You are here

GAZOWY CYROGRAF

Atmosfera wokół podpisanej przez rząd polski umowy gazowej z Rosją świadczy o powracaniu Kremla do polityki hegemonizmu Z Piotrem Naimskim, wiceministrem gospodarki w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, byłym członkiem Zespołu ds. Bezpieczeństwa Energetycznego w Kancelarii Prezydenta RP rozmawia Petar Petrović Polska jest w zasadzie o krok od podpisania umowy gazowej z Rosją. Czy mamy jednak powody do zadowolenia? Warunki w niej zawarte z trudem wychodzą na światło dzienne, a to co wiemy, wzbudza wśród licznych ekspertów i części opozycji niepokój o poziom bezpieczeństwa energetycznego i suwerenności naszego kraju. Okazuje się, że nawet Unia Europejska postanowiła się bliżej przyjrzeć temu kontraktowi. Z drugiej strony, rząd Donalda Tuska upewnia nas w przekonaniu, że uzyskaliśmy dzięki niej świetne warunki. Zastrzeżenia Komisji Europejskiej zostały zgłoszone w korespondencji pomiędzy nią a polskim rządem, konkretnie ministerstwem gospodarki. Uwagi Komisji sprowadzają się do podejrzenia, że przygotowany pakiet porozumień z Rosją dotyczący importu gazu, może być sprzeczny z prawem europejskim. Strona rosyjska twierdzi, że jest gotowa do zawarcia umowy. Również rząd Donalda Tuska, na wniosek Waldemara Pawlaka, zatwierdził projekt aneksu do porozumienia rządowego. Zdrowy rozsądek nakazuje wstrzymywać się z podpisaniem tych dokumentów, gdyż warunki kontraktu gazowego są dla naszego kraju wysoce niekorzystne. Niepotrzebnie wydłużamy kontrakt o piętnaście lat, zwiększamy odbiór gazu z Rosji i utrzymujemy indeksację formuły cenowej do cen ropy naftowej, mimo że obecnie wszyscy od tego odchodzą. Jesienią zeszłego roku E.ON Ruhrgas - niemiecka spółka otrzymująca gaz także z Rosji, proponowała PGNiG krótkoterminowy, czteroletni kontrakt, który pozwoliłby uzupełnić niedobory na polskim rynku, spowodowane wycofaniem się RosUkrEnergo z kontraktu z PGNiG. Te cztery lata w zupełności wystarczyłyby do tego, żeby dotrwać do uruchomienia terminala LNG w Świnoujściu. Z niewiadomych powodów PGNiG przerwał rozmowy z Niemcami, którzy deklarowali możliwość dostarczenia swojego gazu poprzez system ukraiński. W czym umowa ta nie zgadza się z prawem stanowionym w Unii Europejskiej? Rzecz dotyczy tego, kto jest operatorem polskiego odcinka gazociągu jamalskiego, czyli kto decyduje o tym, ile i czyj gaz jest przesyłany rurociągiem. Prawo europejskie nakazuje rozdzielenie funkcji właścicielskich i operatorskich, dlatego też spółka EuroPolGaz nie może być jego operatorem. Strony polska i rosyjska porozumiały się w tej kwestii w taki sposób, że docelowo operatorem będzie polska spółka Gaz-system, która jest operatorem wszystkich innych gazociągów na terytorium naszego kraju. Ta procedura jest w trakcie i nie wiadomo kiedy się zakończy, a w przygotowanych porozumieniach z Rosjanami zgodzono się na to, by konkretne ilości gazu, w określonym czasie były tym gazociągiem przesyłane. Zatem postąpiono niezgodnie z zapisami prawa unijnego omijając operatora decyzją polityczno - administracyjną. Z tego wynika, że strona polska nie wyciągnęła żadnych wniosków z zeszłorocznego sporu o gaz, który rozegrał się pomiędzy Rosją a Ukrainą, a który odczuła duża część Europy. W ciągu ostatnich dwudziestu lat nasi politycy zapewniali nas o absolutnym priorytecie sprawy dywersyfikacji, dziś, w kontekście tej umowy, brzmi to trochę niepoważnie, nie uważa Pan? Niestety, tak wygląda rzeczywistość. Rząd Donalda Tuska i Waldemara Pawlaka deklarując zrozumienie dla konieczności dywersyfikacji źródeł dostaw zwiększa w praktyce jednostronne uzależnienie od rosyjskich dostaw. W naszym interesie jest szukanie innych źródeł zaopatrzenia. Budowa gazoportu w Świnoujściu dobrze wpisuje się w ten plan strategiczny. Zwiększanie importu ze Wschodu, projektowana długoterminowa umowa, skutecznie utrudnia ten proces i powoduje, że robimy krok wstecz. Także dalsze zapisy umowy mogą budzić zdziwienie, jak np. ten o zmianie sposobu zarządzania EuroPolGazem – gdzie ma zostać zastosowana zasada jednomyślności, co według części ekspertów spowoduje, że Rosjanie będą mogli wymuszać na nas swoje rozwiązania. Minister Waldemar Pawlak zaproponował też kuriozalne spłacenie rosyjskiego długu wynoszącego miliard euro, w taki sposób, że Rosjanie zmniejszą nam cenę kupowanego od nich gazu o 1 %, co znaczy, że bez odsetek będą go spłacać przez prawie 30 lat! Czy to prawda? Rzeczywiście, jest chęć zastosowania zasady jednomyślności co w praktyce może prowadzić do paraliżu decyzyjnego w spółce EuroPolGaz. Jeżeli chodzi o zadłużenie Gazpromu w stosunku do EuroPolGazu to kwestia ta została rozwiązana w taki sposób, że strona polska odstąpiła od egzekwowania należności za lata 2006 – 2009, w zamian za co PGNiG uzyskał pewną ulgę w płatnościach za gaz odbierany ponad to, co jest konieczne do odbioru /poziom take or pay/ w ciągu najbliższych pięciu lat. Jeśliby PGNiG w całości potrafił wykorzystać tę sytuację, to jego zysk wyniósłby około 200 mln $, podczas gdy darowane zadłużenie mogłoby okazać się znacznie wyższe. W mediach można było znaleźć informację, że mamy też zrezygnować z zysków z transportu surowca przez nasz kraj do Niemiec. Opłata za przesył gazu przez terytorium Polski uiszczana jest przez właścicieli gazu EuroPolGazowi, gdzie PGNiG miał do tej pory 48 proc., a po podpisaniu umowy będzie miał 50 proc. udziałów. Około 90 proc. gazu przesyłanego przez rurociąg jamalski to surowiec wysyłany do Niemiec. Wpływy EuroPolGazu od rosyjskiego Gazeksportu są dziewięć razy większe niż od PGNiG, gdyż 90 proc. gazu przechodzącego przez nasz kraj trafia do Niemiec. Od samego początku, od podjęcia decyzji o budowie gazociągu jamalskiego, Rosjanie dążą do tego, żeby spółka eksploatująca ten gazociąg, była podmiotem nieprzynoszącym zysku – non-profit. W ostatnich projektach porozumień ograniczono poziom zysku spółki EuroPolGaz do 21 mln zł rocznie. Jeżeli porówna się to ze stawkami przesyłowymi obowiązującymi w Europie, to jest to suma śmiesznie niska. To skutecznie ogranicza jej możliwości i faktycznie rzecz biorąc, Rosjanie prawie za darmo będą przesyłali swój gaz przez nasze terytorium. Co więcej, w kontrakcie utrzymana jest niekorzystna z naszego punktu widzenia zasada „take or pay”, a to znaczy, że za nieodebrany gaz także trzeba będzie zapłacić. Twierdzenie rządu i PGNiG, że wielkim zyskiem z negocjacji jest przedłużenie okresu tranzytu rosyjskiego gazu przez Polskę do 2045 roku, jest jak widzimy kpiną. Nie mamy z tej umowy żadnych korzyści. Czy ktoś z rządu potrafił konkretnie wytłumaczyć, z którego z zapisów możemy być szczególnie zadowoleni? Nikt nie potrafił! Tłumaczy się tylko odrębne punkty tych porozumień, starając się nie łączyć ich w jedną całość, gdyż całość jest przerażająca. To po co nam w takim razie gazoport w Świnoujściu, skoro mamy „zapewnione” takie ilości gazu z Rosji? Po co tracić czas na umowy z Katarem, odgrzewać sprawę dostaw tego surowca z Norwegii, po co łudzić się perspektywą wydobywania gazu pochodzącego z łupków, jak i tak w ostateczności podpisujemy z Gazpromem umowę na wyłączność? Jeśli chodzi o terminal w Świnoujściu, to jest on potrzebny bez względu na sytuację. Gdyby nie doszło do podpisania nowej umowy z Rosjanami, to nowy gazoport z możliwością odbioru 5 mld metrów sześc. gazu rocznie, a w późniejszym okresie do 7,5 mld, mógłby stanowić w krótkim czasie istotny środek do zróżnicowania dostaw tego surowca do Polski. Nasz kraj zużywa rocznie 14 mld metrów sześc. gazu. Zapotrzebowanie na gaz rośnie, ale nie gwałtownie, więc moglibyśmy w tym wypadku mówić o perspektywie uzyskania nawet ponad 1/3 gazu z innego niż rosyjskie źródła. PGNiG ma podpisany dwudziestoletni kontrakt na dostawy 1.5 mld m. sześć. skroplonego gazu do budowanego terminala od roku 2014. Gazoport będzie można też wykorzystywać elastycznie, w miarę potrzeb, jako zabezpieczenie w momencie zagrożenia dostaw ze Wschodu. A wszyscy dobrze wiemy, że taka obawa nie jest bezpodstawna. Sytuacja na rynku gazu skroplonego zmienia się na naszą korzyść, gdyż jest go w Europie dużo więcej niż jeszcze do niedawna przewidywano, co spowodowane jest m.in. rezygnacją USA z importu LNG. W rezultacie jego ceny spadają w kontraktach krótkoterminowych i takimi właśnie umowami, od momentu uruchomienia gazoportu, moglibyśmy regulować wielkość polskiego importu. Jak Pan Minister ocenia głosy, że Rosjanie zmiękczają swoją politykę, np. historyczną wobec Polski licząc, że my także pójdziemy na ustępstwa, tyle że w kwestiach ekonomicznych, a w szczególności gazowych. Rozmawiamy 26 maja i właśnie dziś pojawiła się informacja, że prokuratura generalna Federacji Rosyjskiej nie widziżadnego uzasadnienia dla wznowienia śledztwa katyńskiego gdyż, według niej, w Katyniu w roku 1940, nastąpiło tylko przekroczenie uprawnień przez funkcjonariuszy NKWD i nie ma żadnego dowodu, że polscy oficerowie zostali rozstrzelani. To jest absurd! W szczególności w kontekście gestów czy deklaracji władz rosyjskich po katastrofie pod Smoleńskiem. Pokazuje to, że pomiędzy deklaracjami, które mają nas zwieść, a twardą rzeczywistością, istnieje bardzo duża rozbieżność. Rosja od dłuższego czasu próbuje odzyskać utracone wpływy w rejonach, które były strefą interesów upadłego Związku Sowieckiego, także w Środkowej Europie, do niedawna pozostającej pod rządami komunistów. Moskwa używa różnych narzędzi do tego celu, jednym z nich jest wykorzystywanie eksportu surowców energetycznych jako elementu uzależniającego kraje ościenne, co pomaga jej w prowadzeniu skutecznej polityki zagranicznej. Sformułowanie łączące te dwa elementy znalazło się w doktrynie rosyjskiej w dokumencie z 2003 roku. Z drugiej strony, Rosjanie nie zapominają o tym, że wpływy buduje się także w sferze politycznej i psychologicznej, tak aby w możliwie największym stopniu, pozbawić rząd kraju ościennego atrybutów suwerenności. Polski rząd godząc się na oddanie śledztwa w spawie katastrofy pod Smoleńskiem, w której ginie prezydent RP i ponad 90 innych ważnych osób, wyzbywa się swojej suwerenności. Na rezultaty nie trzeba długo czekać. Polscy prokuratorzy oświadczają w telewizji, że oni wprawdzie coś wiedzą na temat tego śledztwa, ale nic nie mogą powiedzieć społeczeństwu dopóty, dopóki Rosjanie im na to nie pozwolą. To jest tragifarsa. To jest ograniczenie polskiej suwerenności na rzecz decydentów w Moskwie. Rząd Tuska godzi się na to i próbuje nas przekonać, że jest to otwarcie nowej ery przyjaźni i współpracy w stosunkach polsko – rosyjskich. Żyję dostatecznie długo, żeby czuć złowrogość tej sytuacji. W czasie kilku ostatnich miesięcy mogliśmy obserwować jak kolejne kraje basenu Morza Bałtyckiego wyrażały zgodę na budowę Gazociągu Północnego. Po tym, jak Niemcy zgodzili się, by zakopać rurę przy naszym wybrzeżu, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski ogłosił, że odnieśliśmy tym samym wielki sukces. Mamy się z czego cieszyć? Zakopywanie rury przy torach podejściowych do polskich portów to nie sukces, ale sprawa, która wciąż pozostaje nierozwiązana. Jest to techniczna kwestia, a sposób jej rozwiązania będzie istotny dla przyszłości stosunków polsko – niemieckich. Pomyślne dla Polski rozwiązanie to takie, które nie ograniczy rozwoju portów w Świnoujściu i Szczecinie. Przyszłość tych portów może być limitowana tylko i wyłącznie głębokością cieśnin duńskich, a nie tym, na ilu metrach zakopany jest gazociąg Nord Stream. Pozostaje to w gestii niemieckich władz, jest to technicznie drobna sprawa, a jej załatwienie będzie probierzem tego, czy Niemcy chcą normalnych stosunków z Polską, czy też je lekceważą i mamy tak naprawdę do czynienia z wrogim chłodem wiejącym z Berlina. Amerykanom udało się uzyskać niezależność od zewnętrznych dostawców surowców, m.in. dzięki własnym zasobom naturalnym, rozwojowi techniki wydobywczej, ale przede wszystkim dzięki wielkiej chęci władz, by uniezależnić się od zewnętrznych dostawców. W efekcie, nie dość, że alternatywne źródła okazały się opłacalne, to jeszcze istnieje duża szansa na to, że sukces ten zostanie powtórzony i w naszym kraju. Chodzi oczywiście o gaz łupkowy. Dziś, słyszymy już na ten temat wiele przeciwstawnych poglądów i początkowy optymizm w tej kwestii stopniowo opada. W Polsce są duże szanse na wydobycie gazu niekonwencjonalnego. Kilka największych firm amerykańskich zaangażowało się w poszukiwania tego gazu w Polsce, a wyniki tych poszukiwań będą znane za rok, półtora. Pozytywny wynik oznaczałby, że w perspektywie ok. 10 lat w naszym kraju można by wydobywać przynajmniej kilka miliardów metrów sześc. gazu niekonwencjonalnego. Porównując z polskimi potrzebami byłoby to istotną wielkością. Słychać glosy, że Rosjanie chcieliby przejąć wydobywanie gazu niekonwencjonalnego w Polsce. Ostatnio pojawiły się wypowiedzi ludzi związanych z Gazpromem, z których dowiadujemy się, że Rosjanie zaczynają się interesować tą nową technologią. Nie przejawiają na razie aktywności w Polsce i myślę, że upłynie sporo czasu, zanim uda im się uzyskać dostęp do tej nowoczesnej technologii. Można mieć nadzieję, że rozpoczęte działania firm amerykańskich, a słychać, że i polskie zaczęły przejawiać tym zainteresowanie, będą dużo szybsze i przyniosą efekty. Czy Rosjanie dopuszczą do sytuacji, w której mogliby stracić swoją pozycję lidera w eksporcie surowców w Europie? Przecież amerykańskie firmy, wchodząc na rynek europejski, zapowiadają, że chcą przytrzeć nosa Kremlowi. W końcu to właśnie ropa i gaz stanowią podstawowe źródła zarobku ludzi z otoczenia Putina? Jak zareagują na proces emancypowania się w szczególności krajów Europy Środkowej? Gdyby się okazało, że w Europie możliwe jest wydobycie gazu ziemnego w niekonwencjonalny sposób, w ilościach takich, że będą one porównywalne z importem z Rosji, to oznaczałoby to dla polityki rosyjskiej strategiczną klęskę. Oczywiście, Kreml będzie czynił wszystko, co potrafi, żeby wytłumaczyć: po pierwsze, że wydobycie gazu z łupków w Europie się po prostu nie opłaca, po drugie, że jest to zagrożenie ekologiczne, a po trzecie, że jest to wielokrotnie droższe niż łatwo dostępny rosyjski gaz. Po czwarte, gdy już wszystkie metody zawiodą, będą się sami starali wejść w ten nowy biznes. To jest oczywiste. Zobaczymy, jaki będzie tego rezultat – otworzyło się nowe pole dla gospodarczej i politycznej konkurencji.

 

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: