You are here

NECANDUS

Kandydat Platformy Obywatelskiej w wyborach prezydenckich Bronisław Komorowski wyjawił nam priorytety swojej przyszłej prezydentury. W wywiadzie dla TVN, przewidując trudy kampanii prezydenckiej, Komorowski przytomnie zauważył, iż „przeciwnicy będą szukali na mnie haków, ale ja się prawdy nie boję, bo ta jest dla mnie korzystna. Jestem przygotowany na walkę, również tę z użyciem haków”.

Równie trafnie, Komorowski zdefiniował argument, jakim jego przeciwnicy będą godzić w dobre imię przyszłego prezydenta III RP. Inicjator afery marszałkowej nie ma wątpliwości, że wraże siły zaatakują go za sympatię do Wojskowych Służb Informacyjnych i kontakty z ludźmi tego środowiska. Dowiadujemy się zatem, że zdaniem Komorowskiego:
„Hańbą było zlikwidowanie wojskowych oczu i uszu, jakimi są wywiad i kontrwywiad wojskowy i tego się nie wyrzeknę jako były minister obrony narodowej. To była decyzja szkodliwa z punktu widzenia państwa polskiego. Nie były to służby dawnego PRL-u tylko demokratycznego państwa”.

To bardzo ważna – być może najważniejsza od 2007 roku deklaracja, złożona przez jednego z najwyższych przedstawicieli III RP. W ustach marszałka Sejmu - tak krytyczna opinia oznacza faktycznie zanegowanie całego procesu likwidacji i weryfikacji WSI – czyli treści sejmowej ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego, uchwalonej w dniu 9 czerwca 2006 roku oraz przepisów wprowadzających tę ustawę.
Stwierdzenie - iż w każdym, praworządnym państwie taka deklaracja marszałka parlamentu wywołałaby burzę medialną i ostrą reakcję opozycji – niewarta jest rozważania. Nie żyjemy bowiem w państwie prawa, a opozycja coraz mniej zasługuje na to miano, zatem słowa Komorowskiego przeszły bez żadnego echa.
A warto je zapamiętać. Głównie dlatego, że stanowią dowód, iż obecny marszałek Sejmu jest bezpośrednim nośnikiem intencji i planów ludzi środowiska zlikwidowanych służb. Potwierdzają też, że kandydatura Komorowskiego służy pełnej reaktywacji wpływów tego środowiska i ma na celu zabezpieczenie jego interesów. Są także świadectwem kłamstwa, na którym zbudowano to państwo, a ludzi służących sowieckim namiestnikom nazwano „oficerami” III RP.

Niewykluczone, że decyzję o wymianie kandydata Platformy na prezydenta podjęto już w ubiegłym roku. Być może, wówczas pojawiła się koncepcja porozumienia środowisk peerelowskiej bezpieki i zawarto satysfakcjonujący strony konsensus.
We wrześniu ubiegłego roku doszło bowiem do znaczącego wydarzenia. Byli szefowie Wojskowych Służb Informacyjnych zaapelowali do władz "o jak najszybsze uporządkowanie spraw związanych z działalnością wojskowych służb specjalnych". List w tej sprawie, w ich imieniu, przekazał gen. Marek Dukaczewski. Autorzy listu postulowali "prześledzenie procesu likwidacji i weryfikacji służb pod kątem popełnionych w jego trakcie nieprawidłowości i przypadków łamanie prawa".
Ten sam postulat można było usłyszeć z ust posła Komorowskiego, już w kwietniu 2007 roku, gdy zapowiadał, że „po zmianie władzy w Polsce trzeba będzie przyjrzeć się skutkom tego raportu. Nie tylko czy zostało złamane prawo przy jego ujawnianiu, ale także skutkom działania całego zespołu Antoniego Macierewicza i decyzji prezydenta o ujawnieniu raportu”.

List wojskowych bezpieczniaków z września ub.r. kończył intrygujący apel :
"Apelujemy również o przywrócenie godności, z której odarto żołnierzy i pracowników WSI oraz osoby udzielające służbom pomocy. Osoby te, postępując zgodnie z prawem, służyły Polsce, niejednokrotnie z narażeniem życia i zdrowia. Odebrano im honor i potraktowano jak przestępców".
Podstawą do twierdzeń o „postępowaniu zgodnie z prawem” były zapewne decyzje wojskowej prokuratury, dotyczące umorzenia szeregu postępowań, wszczętych na podstawie zawiadomień składanych przez Komisję Weryfikacyjną WSI. To na tej podstawie szefowie byłych WSI stwierdzili, iż „rozwiązywaniu WSI towarzyszyła atmosfera likwidacji organizacji kryminalnej, dbającej o obce interesy, a służący w WSI żołnierze i pracownicy cywilni zostali potraktowani jak pospolici przestępcy. Do dziś nie potwierdzono tego w zarzutach prokuratorskich, aktach oskarżenia, czy wyrokach sądów".
Nie przypadkiem więc, tego samego argumentu używa Bronisław Komorowski, gdy w wywiadzie dla TVN peroruje- „ Gdyby rzeczywiście było tak, że to jest - jak twierdzi PiS - jakaś zbrodnicza organizacja, to sprawy już dawno byłyby w prokuraturze.”

Tu oczywiście – ludziom WSI, jak i Komorowskiemu - emocje pomieszały trochę rozum. Tylko wyrok sądu, nie zaś umorzenie postępowania prokuratorskiego może stanowić podstawę uznania czyjejś niewinności, a ponieważ prokuratura wojskowa jest tradycyjną enklawą interesów „wojskówki” - nie warto jej rozstrzygnięciom nadawać powagi sprawy osądzonej. Od rzeczy mówi też Komorowski, ponieważ w prokuraturze znalazło się ponad 200 doniesień o przestępstwach żołnierzy WSI, z czego nadal kilkadziesiąt jest rozpatrywanych.

Polemika z komunistycznym kłamstwem, podniesionym do rangi medialnego dogmatu III RP ma sens wówczas, gdy zamiast słów weźmiemy pod uwagę fakty. Warto bowiem zwrócić uwagę na historyczny i prawny dowód tradycji - istniejącej między zbrodniczą Informacją Wojskową, a Wojskowymi Służbami Informacyjnymi i pamiętać o nim, gdy słyszymy bełkot o „przywracaniu godności”.

W grudniowym tekście zatytułowanym SKĄD ICH RÓD zamieściłem dokument opublikowany w książce „Sowietskij faktor w Wostocznoj Jewropie 1944–1953”, wydanej w 1999 roku w Moskwie. Został on zaprezentowany w piśmie „GLAUKOPIS” nr.13-14 z 2009r w publikacji Piotra Gontarczyka „Pod przykrywką. Rzecz o sowieckich organach Informacji Wojskowej w Wojsku Polskim”. Jest to pismo ludowego komisarza bezpieczeństwa państwowego Georgija Żukowa z kwietnia 1944 roku, skierowane do „ towarzysza Dymitra Z. Manuilskiego z KC WKP(b)”. Stanowi ono bezpośredni dowód, że organy Informacji Wojskowej były strukturą powołaną i całkowicie nadzorowaną przez Sowietów i stanowiły integralną część sowieckiego kontrwywiadu, działającego w WP „pod przykryciem”. Dokument wskazuje wprost, że nadzór formalnych przełożonych Informacji Wojskowej był od początku całkowicie fikcyjny. Czytamy tam m.in.:
„Robotę kontrwywiadowczą w polskiej armii prowadzi „SMIERSZ”, którego organy istnieją w wojsku polskim pod przykryciem „oddziału informacji wojska polskiego”. Skład wydziałów informacji wojska polskiego jest kompletowany ze składu osobowego Zarządu „SMIERSZ” Ludowego Komisariatu Obrony, który kieruje jego działalnością. Funkcjonariusze wydziału informacji noszą polskie mundury. [...]
Twierdzenie, że większość funkcjonariuszy oddziałów informacji to Rosjanie i nie znają polskiego języka odpowiada rzeczywistości. Jednak trzeba zaznaczyć, że w dyspozycji „SMIERSZ” NKWD SSSR i NKGB SSSR nie ma więcej ludzi, którzy władają językiem polskim.[...] Obecnie do szkoły NKWD w Kujbyszewie wybrano 300 Polaków z wojska polskiego, którzy przez 3 miesiące zakończą szkolenie i będą mogli zostać wykorzystani tak do obsady organów kontrwywiadowczych polskiej armii, jak i do obsady organów bezpieczeństwa przyszłej Polski.
W celu zwiększenia w oddziale informacji liczby ludzi, którzy mówią po polsku, uważam za celowe wydać polecenia dla tow[arzysza] Abakumowa, żeby przyjął do służby w „SMIERSZ” Polskiej Armii 100–120 Polaków z liczby sprawdzonych oficerów Armii Czerwonej, obecnie służących w armii polskiej.
Jednocześnie uważam za celowe utrzymanie takiej sytuacji, w której Berling nie dowodzi organami „SMIERSZ” w Armii Polskiej”.

Trzeba przypomnieć, że Główny Zarząd Informacji, powstały we wrześniu 1944 roku, na terenach Związku Sowieckiego – czyli (jak wynika z powyższego dokumentu) organ sowieckiego kontrwywiadu „SMIERSZ”, został w 1957 roku przekształcony w Wojskową Służbę Wewnętrzną – ta zaś, w roku 1990, po połączeniu z Zarządem II Sztabu Generalnego WP (tzw. wywiad wojskowy) została przemianowana na Wojskową Służbę Informacyjną.

Czym naprawdę był Główny Zarząd Informacji, najlepiej oddają słowa prof. Pawła Wieczorkiewicza z filmu „Towarzysz generał”, gdy historyk ten stwierdza, że z okrucieństwem „żołnierzy” GZI mogło konkurować tylko Gestapo, a osadzeni w więzieniach Informacji jeńcy modlili się, by przeniesiono ich do „łagodnych” wiezień UB.

Przez cały okres funkcjonowania tzw. kontrwywiadu wojskowego nie wydano – aż do ustawy z roku 2003 - żadnego aktu prawnego, regulującego działania tej formacji i nigdy nie przeprowadzono w niej jakiejkolwiek weryfikacji. Przede wszystkim - nie znamy żadnego dokumentu, na podstawie którego formalne kierownictwo organów kontrwywiadu wojskowego przekazano w ręce dowództwa Ludowego Wojska Polskiego. Tym samym – należy sądzić, że przez cały okres lat 1944 - 1990 formacja ta działała na podstawie rozporządzeń i dyspozycji sowieckich z roku 1944 i była de facto komórką kontrwywiadu sowieckiego. Rozkazy dowódców narodowości polskiej, wydawane po roku 1944 sankcjonowały jedynie stan zatwierdzony przez Sowietów.

Całe szefostwo WSI – domagające się dziś „przywrócenia godności i honoru” - to ludzie zaczynający służbę w Wojskowej Służbie Wewnętrznej – bezpośredniej, formalnej i personalnej kontynuacji Głównego Zarządu Informacji. Podstawowe cele działań tych „honorowych oficerów kontrwywiadu” zostały wyszczególnione m.in. w "Instrukcji o działalności kontrwywiadowczej w siłach zbrojnych PRL", wprowadzonej zarządzeniem Ministra Obrony Narodowej Nr 003/MON z dn. 15. 03. 1984 r. i sprowadzały się do:
„przeciwdziałania rozpoznawaniu wojska przez wywiady państw kapitalistycznych ; ochrony wojska przed oddziaływaniem sił antysocjalistycznych oraz ośrodków dywersji ideologicznej;
wykrywania w wojsku przestępstw, zwłaszcza charakteru politycznego oraz ich sprawców; zapobiegania przestępczości oraz zjawiskom i zdarzeniom wywierającym negatywny wpływ na gotowość bojową wojska, a zwłaszcza jego zwartość ideowo—polityczną."
Gdyby ktoś miał wątpliwości - jak służyli Polakom tzw. oficerowie wywiadu wojskowego, winien zapoznać się z treścią „Instrukcji o pracy operacyjnej Zarządu II Sztabu Generalnego WP” z dn.15.12. 1976 r., wydaną przez gen. Czesława Kiszczaka, w której zadania owych „wywiadowców” określono następująco:
„Głównym zadaniem wywiadu wojskowego jest zdobywanie, opracowywanie i przekazywanie kierownictwu Partii i Rządu, kierownictwu Ministerstwa Obrony Narodowej i siłom zbrojnym PRL materiałów i informacji wywiadowczych o potencjalnych przeciwnikach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i państw wspólnoty socjalistycznej.”

Na tej podstawie – socjalistyczny wywiad i kontrwywiad wojskowy brał udział w morderstwie księdza Jerzego i rozlicznych aktach politycznych zabójstw, prześladowań i represji, jakim poddawano Polaków w latach 80 –tych. Nigdy nie poznaliśmy i zapewne długo nie poznamy nazwisk morderców w mundurach – mieniących się polskimi oficerami.

Nigdy też Polaków nie przeproszono za 50 lat „służby” wojskowej bezpieki i związane z tym niezliczone zbrodnie. Żaden z przedstawicieli „wojskówki” nie poniósł odpowiedzialności za prześladowanie własnego społeczeństwa, a po roku 1989 środowisko WSW-WSI stało się fundamentem układu tworzącego III RP.
Ogromną rolę w utrwalaniu wpływów tych ludzi miał Bronisław Komorowski – najpierw w latach 1990 – 93, jako wiceminister obrony narodowej odpowiedzialny m.in. za kontrwywiad, następnie w latach 1997–2000 jako przewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej, a wreszcie w latach 2000–2001 jako minister obrony narodowej w rządzie Jerzego Buzka. Zasługi Komorowskiego dla tego środowiska, obszernie omówiłem w roku 2008, w cyklu sześciu tekstów zatytułowanych „PRZYJACIELE Z DAWNYCH LAT”.

Po roku 2007 i podjętej przez rząd Tuska reaktywacji WSI, Komorowski stał się najważniejszym gwarantem i wspornikiem interesów tego środowiska i w wielu wypowiedziach powtarzał wprost postulat przywrócenia im „godności i honoru”.
Od kilku tygodni można natomiast obserwować, w jaki sposób skoordynowano obecną akację przejęcia najważniejszego urzędu w państwie i odzyskania przez ludzi WSW/WSI pełni wpływów.
Wymuszona rezygnacja Donalda Tuska z kandydowania na urząd prezydenta i natychmiastowe wystawienie Bronisława Komorowskiego, nieprzypadkowo zbiegło się z ogłoszeniem powstania stowarzyszenia byłych żołnierzy WSI. Oficjalny cel jest jasny: „Stowarzyszenie ma zintegrować środowisko i przywrócić dobre imię WSI - twierdzi gen. Dukaczewski i nie ukrywa, że liczy, iż sprawa likwidacji WSI trafi do Sejmu. Pojawia się tu wielokrotnie podnoszony postulat powołania sejmowej komisji śledczej, mającej znaleźć dowody „haniebnej” działalności likwidatorów WSI. Dukaczewski domaga się nawet, by wobec „upokorzonych i pomówionych żołnierzy i pracowników WSI” padło słowo „przepraszam”.

Zgodnie z koncepcją zakłamywania rzeczywistości, pytany o nazwę stowarzyszenia były szef WSI wyjaśnia, że nawiązuje ona do międzynarodowego symbolu służb wywiadowczych, co należy uznać za oznakę wiary pana generała, iż polskie społeczeństwo po 3 latach od publikacji Raportu z Weryfikacji WSI nadal wykazuje historyczną i faktyczną ignorancję.

Skrót SOWA oznacza Stowarzyszenie Oficerów Wywiadu i ma się tak do prawdy o ludziach tworzących tę organizację, jak wywiady wolnych państw do socjalistycznych mutacji sowieckich megasłużb.
Najwyraźniej też środowisko WSW/WSI liczy na zastraszenie, tych nielicznych publicystów, którzy mają jeszcze odwagę pisać prawdę o „wojskówce”. Temu celowi zdaje się służyć zapowiedź, że stowarzyszenie będzie „występować z pozwami cywilnymi przeciwko osobom, które wysuwają nieprawdziwe oskarżenia przeciwko WSI”. Jednocześnie zapowiada się „bezpłatną pomoc prawną i wsparcie finansowe w przypadku trudnej sytuacji materialnej”. Byłoby rzeczą niezmiernie interesującą poznać przypadki oficerów WSI, którzy kiedykolwiek znaleźli się w podobnej sytuacji. Natomiast zapowiedź prowadzenia działalności gospodarczej nie wydaje się niczym nadzwyczajnym, jeśli pamięta się, że Raport z Weryfikacji WSI wymienia kilkadziesiąt przypadków aktywności oficerów WSI na tym polu, począwszy od sztandarowego projektu FOZZ –u. Nie może również dziwić, że „specjaliści” zlikwidowanej formacji chcą organizować szkolenia z zakresu ochrony informacji. Działalność Krajowego Stowarzyszenia Ochrony Informacji Niejawnych –zarządzanego przez ludzi WSW/WSI - z którym konsultacje przeprowadza. kancelaria Urzędu Rady Ministrów oraz zawłaszczenie przez byłych esbeków niemal całej sfery ochrony informacji niejawnych, doskonale ułatwia planowane inwestycje.
Sądzę, że powołanie stowarzyszenia SOWA ma stanowić przełom w dotychczasowej „ukrytej” działalności oficerów WSW/WSI i oznacza, że ludzie z tego środowiska liczą na wsparcie starań ze strony obecnego rządu. Jeśli zdecydowano się na jawne i spektakularne wystąpienia, to z pewnością nie po to, by żądania środowiska miały zostać zignorowane. Możemy zatem zakładać, że w tej kwestii poczyniono już odpowiednie ustalenia, a słowa gen. Dukaczewskiego są jedynie medialną antycypacją przyszłych zdarzeń. Zbieżność rejestracji stowarzyszenia z wystawieniem kandydatury Komorowskiego – w kontekście tego, co wiemy o związkach marszałka z ludźmi „wojskówki”, - zdaje się sugerować, że będzie ono niemal naturalnym „sztabem wyborczym” kandydata Platformy i odegra ważną rolę w toku kampanii prezydenckiej.

Winien jeszcze jestem wyjaśnienie znaczenia łacińskiego terminu, jakim opatrzyłem ten tekst. Został on użyty przez Bronisława Komorowskiego w wywiadzie – rzece, jakiego poseł PO udzielił Teresie Torańskiej w 2006 roku. Wywiad zamieściła „Gazeta Wyborcza”, opatrując go dobrym tytułem „Masz szczęście Bronek”. Wspominając lata swojej młodzieńczej działalności, Komorowski mówi:
„Mój tata oczekiwał ode mnie jakiegoś szaleństwa patriotycznego, oczekiwał, że my, jego dzieci, będziemy dawali świadectwo prawdzie. Będziemy mówili, ryzykowali, a jak trzeba, to fiut na Syberię albo do lasu. Czułem się trochę jak necandus - jest taki termin łaciński - skazany na zagładę, przeznaczony na śmierć. Miałem być kolejnym Komorowskim, który pójdzie na wojnę, do powstania, do partyzantki, do więzienia. Kolejnym kamieniem rzuconym na szaniec”.

Nie sądzę, by dziś Bronisław Komorowski czuł się „skazany na zagładę”, jednak trafność użytego przezeń porównania, skłania do pewnej refleksji.

Są w „Edypie” Sofoklesa słowa, jakie przyszły władca Teb miał usłyszeć od wyroczni delfickiej. Brzmią one – „Deus dixit: “Tibi pater necandus et mater in matrimonium ducenda est”. Po usłyszeniu tych słów Edyp nie chciał wracać do ojczyzny, by przepowiednia nigdy nie została spełniona. Słowa wyroczni wolno przetłumaczyć - „Bóg powiedział: „ty musisz zabić ojca i poślubić swoją matkę”.

Necandus – jest zatem przeznaczeniem, fatum, losem – zgotowanym człowiekowi, czasem nawet wbrew jego woli. Jestem przekonany, że trzeba zrobić wszystko, by w naszej najnowszej historii, Bronisław Komorowski nie odegrał nigdy przeklętej roli necandusa.

http://www.tvn24.pl/12690,1642239,0,1,komorowski-bede-walczyl,wiadomosc....
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,B-szefowie-WSI-do-wladz-zrobcie-w...
http://www.money.pl/archiwum/mikrofon/artykul/komorowski;po;zmianie;wlad...
http://wiadomosci.wp.pl/kat,130,title,224-sprawy-umorzone-b-zolnierze-gd...
http://cogito.salon24.pl/143273,skad-ich-rod
http://www.wsi.emulelinki.com/aneks_1.htm
http://www.wsi.emulelinki.com/aneks_2.htm
http://cogito.salon24.pl/77764,przyjaciele-z-dawnych-lat-1
http://www.tvn24.pl/0,1641922,0,1,sowa-przywroci-dobre-imie-wsi,wiadomos...
http://www.rp.pl/artykul/430064_Sowa_bedzie_bronic_WSI.html
http://wyborcza.pl/1,75480,3754702.html?as=5&ias=11&startsz=x

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: