You are here

TAK SAMO INACZEJ

W roku 2007 w Słowenii rozwój sytuacji politycznej bardzo przypominał to, co wydarzyło się w Polsce. Czy to możliwe, że rozegrano tam podobne scenariusze polityczne?

27 listopada 2007 r. minister spraw zagranicznych Słowenii opublikował list otwarty, w którym twierdził, że w przeddzień objęcia przez ten kraj prezydencji w UE wewnątrz kraju podejmowane są działania, które mają to uniemożliwić. Dimitrij Rupel pisał w "Słoweńskiej prezydencji w kraju pod ostrzałem " m.in.:

Mimo że rząd był bardzo zajęty przygotowywaniem się do objęcia prezydencji (...), od końca lat był obiektem niezwykle zaciekłych ataków. Rutynowe działania przedstawiano jako dramaty, a lokalne konflikty stawały się narodowymi problemami i przedmiotami donosów do instytucji unijnych. Towarzyszyły temu poważne oskarżenia. 10 września 2007 r. grupa słoweńskich dziennikarzy wysłała do rządów unijnych petycję nt. "cenzury i wywierania presji politycznej na dziennikarzy w Słowenii".

Brzmi znajomo, prawda? I okres jakby się zgadza... ale dalej jest jeszcze weselej.

Ze względu na polityczne porozumienie i współpracę partii politycznych po kryzysie Jugosławii w 1991 roku, Słowenia nigdy nie przeszła lustracji, ani nie rozliczyła się z komunistyczną przeszłością. Zatem pierwszym prezydentem Słowenii został Milan Kucan, ostatni przewodniczący Słoweńskiej Partii Komunistycznej. W pierwszych latach niepodległości nowa generacja demokratycznych przywódców politycznych cieszyła się dużym poparciem publicznym, ale już wkrótce, w 1993 roku, stałe sieci powiązań odrodziły się i wzięły górę.

Tia... musi jakiś kaczysta i prawicowy oszołom z tego Rupela. Ale brzmi coraz bardziej znajomo, prawda?

Słoweńscy Socjademokraci okazali się całkiem sprawnymi kapitalistami. Większość z dyrektorów i dyrektorów generalnych stało się właścicielami "zarządzanych społecznie przedsiębiorstw", którymi wcześniej administrowali. (...) Wśród firm, które członkowie nowej słoweńskiej klasy sprywatyzowali, były także media. Wiodące media, takie jak "Delo", "Dnevnik" i "Vecer" są kierowane przez ludzi z głównych partii opozycyjnych. To samo dotyczy stacji telewizyjnych. Poza Radiem i Telewizją Słoweńską, a więc mediami publicznymi, Republika Słowenii nie jest posiadaczem żadnych innych mediów.

U żeż ty... to u nas jest "tak samo inaczej". Mamy nie tyle partyjnych nominatów, co różnej maści TW. Ale na jedno wychodzi.

To tylko krótkie wycinki z bardzo długiego, dwunastopunktowego listu. Teraz trzeba nakreślić kontekst. W roku 2007, mimo że PKB wzrosło o rekordowe 6,3% (najwięcej od niepodległości), Słowenią wstrząsnęło kilka strajków na tle ekonomicznym. W tym samym czasie w prasie pojawiały się artykuły o rzekomym bezprawnym działaniu policji wobec dziennikarzy i ich cenzurowaniu, łamaniu praw człowieka i aferach korupcyjnych, których jednak poza lokalnymi przykładami, nie udowodniono w wystarczający sposób.

Otóż uważam, że minister Rupel myli się w jednej kwestii. Wszystkie te działania, masowe strajki, dziennikarskie ataki, itp. moim zdaniem nie miały na celu podważyć słoweńskiej prezydencji w UE. Cel był inny. W październiku i listopadzie 2007 roku w Słowenii odbywały się wybory prezydenckie. Zwyciężył w nich kandydat socjaldemokratów (postkomuchy mniej więcej tej samej klasy, co nasze), co pociągnęło za sobą klęskę prawicy w wyborach parlamentarnych w roku 2008.

Oczywiście, jeśli teraz napiszę, że wygląda na to, że rosyjskie służby opanowały do perfekcji manipulowanie opinią społeczną w dawnych krajach komunistycznych (Jugosławia teoretycznie była poza blokiem sowieckim, ale Anatolij Golicyn twierdzi, że to dezinformacja), że są w stanie stosując wypróbowany zestaw środków doprowadzić do zmiany rządów, które postrzegałyby jako niewygodne dla siebie, to zostanę uznany za skrajnego i nieuleczalnego prawicowego oszołoma. Dlatego tak nie napiszę.

Nie zauważę również, że w roku 2007 w dwóch dość odległych od siebie krajach (w Polsce i Słowenii) mieliśmy do czynienia z bliźniaczo podobnymi operacjami, które w dalszej perspektywie doprowadziły do klęski prawicy w obu państwach. To przecież absolutnie niemożliwe, a zbieżności są czysto przypadkowe.

Źródło: Dimitrij Rupel, Slovenian EU Presidency under Fire at Home, "Sinfo", 12/2007, str. 5. Do pobrania po angielsku stąd.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: