You are here

Wybory prezydenckie (2000)

RYWALIZACJA W OBOZIE BEZPIEKI

Cztery lata zwlekania z reformami i unikania zdecydowanych choć drastycznych posunięć doprowadziło do całkowitego załamania się obozu reform. W I turze wyborów prezydenckich Ion Iliescu, kandydat lewicowych postkomunistów reprezentujący obóz prorosyjski uzyskał 36,7 proc. głosów, podczas gdy równie prorosyjski i jeszcze bardziej antyzachodni Corneliu Vadim Tudor, przywódca nacjonalistycznej Partii Wielkiej Rumunii, wyszedł na drugą pozycję z 28,4 proc. głosów. Tudor za czasów Ceausescu był nadwornym poetą „Geniusza Karpat”, zaś po jego obaleniu założył ugrupowanie polityczne oparte na kadrach byłej policji politycznej Securitate i otwarcie głoszące program antywęgierski, antyzachodni i antykapitalistyczny. Jego sukces wynika bardziej z bezkompromisowej krytyki korupcji święcącej triumfy w postkomunistycznej Rumunii niż z ukazywania Węgrów jako wrogów Rumunii.

Mugur Isarescu, premier centrolewicowego rządu popierany przez antykomunistów i Theodor Stolojan, były postkomunistyczny premier popierany obecnie przez liberałów, którzy opuścili antykomunistyczną Konwencję Demokratyczną, uzyskali po około 11 proc. głosów.

10 grudnia dojdzie do II tury, w której najprawdopodobnie zwycięstwo odniesie Iliescu. Jego obóz rozwinął obecnie propagandę strachu: strasząc inteligencję i elementy prozachodnie Tudorem, chce uzyskać jej głosy. Na haczyk złapała się już Doinea Cornea, znana w przeszłości opozycjonistka wobec reżymu Ceausescu i krytyk Iliescu w czasie, gdy sprawował on władzę po obaleniu Conducatora.

Wynik jednoczesnych wyborów parlamentarnych jest również korzystny dla Partii Demokracji Socjalnej Iliescu. Zdobyła ona 37 proc. głosów, co oznacza jednak, że musi wejść z kimś w koalicję. Na razie zaproponowała ją Partii Liberalnej (niecałe 7 proc. głosów), która od kilku miesięcy sterowała w kierunku sojuszu z postkomunistami „by ratować Rumunię od gorszej koalicji wszystkich postkomunistów” oraz Demokratycznemu Związkowi Węgrów Rumuńskich (6 proc. głosów). Węgrzy z kolej wolą być w koalicji nawet z postkomunistami, gdyż alternatywa - sojusz Iliesu i Tudora - musiałby doprowadzić do rozpętania antywęgierskiej hecy.

Iliescu proponuje sojusz liberałom i Węgrom, gdyż potrzebuje partnerów wiarygodnych dla Zachodu, chociaż znacznie bliżej byłoby mu do Wielkiej Rumunii Tudora (20 proc. głosów) i innych nacjonalistycznych postkomunistów. Taka koalicja przekreśliłaby jednak wszelkie szanse Rumunii na pomoc Zachodu. Iliescu woli Rosję, ale pomoc może przyjść tylko z Unii.

Lewicowa postkomunistyczna Partia Demokratyczna pokłóconego z Iliescu Petre Romana, który dotychczas pozostawał w kolacji z Konwencją Demokratyczną, zdobyła 7 proc. głosów. Partia Chłopska, stanowiąca główną siłę antykomunistyczną Konwencji Demokratycznej, nie uzyskała natomiast żadnego mandatu.

Autor publikacji: 
Polityka zagraniczna: 
INTERMARIUM: