You are here

Agentura KGB na Litwie

Ministerstwo Obrony Kraju dysponuje kontrwywiadem i wywiadem wojskowym; MSW kieruje policją, ale inaczej niż w Polsce, nie zajmuje się sprawami bezpieczeństwa narodowego, które stanowią domenę Departamentu Bezpieczeństwa Państwa - Valstybes Saugumo Departamentas, czyli odpowiednika polskiego UOP. Kierownika VSD mianuje parlament, ale na wniosek prezydenta, co oznacza, że VSD podporządkowany jest szefowi państwa.

VSD utworzono w oparciu o grupę około 30 gebistów narodowości litewskiej, którzy w 1990 roku opowiedzieli się za niepodległą Litwą i zerwali z Moskwą. Nie ma żadnej wątpliwości, iż był to manewr organów odpowiedzialnych za powodzenie "pieriestroiki". Jak stwierdził jeden z posłów zajmujących się kwestiami bezpieczeństwa, "funkcjonariusze ci zostali wysłani specjalnie, pracowali dalej grając komedię, gdyż KGB nie zlikwidowało się."

Gdy Abiszala został premierem na krótko przed powrotem komunistów do władzy w poprzedniej kadencji w 1993 roku, szefem VSD mianowano Petras Plumpę, byłego więźnia politycznego, który w czasach sowieckich drukował "Kronikę Kościoła Katolickiego na Litwie" i książki katolickie. Plumpa orientował się na ludzi sprzed wojny, którzy jednak byli już za starzy i znał się na pracy podziemnej ale nie na służbach specjalnych. Gdy Brazauskas został prezydentem, zwolnił Plumpę i na jego miejsce mianował Jurgelisa, bliskiego socjaldemokratom i postkomunistom. Wówczas usunięto wielu poprzednich pracowników VSD, a na ich miejsce przyjęto młodych bez żadnych powiązań i poglądów politycznych. Obbecnie wszyscy spodziewają się, że nowy prezydent Litwy, Vladas Adamkus, zwolni z kolei Jurgelisa. Z prawej strony pod adresem VSD padają zarzuty bezczynności, zwłaszcza jeśli chodzi o wywiad, a także o reprezentowanie orientacji prosowieckiej przez Jurgelisa. Zdaniem Antanasa Terleckasa, który krytykuje konserwatywny rząd z pozycji prawicowych, kontrwywiad w ogóle nie pracuje, zaś wszyscy agenci nie zostali zdemaskowani i nadal pracują dla Rosji.

Jakie są aktywa KGB na Litwie odziedziczone po systemie sowieckim?

W latach 1980-tych KGB kontrolowało 18 tys. "przestępców antypaństwowych", 33 tys. rodzin, które powróciły z zesłania, 700 duchownych katolickich oraz 500 tys. osób korespondujących z zagranicą.

W 1949 roku było 26 tys. agentów, 1952 roku - 10 tys., a w roku 1977 już tylko 4860. Można powiedzieć, że ilość przeszła w jakość, gdyż nie werbowano już każdego, ale przede wszystkim przedstawicieli inteligencji. 1803 agentów miało wykształcenie wyższe, a 2041 średnie. Co roku odnawiano 5-7 proc. agentury (około 300 osób). Agent średnio pisał 3-4 raporty rocznie, natomiast dla wywiadu 10 raportów. Przykładowo, Uniwersytet Wileński kontrolowało dwu pracowników operacyjnych, którym podlegało 32 agentów. Kowno nadzorowało 142 pracowników i 682 agentów (1976), natomiast każdy powiat kontrolowało przeciętnie 50 agentów i 3-4 pracowników operacyjnych.

Ten ogromny aparat prowadził 70 spraw "za antysowiecką agitację" w latach 1976-1983.

W 1991 roku dużo nierosyjskich oficerów służb specjalnych przerzucono do Rosji. Na Litwie pozostało oficjalnie 1200 emerytów KGB, 100 byłych oficerów KGB, 4 tys. pracujących agentów i 30 tys. zarejestrowanych agentów. Nieoficjalnie na Litwie mieszka około 15-20 tys. byłych wojskowych i oficerów KGB. W agencjach ochrony pracuje około 5 tys. osób, głównie byłych gebistów. VSD dysponuje oficjalną kartotekę funkcjonariuszy KGB pracujących na Litwie do 1991 roku.

Poseł Kopelmanas, członek sejmowego Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego, wyjaśnia, że w nowym Sejmie nie było propozycji czeskiej ustawy lustracyjnej. "Kiedy po wyborach podjąłem tę kwestię, na wysokim szczeblu powiedziano mi, że to trzeba robić na skalę europejską, że wiele elementów brakuje, a dość dużo kompromituje proces demokratyzacji i odradzono mi podnoszenie tej kwestii."

Kestutis Milkeraitis, doradca parlamentarnego Komitetu bezpieczeństwa narodowego mówi: "Nie wiemy i nasze dzieci nie wiedzą, że komunizm był zły, że to była władza okupacyjna i przestępcza". Milkeraitis uważa, że zwolennicy lustracji z państw byłego obozu powinni koordynować swoje wysiłki. Na Litwie ustawa w zmiękczonej formie ma szansę na przjęcie, choć opory płyną ze wszystkich stron.

Milkeraitis, który wraz z Katkusem i Seniunasem, zajmuje się opracowywaniem litewskiego wariantu ustawy, uważa, że lustracja powinna obejmotrzy etapy.

Byli agenci i funkcjonariusze KGB zostaliby zobowiązani do złożenia wyczerpujących zeznań przed organem kontrwywiadu i po ich weryfikacji zachowaliby prawo do utajnienia (wzorzec estoński). Gdyby odmówili wyjaśnień lub złożyli fałszywe, podlegaliby karom ograniczenia praw obywatelskich, np. nie mogliby pracować w mediach, bankach, TV. Nie można by było zataić informacji o współpracy prezydenta, premiera, posłów, członków samorządów.

Drugi etap polegałby na przyjęciu ustawy lustracyjnej według wzorca czeskiego. I wreszcie na koniec trzeba uznać KGB i KPZS za organizacje przestępcze, jasno stwierdzić kto dokonywał na Litwie ludobójstwa i pociągnąć żyjących jeszcze winnych do odpowiedzialności karnej. Ludzie tych struktur nie mogą być wybierani i nie mogą piastować okreslonych stanowisk, np. w mediach, bankach, częściowo w gospodarce, przez ustalony ustawowo okres.

Archiwa

22 sierpnia 1991 roku Rada Najwyższa Litwy zatrzymała działalność KGB; oprócz gotowych materiałów operacyjnych w siedzibie KGB w Wilnie i w oddziałach prowincjonalnych, znaleziono dużo bieżących dokumentów nie zredagowanych w sprawy, wszystko zapakowano i odwiedziono do stolicy.

24 sierpnia Sejmas podjął decyzję o zbadaniu działalności KGB. W tym celu powołano komisję parlamentarną pod kierownictem Balysa Gajauskasa, byłego więźnia politycznego. Komisja przejęła wszystkie archiwa i miała poszukiwać i demaskować agentów KGB. W październiku 1992 roku powołano do tego celu Centrum badania ludobójstwa na mieszkańcach Litwy i ruchu oporu - Lietuvos Gyventoj˜ genocido ir rezistencijos tyrimo centras.

W 1996 roku dokumentacje centrali i wojewódzkich oddziałów wydziału litewskiego KGB ZSRS oraz sprawy kryminalne z MSW Republiki Litewskiej zgromadzono w Specjalnym Archiwum - Ipatingosios Archivas, które podporządkowano razem z innymi archiwami państwowymi Departamentowi Archiwów. Jego dyrektora mianuje bezpośrednio premier.

Dokumenty KPZR przekazano do Archiwum Organizacji Społecznych.

Archiwa KGB obejmują:

48 tys. spraw karnych dotyczących od 1 do kilku osób skazanych za działalność antysowiecką, w tym 161 spraw AK oraz kartoteka osobowa skazanych licząca 75 tys. jednostek;

32500 teczek archiwum filtracyjnego, które dotyczyło osób powracających z Niemiec i sprawdzanych w obozach filtracyjnych. W 1965 roku archiwum wywiezione do Uljanowska i częściowo zwrócono w 1992 roku;

65 tys spraw oraz kartoteka alfabetyczna archiwum weryfikacyjnego, które obejmowało osoby wyjeżdżające zagranicę i obcokrajowców odwiedzających Litwę;

ewidencje operacyjne i tajna biurowość, do której to kategorii należą dokumety agenturalne i operacyjne związane z kontrwywiadem. W 1990 roku było 1386 spraw rejestru operacyjnego, 14640 tego typu spraw zniszczono, a 4688 są przechowywane w innych archiwach rosyjskich (dawniej sowieckich).

Do Rosji wywieziono 14 tys. teczek osobowych pracowników KGB, 5 tys. teczek osobowych agentów (informacje o agencie i jego raporty), natomiast zniszczono 36 tys. teczek osobowych agentów i 4688 spraw operacyjnych (raporty różnych agentów w danej sprawie), 417 zbiorów operacyjnych oraz 16 tys. spraw tzw. obrońców ludowych.

kartotekę wydzału techniczno-operycyjnego, w tym kartototekę 570 tys. mieszkańcóe Litwy, którzy choć raz napisali list zagranicę oraz kartotekę agentów KGB.

z 16 tys. spraw operacyjnych zniszczono 14 tys i większość techek pracy agenta ale dużo zost najwięcej z Bałtów

W pełni odtworzyć agentury nie można, ale pozostało 58 teczek operacyjnych i okruchy kartoteki. Pracownicy VSD badają archiwa i poszukują agentów. W dokumentacji bieżącej, którą KGB nie zdążyło oddać do archiwów można znaleźć informacje o agentach. Również w sprawach, z których specjalna komisja wycinała wzmianki o agentach, nie dokonano tej operacji perfekcyjnie.

Mafia i KGB

Kazimiera Prunskiene, dla KGB "Szatrija", dla wyborców premier pierwszego niepodległościowego rządu, miała być jednym z głównych kanałów kontrolnych Moskwy w antysowieckiej ekipie Vytautasa Landsbergisa. 13 stycznia 1991 roku, w czasie ataku sowieckiego w Wilnie, Prunskiene za zadanie doprowadzenie do dymisji Landsbergisa ze stanowiska przewodniczącego Rady Najwyższej. Gdy później Szatrija została rozszyfrowana, ludzie KGB w jej ekipie musieli zmienić pryncypała, jeśli mieli pozostać użyteczni dla swych prawdziwych szefów i uniknąć marginalizacji w życiu politycznym. Szatrija pozostała wprawdzie na scenie, nadal hołubiona przez czerwone media, ale nie może już odegrać istotnej roli politycznej.

Jedną z bliskich współpracowniczek Szatriji była Laima Andrikiene, jak się teraz okazało, dla ludzi KGB - "Marija". Gdy Szatriję zdemaskowano, "Marija" przeszła do obozu Vytautasa Landsbergisa i została członkiem kierownictwa jego partii, a po zwycięstwie konserwatystów, ministrem do spraw integracji europejskiej.

Jaki jednak błąd "Mariji" doprowadził do jej dekonspiracji i upadku politycznego?

W okresie współpracy obu pań, udzielały one koncesji rozmaitym biznesmenom. Wśród nich znalazł się niejaki Staszaitis, który później okazał się litewskim Bagsikiem i w końcu wylądował w więzieniu. Staszaitis, jeszcze w okresie swej świetności, postanowił zabezpieczyć się na przyszłość i w 1991 roku kupił od kgbistów teczkę z częścią dokumentóe dotyczących "Mariji". Teczka ta była oryginalna i nie znalazła się w archiwach KGB przejętych przez rząd. Wielu bowiem oficerów zwalniach z pracy, zabierało teczki w celach komercyjnych i ubezpieczeniowych.

Gdy Staszaitis znalazł się na Łukiszkach (odpowiednik Rakowieckiej), liczył że obie panie, którym jego interesy nie były kiedyć obce, pomogą mu wyjść na wolność. Nasz aferzysta się jednak pomylił i siedzi już blisko cztery lata bez procesu, co może być denerwujące. Gdy prośby o pomoc nie dały rezultatu, Staszaitis wysłał swego przyjaciela z teczką Andrikiene - "Mariji" do znanego antykomunisty, Antanasa Terleckasa, który bardzo nie lubi agentów KGB, zwłaszcza jeśli zasiadają w rządzie, co niewątpliwie świadczy o jego złym charakterze i braku dobrego gustu.

Terleckas postarał się by kopie dossier trafiły do posłów, którzy na próżno starali się udawać, że sprawy nie ma i w końcu dokumenty przekazano do prokuratury, zaś "Marija" utraciła ministerialny stołek na żądanie nowego prezydenta, Vladasa Adamkusa. Niewątpliwie prezydent Litwy, tym swoim barbarzyńskim poleceniem dowiód, iż nie wychował się w Europie.

Cóż takiego jest w teczce Laimy Andrikiene?

W listopadzie 1987 do Instytutu, którego wicedyrektorem była Prunskiene, z Uniwersytetu w Manchesterze przyszła zgoda na przyjazd Laimy Andrikiene celem odbycia stażu naukowego. KGB zaraz przystąpiło do działania. 29 lutego 1988 roku w punkcie kontaktowym, którego gospodarzem był "Walentin", pracownik operacyjny KGB spotkał się z agentem "Wołkowem", znającym Andrikiene jeszcze ze szkoły oraz jej męża. Wołkow dał wyczerpującą charakterystykę Andrikiene. Kontakt operacyjny z Andrikiene KGB nawiązało 25 kwietnia.

W odręcznej notatce powiadamiano, że "29 sierpnia 1988 roku odbyła się rozmowa werbunkowa z ALM [Andrikiene Laima Marcelinowna], w czasie której zgodziła się ona na udzielenie cichej pomocy organom KGB ZSRS" i przybrała "pseudonim Marija". Następnie ppłk Miszkinis, naczelnik VI Oddz. zawiadamił, że 11 października 1988 roku Andrikiene udaje się do Moskwy w celu wyjazdu służbowego na 10 miesięczny staż na Uniwersytecie w Manchester w ramach państwowego programu rolnego ZSRS. "kandydat na werbunek w charakterze agenta organów KGB - Andrikiene Laima Marcelinowna otrzymała kontakt operacyjny w Moskwie z Władimirem Kimowiczem, tel. 9248207." W wypadkach nagłych hasła dla Andrikiene będzie brzmiało "pozdrowienia od Pawła Aleksiejewicza".

Zadaniem agenta miało być zbieranie informacji o problemach rozwoju rolnictwa w Anglii i metodah zwiększania jego wydajności oraz zbliżenie się do wybranych profesorów.

Andrikiene zgodziła się współpracować z KGB w 1988 roku, kiedy "pieriestroika" trwała już w pełni i policja polityczna, używając zaufanych intelektualistów, tworzyła fronty ludowe. Niebawem w ich szeregach miało dojść do walki między autonoitami, popieranymi przez Moskwę, i nurtem antykomunistycznym i niepodległościowym. Było jasne, że imperium chwieje się, a mimo to Laima Andrikiene postanowiła nie odmawiać współpracy z upadającym systemem.

Jakie płyną nauki z całej historii?

Nie trzeba wierzyć w wieczną trwałość systemów policyjnych i jeśli się z nimi współpracuje, należy dobrze rozumieć, kiedy wchodzą w fazę schyłkową. Jeśli się współpracuje z KGB, należy się trzymać daleko od mściwych biznesmenów i ich machlojek

Józef Darski

LUSTRACJA SIĘ WAHA

Od 1 stycznia 1999 roku na Litwie powinna zacząć obowiązywać ustawa lustracyjna, uchwalona w ostatecznej formie przez litewski Sejm 16 lipca. Tak długi okres oczekiwania na wejście w życie został przegłosowany na życzenie prezydenta Vladasa Adamkusa.

 

Dekagebizacja

Ustawa uznaje KGB (i jego poprzedniczki) za organizację przestępczą, winną przestępstw wojennych, ludobójstwa, represji, terroru i prześladowań politycznych i przez okres 10 lat zakazuje jej "pracownikom kadrowym" (do ustawy dołączona jest lista stanowisk odpowiadających tej definicji) zajmowania stanowisk urzędniczych w Republice Litewskiej w instytucjach władzy i administracji państwowej, samorządu, ochrony kraju, Departamencie Bezpieczeństwa Państwowego, w policji, prokuraturze, w sądach, w służbie dyplomatycznej, w urzędzie celnym, Kontroli Państwowej, oraz innych instytucjach państwowych sprawujących kontrolę oraz nadzór, pracowania jako adwokaci i notariusze, w bankach i innych instytucjach kredytowych, w strategicznych obiektach gospodarczych, służbach (strukturach) bezpieczeństwa, w innych służbach (strukturach) świadczących usługi detektywistyczne, w systemie łączności, w placówkach oświatowych jako pedagodzy, wychowawcy i kierownicy tych instytucji, jak też wykonywania pracy (zajmowania stanowisk) związanych z posiadaniem broni.

Na podkreślenie zasługuje zamknięcie dla byłych funkcjonariuszy całego sektora "security", czyli agencji ochraniarskich i handlu bronią oraz instytucji bankowych zarówno państwowych jak też prywatnych. Ustawa zakreśliła więc o wiele szerzej zakres stanowisk dla nich niedostępnych, niż wzorzec czeski. Litewska ustawa lustracyjna pominęła jednak całkowitym milczeniem kategorię byłych konfidentów bezpieki. Kwestię tę wyłączono do późniejszego rozwiązania, spodziewając się znacznie większego oporu parlamentu.

Ustawa przewidziała dwie kategorie wyjątków. Do pierwszej należą pracownicy KGB, którzy zajmowali się wyłącznie sprawami kryminalnymi i 12 marca 1990 roku, dzień po przyjęciu "Deklaracji Niepodległości", złożyli podanie o zwolnienie ze służby. Przy czym za sprawy kryminalne nie uważa się oskarżeń o przestępstwa pospolite spreparowanych z powodów politycznych. Śledztwo w tej sprawie prowadzą Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Mieszkańców Litwy oraz Departament Bezpieczeństwa Państwowego (odpowiednik polskiego UOP).

Ponadto prezydent powoła trzyosobową komisję, która na wspólny wniosek Centrum i Departamentu może, ale nie musi, uchylić zakaz w stosunku do osoby, która zarejestrowała się do 31 marca 1999 roku w Departamencie jako były pracownik kadrowy KGB i przekazała "wszystkie dane o swojej dawnej pracy w KGB i obecnych powiązaniach z byłymi pracownikami oraz agentami KGB". W ten sposób ma powstać bank informacji, który służyć będzie w przyszłości identyfikacji agentury i uczyni możliwym rozszerzenie lustracji również na tajnych współpracowników bezpieki.

Lustracyjna marchewka i kij

Byli kadrowi pracownicy KGB mają obowiązek zarejestrowania się w Departamencie Bezpieczeństwa Państwowego i złożenia wyczerpujących zeznań. Jeśli pracują w którymś z sektorów, gdzie ustawa lustracyjna zakazuje im pracować, do 20 stycznia muszą powiadomić pracodawców o swej przeszłości. Pracodawca zaś ma pięć dni na to, aby zwrócić się o zbadanie sprawy do Centrum i Departamentu. Jeśli odpowiedzą, że sprawdzana osoba nie może pracować na danym stanowisku, rozwiązuje się z nią za obopólną zgodą umowę o pracę. Jeśli natomiast tylko jedna z tych instytucji wnioskuje o zwolnienie pracownika, zostaje on zawieszony na okres do 3 miesięcy. Jeśli po tym terminie nie ma wspólnego wniosku, pracownik zostaje przywrócony na zajmowane stanowisko i otrzymuje zaległe pobory.

Jeśli byli kadrowi pracownicy KGB sami poproszą o zwolnienie, wypłaci im się odprawy w wysokości trzech średnich pensji. Ustawodawca stworzył w ten sposób marchewkę, ale jest i kij. Jeśli Centrum lub Departament odkryją, iż ktoś zataił iż był kadrowym pracownikiem KGB, wówczas powiadamiają o tym pracodawcę, a ten musi zwolnić taką osobę następnego dnia bez wypłacenia odprawy.

