You are here

SŁOWO

Do wszystkich, którzy obrali sobie drogę Prawdy. Do wszystkich, którzy w tym, co się wydarzyło widzą więcej, niż tragedię ludzką. Do nas wszystkich, dla których jest to tragedia naszego narodu o wymiarze głębszym niż śmierć naszego Prezydenta i wszystkich tych, którzy zginęli z nim. Ten głębszy wymiar - jak potężny cios kijem przez głowę - wbija nam w serca klin. Świadomość tego, że oto zginęli ludzie, którzy służyli Prawdzie, że zginęli ludzie, którzy tworzyli fundament naszych nadziei na normalność wykoleja wszystkie nasze myśli. Ta świadomość wykoleja myśli o przyszłości i uniemożliwia nam dzisiaj patrzenie z nadzieją na nasz kraj.

Ten głębszy wymiar może sprawiać, że czujemy się pokonani. Ale ten głębszy wymiar tej tragedii każe nam uświadomić sobie, albo przypomnieć, o co tak naprawdę chodzi - na co piszemy się wierząc w to, co robimy. "Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału..." pisze Św. Paweł do wierzących w Efezie, po czym tworzy jeden z
bardziej sugestywnych obrazów tego, co jest niezbędne dla wierzących w Sprawiedliwość, dla naśladowców Ewangelii Miłości - obraz zbroi - jest tam pancerz sprawiedliwości, jest tarcza wiary, przyłbica zbawienia i miecz Ducha, którym jest Słowo Boże. Ale uzasadnienie potrzeby przywdziania tego wszystkiego, co tak naprawdę nas konstytuuje, jest absolutnie dla nas kluczowe - "Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału ..."

To jest też dziś główną refleksją dla każdego z nas. Te śmierci pokazują nam jasno - klarują obraz, jakkolwiek ciężko to teraz brzmi, jakkolwiek wiele ważą te słowa - walcząc o Prawdę, stawiając sobie za cel Sprawiedliwość i chcąc normalności, nie bojąc się haseł ze sztandarów tych, którzy zginęli na przestrzeni dziejów - w Katyniu, w Charkowie, pod Monte Cassino, w Powstaniu Warszawskim - traktując poważnie nasze cele i idee na których nam zależy - pozbawiamy się złudzeń. Kurtyna opada.
Koniec z głupkowatymi uśmieszkami. Koniec z udawaną zadumą - koniec z udawanym patriotyzmem. Koniec z tymi, dla których to była kariera, rozrywka, zabawa. Przestają liczyć się Ci, którzy uczestniczyli w tym cyrku dla swoich miałkich przyziemnych krótkowzrocznych celów. To, co się wydarzyło obija nam szczęki. Powala. Ale nie nokautuje, choćby nie wiem jak mocno nam to wmawiały kłamstwa diabelskie.

"...powaleni, ale nie pokonani" mówi dziś do nas Żywe Słowo. Mówi to w konkretnym celu. Nie po to, żeby nas pocieszyć. Nie pocieszenia potrzebujemy. Potrzebujemy czegoś znacznie poważniejszego - ponoć jedno ze znaczeń greckiego parakletos, tłumaczonego jako pocieszyciel, to taki ktoś, kto dźga od tyłu włócznią maruderów - wypycha nią do walki, budzi z letargu. Nie wiem, czy to prawda, ale jeśli jakiegoś pocieszenia dziś potrzebujemy, to tylko takiego.
"Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła". Pozbawieni złudzeń, "powaleni, ale nie pokonani" musimy odpowiedzieć sobie na jedno proste pytanie: Czy chcemy...I tak nasza sytuacja nie wyglądała dobrze. Codzienność nas o tym przekonywała. Codzienność nas nierzadko przytłaczała. Obserwując uwiąd normalności, ucieczkę prawdy przed poprawnością, treści przed miałkością, czy szczerości przed udawaniem, pewnie niejednokrotnie wątpiliśmy w nasze działania, w nasze marzenia, w realizację naszych celów. Jak się przed tym obronić teraz? Nasz Pan, słowami Apostoła Narodów mówi nam, że "kiedy jesteśmy słabi, wtedy jesteśmy mocni".

Jesteśmy sługami Prawdy - ona nie musi się niczego bać. Wiemy, że to co robimy, to w co wierzymy, daje Życie. Wiemy, że jesteśmy po jasnej stronie mocy. Mamy siebie nawzajem, i to, że jesteśmy otoczeni przez hordy piekielnych mocy niczego nie zmienia. Byliśmy tak samo otoczeni i przed tragedią prezydenckiego samolotu. To jest ten głębszy wymiar tego, co się wydarzyło. Teraz po prostu nie mamy złudzeń, na co się pisaliśmy, na co się piszemy. Bój ten, który toczymy, a który tak naprawdę dopiero przyjdzie nam stoczyć, będzie bojem o to, w co wierzymy - o Prawdę, bojem, którego finału możemy nie zobaczyć, ale którego wartość jest tym większa. Jesteśmy wybrani. Jesteśmy wybrani na trudne czasy dla Prawdy, na trudne czasy dla Miłości, dla Wiary i dla Nadziei. I choć trzewia skręca zło, choć wnętrzności trawi ból, nie możemy, nie wolno nam o tym zapominać. "... powaleni, ale nie pokonani".

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: