu, który już podporządkował sobie nasz region.

Z dotychczasowego wywodu wynika, iż powinniśmy rozwinąć współpracę z Chinami, by zrównoważyć politykę rosyjską. Trzeba jednak pamiętać, iż dla Pekinu nie będziemy antyrosyjskim sojusznikiem, ale z całym regionem tylko elementem kontroli rosyjskiego wasala.

Jeśli rzeczywiście Polska ma złoża gazu łupkowego, pojawiają się dwie możliwości. Po pierwsze, zaangażowanie koncernów amerykańskich, które dla zysku będą gotowe przeciwstawić się Rosji, która na eksploatację polskich złóż przez kogokolwiek poza Gazpromem zezwolić nie może. Surowce energetyczne są bowiem jej podstawowym instrumentem władzy i wpływów. Koncerny we własnym interesie będą wówczas musiały poprzeć partię polską przeciwko Targowicy. Zamiast sojuszu ze Stanami, mielibyśmy więc współpracę z amerykańskimi koncernami, które już wytłumaczyłyby pajacowi w Białym Domu, jaką politykę prowadzić. Nieprzypadkowo partia rosyjska przypuściła atak na „łupki”, podkreślając zagrożenie ekologiczne, brak zysków czy mityczność złóż.

Inna koncepcja polegałaby na zmianie sojuszy w Europie i powstaniu tandemu niemiecko-polskiego opartego na bezpieczeństwie energetycznym uzyskanym nie dzięki gazowi rosyjskiemu, ale polskiemu. Decyzja zależy jednak wyłącznie od Berlina. Polski gaz zapewniałby Europie bezpieczeństwo przed Rosją, ale tylko sojusz z Moskwą pozwoli Niemcom rządzić Europą. Dlatego musiałaby jednocześnie ulec wzmocnieniu integracja europejska.

Polska polityka wobec Unii musi być oparta na pragmatyzmie; popierać integrację, kiedy służy naszym interesom (kwestia niemiecka), a zwalczać decyzje Brukseli, kiedy niszczą naszą gospodarkę (kwestia stoczni i cudowna zmiana dyrektyw po wykonaniu zadania). Do tego jednak polskie społeczeństwo jest całkowicie niezdolne. Jedni z przyczyn ideologicznych zwalczają Unię, inni czynią z niej ideał, by wzmocnić panowanie nad własnym narodem, niejako z obcego nadania.

Jeśli większość pogodzi się z utratą suwerenności i przynależnością do rosyjskiej strefy wpływów, przecież „Tańca z gwiazdami” nie zakażą i do państw zachodnich o ograniczonej suwerenności i niezłym dobrobycie wyjeżdżać pozwolą, to niniejsze rozważania będą oczywiście bezcelowe, a pełzanie stanie się narodową cnotą Polaków.

--------------------------------------------------------------------------------

[1] Z ok. 11 mln Europejczyków, w tym ok. 9,3 mln Rosjan, pozostało w Azji Środkowej do 6 mln Europejczyków, w tym Rosjan poniżej 5 mln.

Autor publikacji: 
Polityka zagraniczna: 
GEOPOLITYKA: 
Źródło: 
Nowe Państwo nr 6 (52)/2010