Kogo broni prezydent?

Prezydent Vladas Adamkus nie podpisał ustawy i poprosił posłów o zwrócenie się do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie czy jest ona zgodna z Konstytucją. Zastrzeżenia prezydenta budziły przede wszystkim ograniczenia dotyczące podejmowania pracy przez byłych funkcjonariuszy w sektorze prywatnym oraz utworzenie trójosobowej komisji orzekającej o wyjątkach od ustawy.

Premier Gedyminas Vagnorius z Partii Konserwatywnej poparł stanowisko zajęte przez prezydenta i stwierdził, iż ustawę przyjęto zbyt pospiesznie.

Początkowo konserwatyści i chadecy chcieli odrzucić veto prezydenta. Przewodniczący Sejmu i przywódca Partii Konserwatywnej, Vytautas Landsbergis przekonał jednak większość, by nie przegłosowywała prezydenckiego veta, a jednocześnie by nie zgadzała się na propozycję Adamkusa skierowania ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Pod tak sformułowaną uchwałą podpisało się 73 posłów. Ustawa pozostała więc w zawieszeniu Komuniści i socjaldemokraci chcą do jesieni zebrać wymaganych przez prawo 29 podpisów pod wnioskiem zaskarżającym ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Tymczasem prezydent powołał 5 osobową grupę, która ma sporządzić ocenę prawną aktów legislacyjnych ograniczających status byłych pracowników KGB na Litwie. W jej skład weszli prawnicy, doradca prezydenta i wiceminister resortu sprawiedliwości.

Innym punktem spornym między prezydentem a prawicową większością była możliwość udziału oddziałów rosyjskich lub innych krajów WNP w ćwiczeniach wojskowych sił pokojowych. Adamkus zaakceptował wspólne manewry, podczas gdy zdaniem Landsbergisa obecność żołnierzy rosyjskich na ziemi litewskiej byłaby sprzeczna z konstytucją.

Wśród kwestii konfliktowych między większością i prezydentem pozostaje także uregulowanie statusu byłych tajnych współpracowników KGB. Jak podała gazeta "Lietuvos rytas", nie należąca do nurtu antykomunistycznego, w jej archiwum znajdują się dokumenty podpisane przez szefa KGB Litwy, świadczące, że w okresie pieriestroiki KGB przygotowywało plany wprowadzenia stanu nadzwyczajnego. Wśród przewidywanych wówczas działań było użycie na szeroką skalę siatki agentów KGB. Obecny los agentury nie jest zatem sprawą błahą.

Warto przypomnieć, że o współpracę z KGB oskarżony został również sam Landsbergis, ale Prokuratura Generalna nie znalazła na to dowodów.

KGB znów działa

Po objęciu urzędu prezydent Litwy, Vladas Adamkus zmienił Dyrektora Generalnego Departamentu Bezpieczeństwa Państwa (litewski odpowiednik UOP) Jurgelisa, związanego z komunistami. Na to stanowisko mianowany został Meczys Laurinkus, twórca Departamentu w okresie rządów premier Prunskiene, agentki KGB o pseudonimie Szatrija, który po upadku Prunskiene związał się z konserwatystami Landsbergisa.

Laurinkus rozpoczął natychmiast reorganizację Departamentu. Planuje się zwiększenie środków na wyposażenie techniczne oraz na rozbudowę kontrwywiadu. Zdaniem Laurinkusa bowiem najważniejsza jest działalność nie byłych agentów lecz ludzi nowozwerbowanych, gdyż jego zdaniem, w ostatnim okresie służby wywiadowcze Rosji odnowiły swoją działalność w krajach bałtyckich.

Również szef służb estońskich Jüri Pihl, potwierdził wzmożoną aktywność Rosjan. Jeszcze w maju 1996 roku Estończycy wysiedlili z kraju pracownika rosyjskiej ambasady w Tallinie Siergieja Andriejewa pod zarzutem szpiegostwa.

 

Autor publikacji: 
Polityka zagraniczna: 
INTERMARIUM: