You are here

UKRAINA 2004 - KONIEC PIERWSZEGO ROZDANIA

KONIEC PIERWSZEGO ROZDANIA (listopad 2004)

Prezydentura Wiktora Juszczenki od 24 listopada jest całkowicie pewna. Pierwsze rozdanie się więc kończy. Opowiedzenie się po stronie Juszczenki ukraińskich dyplomatów, wojskowych i funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa Ukrainy nie oznacza, jak sądzą eksperci i dziennikarze, nagły napad patriotyzmu i sumienia tylko troski o własne posady. Jeśli te kategorie ludzi władzy opowiadają się za Juszczenką to znaczy, że już wiedzą kto będzie prezydentem i przy kim zachowają swoje pozycje i przywileje.

Powtórka drugiej tury oznacza, że Juszcenko otrzyma ok. 85 proc. głosów w skali kraju, co będzie oznaczało koniec klanu donieckiego, stąd jego zacięty opór i próby targów, żeby przynajmniej zachować władzę i przywileje w Doniecku i Ługańsku. Wynik wyborów położy też ostateczny kres najważniejszej z tez rosyjskiej agentury wpływu w Polsce o podziale Ukrainy na dwie równe części, z czego miałby wynikać równy podział władzy między ludzi Rosji i oligarchów z opcji prozachodniej, a w tej chwili już dokładnie - proamerykańskiej. Należy też się spodziewać szybkich wyborów parlamentarnych, które umożliwią Juszczence stworzenie zdecydowanej większości proprezydenckiej.

Teraz decyduje się nie zwycięstwo Juszczenki tylko skład jego ekipy, a więc na jakie pójdzie ustępstwa i ile władzy i przywilejów pozostawi prorosyjskim oligarchom, czy zgodzi się wyeliminować Julię Timoszenko, radykalną przeciwniczkę prokuczmowskiej oligarchii i związków z Rosją oraz konkurentkę w sferze energetyki, czy dotrzyma umowy i Timoszenko będzie premierem, czy stanowisko to odstąpi komuś z prokuczmowskich klanów lub przystani9e na ograniczenie władzy prezydenta.

Wynik negocjacji będzie zależał nie tylko od nieustępliwości Juszczenki i jego otoczenia oraz nacisków wysłanników Rosji i Unii, ale przede wszystkim od postawy społeczeństwa, juszczenkowskiej bazy. W podobnej sytuacji w Polsce Lech Wałęsa na polecenie Kiszczaka uspokajał strajkujących i przywracał porządek, żeby społeczeństwo nie mogło pilnować wysokich umawiających się stron jak podzielić Polskę.

Im bunt społeczny silniejszy i radykalniejszy, im dłużej trwa, im bardziej będzie go potrzebowało oligarchiczne i technokratyczne kierownictwo „Naszej Ukrainy” i „Bloku Julii Timoszenko”, tym wyżej w hierarchii nowej władzy będą awansowali ludzie nowi, nie związani z układami postkomunistycznymi i tym większa będzie szansa radykalnej zmiany systemu w drugim i trzecim rozdaniu a nie tylko jego modernizacji oraz radykalnego przesunięcia na Zachód a nie tylko zdystansowania się od Rosji.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy filmowała i podsłuchiwała komisje wyborcze fałszujące wybory dla Janukowycza, co oznacza, że istniał już od dawna scenariusz Juszczenki i miał on za sobą cząść aparatu władzy. Scenariusz musiał zakładać dogrywkę na ulicy, ale nie mógł przewidzieć jej skali. To właśnie skala społecznego i spontanicznego buntu zdecydowała o powodzeniu scenariusza. Bunt bez niego by się rozpłynął, a sam scenariusz bez poparcia spontanicznego wybuchu społecznego spowodowanego wzbierającą już od dawna nienawiścią do systemu korupcji i państwowego bandytyzmu, pozostałby tylko na papierze.

Jednym ze specjalistów od piaru w sztabie Juszcenki jest Adrian Karatnycky, przewodniczący Freudom House, a więc instytucji wspierającej dążenia wolnościowe i popieranej przez Partię Republikańską. Adrian Karatnycky, Amerykanin ukraińskiego pochodzenia, był swego czasu wysokim funkcjonariuszem AFL-CIO odpowiedzialnym za niesienie pomocy „Solidarności” w tanie wojennym i kontakty z opozycją w bloku sowieckim, a wiąc ma również powiązania z odpowiednimi służbami i strukturami władzy. Oznacza to, iż ukraińskie lobby w USA postanowiło uwolnić Ukrainę od podporządkowania Rosji. Kwestią kluczową dla Polski jest czy polityka lobby ukraińskiego stanie się polityką USA i Departamentu Stanu. USA poparły Juszczenkę, ale poparcie poparciu nierówne. Chodzi o to czy USA będą wymagały porozumienia się z ludźmi Rosji i zagwarantowania jej interesów na Ukrainie czy też prezydent Bush zmusi Putina do radykalnych ustępstw. Na to drugie wskazywałyby głosy w Rosji, domagające się by Zachód zapłacił Rosji za zgodę na oddanie Ukrainy. Teraz więc toczą się już targi.

W 1989 roku ambasador USA w Polsce polecił kierownictwu „Solidarności” (OKP) umożliwienie wybrania Jaruzelskiego na prezydenta, ponieważ Ameryka popierała wówczas Gorbaczowa, a więc starała się wesprzeć realizację jego strategii w bloku. W Bułgarii np. sekretarz stanu Jamek Baker wydał polecenie opozycji zaakceptowania wczesnego terminu wyborów by zwyciężyli w nich komuniści, co miało umożliwić powołanie rządu koalicyjnego. Obecnie sytuacja się zmieniła i jest nadzieja, że USA poprą twardą linię wobec Rosji.

Fakt, iż po dwu dniach Unia przemówiła nie oznacza oczywiście, że Bruksela się nagle przejęła losem Ukraińców, bowiem ma do nich taki sam mniej więcej stosunek jak do Czukczów, także Polacy nie odegrali tu żadnej roli, tylko europejscy politycy przestraszyli się Ameryki. Gdy USA odmówiło uznania wyborów, tzn. poparło Juszczenkę, Unia przestraszyła się, że zostanie wyeliminowana, a Ukraina z poparciem Ameryki nie tylko uwolni się od ukochanej w Brukseli Rosji, ale też może powstać sojusz między USA, Ukrainą, oczyszczoną w międzyczasie z rosyjskiej agentury Polską oraz kilku nowymi członkami Unii. Po przyjęciu pod presją USA Turcji i Ukrainy do Unii nowy sojusz zdominowałby porozumienie między Francją, Niemcami i Rosją i podskakiwanie Unii skończyłoby się.

Fakt, iż w grupie negocjacyjnej nie było bezpośredniego przedstawiciela USA, oznacza po prostu, iż jej cel był głównie propagandowy, bowiem ważne decyzje podjęte bez przedstawiciela państwa, które decyduje o polityce międzynarodowej, nigdy nie będą wiążące; był to teatr przeznaczony dla dziennikarzy i tłumów, a prawdziwe negocjacje o cenę Ukrainy i tak toczą się między Bushem i Putinem. Ten ostatni wysłał Grizniowa, a więc człowieka o stosunkowo niewielkim znaczeniu, bowiem Duma w Rosji jest ozdobnikiem i nie ma żadnej władzy, by potem mieć kozła ofiarnego, co to „oddał Ukrainę Zachodowi”. Również Kwaśniewski wspierał Rosję, a Adamkus odgrywał rolę symbolicznego przedstawiciela USA.

Koniec pierwszego rozdania to właśnie okres prawdziwych negocjacji, czyli tych między Waszyngtonem i Moskwą. Wprawdzie Kwaśniewski po powrocie będzie opowiadał, wzorem Wałęsy, że ocalił pokój i demokrację na Ukrainie i może nawet w nagrodę zostanie teraz wysłany jako negocjator do afrykańskiego buszu i już nikomu w Polsce nie będzie przeszkadzał, al. e jego wpływ na wydarzenia był zerowy. Rzecz jasna z punktu widzenia propagandowego, ponieważ Kwaśniewski jest utożsamiany niestety z Polską, możemy turlając się ze śmiechu opowiadać o jego ogromnych sukcesach politycznych. Pewnie nawet ktoś na ten temat napisze książkę i dostanie jakąś nagrodę za rzetelność dziennikarską, ale polityka nie jest dla większości, która i tak by jej ni zrozumiała, dla większości jest polityczny matrix i wszyscy są szczęśliwi.

Autor publikacji: 
INTERMARIUM: